wtorek, 03 sierpień 2010 08:17

W oparach hipokryzji

Napisał

Gdybym miał wskazać na jakąś charakterystyczną cechę naszych czasów, ale tylko jedną, bez wahania wskazałbym na hipokryzję. Jest ona wyższą odmianą zakłamania, zakłamania, które schodzi aż do poziomu instynktów. Zwykły kłamca kłamie świadomie, żeby np. nadużyć czyjegoś zaufania, żeby uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji, a czasami - żeby oszczędzić innym jakiejś przykrości. Np. jeden literat pochwalił książkę innego literata, a tamten - widocznie weredyk powiada: - żałuję, że nie mogę powiedzieć tego samego o książce pańskiej. 
- Jak to pan nie może - dziwi się tamten. 
- Niech pan zrobi to samo, co ja, niech pan zełże! 

Czasami ludzie kłamią, żeby wzbudzić podziw otoczenia. Takich kłamców nazywa się potocznie blagierami. Czasami blagier wierzy w swoją blagę, ale przeważnie zdaje sobie sprawę z koloryzowania. Hipokryzja natomiast jest kłamstwem, które schodząc aż do poziomu instynktów, dokonuje się jakby bez udziału świadomości. Hipokryta może kłamać w przekonaniu, że mówi prawdę. Można powiedzieć, że hipokryta, to człowiek tak przeżarty kłamstwem, że staje się ono dla niego zwyczajnym sposobem życia. Czy zatem hipokryta kłamie? Obiektywnie tak, ale w sensie psychologicznym ? już niekoniecznie.

O zdominowaniu naszego życia zbiorowego przez hipokryzję mogliśmy przekonać się podczas tegorocznych wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Prawie wszystkie ugrupowania polityczne deklarowały swoje przywiązanie do demokracji, ale wystarczyło porzucić ogólniki i "przejść do konkretów", by przekonać się, że polska scena polityczna zdominowana jest przez polityków przywiązanych do idei arystokratycznej. Idea arystokratyczna jest zasadniczo przeciwstawna równości, stanowiącej fundament demokracji. Aristoi, czyli najlepsi, stają na wyższym poziomie niż pozostali i z tego tytułu przysługuje im przywilej rządzenia. Demokracja natomiast ściąga wszystkich na poziom jednakowy, o przywileju rządzenia nie decyduje zaś Racja, tylko Liczba; im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Wydawałoby się zatem, że nasi demokratyczni frazesowicze nie powinni np. odczuwać żadnej wyższości nad, dajmy na to, panem Andrzejem Lepperem i jego Samoobroną, zwłaszcza w sytuacji, gdy wdali się z nim w wyborczą rywalizację, w której bilet do władzy zależał wyłącznie od liczby uzyskanych głosów. Jednak kiedy PiS skorzystał z poparcia Samoobrony przy wyborze marszałka Sejmu i votum zaufania dla rządu premiera Marcinkiewicza, pan Donald Tusk zażądał od pana Jarosława Kaczyńskiego wyjaśnień, jak gdyby tamten dopuścił się jakiegoś nieprzyzwoitego czynu. Najwyraźniej niedoszły prezydent "z zasadami" uważa pana Andrzeja za polityka mniej godnego od siebie, bo gdyby tak PiS uzyskał wsparcie Platformy, to z pewnością żadne wyjaśnienia nie byłyby potrzebne. Skąd u demokraty bierze się to poczucie wyższości, dlaczego uważa się on za jeśli nie "najlepszego", to w każdym razie ? za lepszego? Gdyby pan Tusk to poczucie wyższości odziedziczył po królu, swoim ojcu, to wszystko byłoby jasne, ale przecież tak nie jest. Nie widzę zatem żadnego innego wyjaśnienia, poza dotknięciem hipokryzją.
Podobnie pan Grzegorz Schetyna, który wyraził "zaskoczenie" faktem powrotu Jacka Kurskiego w szeregi Prawa i Sprawiedliwości. Gdyby poseł Kurski został przyjęty do Platformy, to poseł Schetyna mógłby poczuć się zaskoczony, ale skoro do PiS ? to właściwie dlaczego? Pan poseł Schetyna mi się nie zwierza, ale nie wykluczam, że dopuścił sobie do głowy, iż został autorytetem moralnym, a może nawet niewątpliwym autorytetem moralnym. Tymczasem autorytetem moralnym, a zwłaszcza niewątpliwym autorytetem moralnym nie zostaje się ot, tak sobie, np. po uzyskaniu mandatu poselskiego. Weźmy taki autorytet moralny, a właściwie niewątpliwy autorytet moralny, jak pan prof. Geremek. Obecnie jest on deputowanym do Parlamentu Europejskiego, ale obowiązki autorytetu moralnego, a właściwie niewątpliwego autorytetu moralnego pełnił również wtedy, gdy żadnego mandatu nie piastował. Wynika z tego, że autorytetem moralnym nie wszystkich obdzielono w stopniu jednakowym, na co zresztą wskazuje przysłowie, że co wolno wojewodzie, to nie tobie, no, mniejsza z tym. Podważa to, oczywiście, zasadę demokratyczną, chociaż tak się szczęśliwie składa, że autorytety moralne, a także niewątpliwe autorytety moralne, są co do jednego szczerymi demokratami. Jednak te szczere demokratyczne przekonania nie przeszkadzają im traktować autorytetu moralnego, jako przywileju organicznie im przysługującego tak samo, jak Prymas Polski w sposób naturalny używał tytułu "legata urodzonego". Ale pan poseł Schetyna nie jest autorytetem moralnym nawet czasu wojny, tymczasem próbuje pozywać polityków innych partii przed swój trybunał. Cóż za groteskowa uzurpacja!
(?)
Stanisław Michalkiewicz
 

Wyświetlony 5372 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.