piątek, 20 sierpień 2010 11:39

O filozofii politycznej

Napisane przez

Lektura Bezładu. Polityki światowej na progu XXI wieku Zbigniewa Brzezińskiego jest po latach fascynująca. Imponuje jasność wywodu, precyzyjny język, zrozumienie ludzkich uwikłań w krajach posttotalitarnych, ale przede wszystkim wielostronna panorama, w jakiej problem jest rozważany. Uderza to o tyle, że w Polsce wprawdzie ukazuje się sporo kompetentnych artykułów na tematy światowe, ich autorzy ograniczają się jednak do wąskich dyscyplin, tekst o np. ekonomii unika jak ognia wycieczek w rejony historii kultur, psychologii, nawet nauk prawnych czy socjologii, a perspektywa, nawet europejska, rzadko otwiera się na Azję i Afrykę, czyli kontekst zjednoczonej Europy. Ta ostatnia idea jest zresztą u nas właściwie nieobecna; Europę rozpatrujemy wciąż jako zbiór trwale autonomicznych państw o ? w najlepszym przypadku ? solidarnej wschodniej polityce zagranicznej, zwłaszcza wobec Rosji i niektórych krajów dawnego ZSRR. Były doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Cartera należy obecnie do przeciwników politycznej filozofii George'a Busha. Te poglądy zawarł w książce Wybór (2004), pozycji oczywiście polemicznej już, a tym samym mniej uniwersalnej.

 

Nie da się zrozumieć żadnego z problemów ? światowych ni lokalnych ? bez szerszego widnokręgu, tak jak nie da się wyjaśnić go w kategoriach jednej tylko gałęzi wiedzy. Dla autora Bezładu kluczem do sensowności polityki jest rzeczywisty stan kultury jej podmiotu oraz to, jaki jej obraz ma światowa opinia publiczna. Gdy więc Brzeziński próbuje zdefiniować współczesne społeczeństwo USA, powiada np., że Zanika potrzeba rozróżniania "dobra" i "zła". Zamiast tego ważniejsze się staje rozróżnienie tego, co "prawnie dozwolone" i tego, co "prawnie zakazane" wedle kryteriów praktycznych wymogów organizacji społecznej. Po czym padają ważne słowa: Procedura prawna, a zwłaszcza sądownictwo, zastępuje moralność i jej podstawowy wyznacznik ? religię. W roli wyznacznika postępowania występuje już nie wewnętrzne kryterium wiary, ale system prawny, który określa zewnętrzne granice tego, co dozwolone ? ale nie tego, co moralne.
Autor twierdzi, że przyczyną sytuacji jest nadmierna obfitość dóbr, jaką rozporządza społeczeństwo dobrobytu i brak granic w ich używaniu, a także spłycenie życia duchowego, widoczne zwłaszcza w tych przejawach kultury, jakie poprzez TV i Internet docierają do setek milionów za granicą. Kuwejcka Al Jazira rozpowszechni za CNN "Batmana" i "Dynastię", ale już nie np. znakomite fotografie Stieglitza, Hilla, Abbota, Westona, eseje Paglii lub Starhawk czy choćby koncerty poetyckie Allena Ginsberga (wraz z jego apelami przeciw wojnie, a w imię buddyjskiego pacyfizmu). Filmy akcji, bezmyślne tasiemcowe seriale dla gospodyń domowych z podłożonym śmiechem, reality show i komputerowe gry właśnie kształtują stereotyp sprawiający, że geniusz Ameryki traci (albo i dawno stracił) mir w oczach reszty świata, która, owszem, pożądać może tu materialnych bogactw, ale przecież nie duchowej pustki. Przy ambicji pouczania fundamentalistycznych muzułmanów warto, pisze, pamiętać, że wzorce te są z gruntu świeckie i pełne (zwykle uzasadnionych) wątpliwości wobec własnych religijnych pryncypiów. Jeśli zaś dla Amerykanów niepodważalne są właściwie tylko już standardy prawa, to dobrze mieć świadomość, że kodeks albo konstytucja to element duchowej właśnie, a nie materialnej sfery dorobku. Deprecjacja duchowości zawsze podważa wartość jej owoców natury ustrojowej.
Brzeziński pisze coś nie mniej istotnego: że w oczach ludzi Zachodu odmienne rozwiązania prawodawcze (nie mówiąc o religijnych i technologii) są, delikatnie mówiąc, niedojrzałe. Postawa ta zakłada, że historia biegnie jednotorowo i że jedyna pozytywna możliwość polega na naśladowaniu Zachodu. Nie wnikając już w spór, czy "Zachód" jest amerykański raczej, czy europejski. Tam, gdzie mowa o zmniejszaniu prawdopodobieństwa ponownego regresu w sferze polityki ? czyli wojen ? warto pamiętać, że jedną z najsilniej inspirujących idei świata zachodniego pozostaje wciąż prawo do samostanowienia oraz wolności myśli i słowa. Oznacza to, że muzułmanin lub Azjata musiałby najpierw wyrzec się całych kompleksów swej tradycji, aby nabyć pełnię praw do zachowania tożsamości.
Autor Bezładu poświęcił sporo miejsca sytuacji w byłym ZSRR i samej Rosji. Pyta, w jakim kierunku potoczą się niemal nieuniknione, nawet jeśli ograniczone, próby restauracji imperium rosyjskiego i jaki wpływ wywrą na Europę Środkową i inne obszary? Stwierdza zarazem, że nie jest możliwe, aby Rosja uniknęła stosowania siły w rozwiązywaniu problemów na olbrzymim obszarze od Mołdawii po Tadżykistan. Bezład powstał u początku lat 90. Z perspektywy piętnastu lat można tylko pogratulować przenikliwości patrzenia: nadal istnieje albo i nawet rośnie lista powodów możliwej destabilizacji w tym rejonie, gdzie więzi klanowe i religijne często przeważają nad racją stanu; część ludności w ogóle nie rozumuje w kategoriach etatystycznych. Wytyczone tam przez Stalina granice oraz praktyki deportacyjne głęboko, być może, bezpowrotnie, naruszyły naturalne etniczne podziały. Granice są więc nader sporne. Trafiają się sztuczne "wyspy" rosyjskości jak Naddniestrze czy Donbas, enklawy otoczone wrogą ludnością jak ormiański Górny Karabach w Azerbejdżanie albo Osetia w Gruzji, absurdalne jęzory, ot, urwanych komuś ziem; zresztą reguła "dziel i rządź" kierowała ustalaniem granic także "demoludów", czego przykładem choćby Okręg Kaliningradzki.
Na obszarach Azji nie istnieje obecnie żaden superarbiter, żadna bezstronna organizacja łagodząca waśnie. Rządy są słabe, skorumpowane, zarazem autorytarne i ksenofobiczne. Rejon ten, jako "ziemia niczyja", zaczyna budzić żywe zainteresowanie Chin, podobnie jak zresztą terrorystów. Dziś zaś wkracza weń USA (w Uzbekistanie znajdowały się amerykańskie bazy dla wojsk walczących w Afganistanie, obecnie przenoszone do Kirgizji) oraz Rosja ? mowa coraz częściej o połączeniu Rosji z Kazachstanem, co byłoby rekonstrukcją ponad 80% powierzchni ZSRR.
W Wyborze Brzeziński ostrzega, że przydługie zaangażowanie w Iraku uniemożliwia USA wkroczenie "porządne" dokądkolwiek i jedynie wikła Waszyngton, podczas gdy muzułmańska Azja środkowa po tragedii Afganistanu i Czeczenii głęboko zraziła się do kultury zachodniej i dotąd nie zmieniła tego negatywnego stereotypu. Wreszcie, wobec konfliktu Indii z Pakistanem o Kaszmir, cały rejon jest siłą rzeczy newralgiczny.
Ma też pewność, że Chiny, przy swoim potencjale ludnościowym i dynamice gospodarczej, zostaną głównym azjatyckim mocarstwem. Status Rosji stoi pod znakiem zapytania. Bo jeśli nawet środkowa Azja nie będzie tu kością niezgody, to wobec Chin Rosja musiałaby zaakceptować rolę raczej Młodszego Brata. Istotnie, niedawne manewry rosyjsko-chińskie były teraz żywo komentowane; przypomniano przy tej okazji wypowiedź prezydenta Putina, że szansą dla Rosji jest związanie się z Chinami i Indiami dla stworzenia przeciwwagi potęgom euroatlantyckim; jak na razie proces ocieplenia stosunku to jedna z putinowskich wizytówek, twierdzi np. Dan Ruther.
Brzezińskiego pociąga wizja konsolidacji pomocnej Ameryki (wraz z Meksykiem, otwarta na kraje latynoskie) ? oraz Europy rzeczywiście zjednoczonej w jakiś rodzaj Stanów Zjednoczonych, które to rozwiązanie definitywnie likwiduje problem ponownego niemieckiego zagrożenia. Tu wkraść się mogą wątpliwości czytelnika: Unia Europejska aktualnie ma nieuzgodnioną konstytucję i przechodzi swoisty kryzys tożsamości, a ewentualna Unia z Turcją nie jest już "w pełni" europejska, tak jak jej "tradycje dziejowe" niewiele miałyby wspólnego z minionym II tysiącleciem n.e. Wspólne dziedzictwo Europy i Anatolii w wymiarze chrześcijańskim, to epoka jeszcze sprzed Schizmy. Dziedzictwo rzeczywiście wspólne kieruje uwagę raczej na Antyk; ono też otwiera duchowo na przynależność Izraela do duchowej "wspólnej ojczyzny". To na razie nie mieści się w głowie. Lecz prawdziwe zmiany kulturowe i światopoglądowe zachodzą w historii falami i nie zależą od arbitralnych decyzji politycznych. Można na nie wpływać za pomocą zwiększonej świadomości etycznej i moralnej, lecz nie można nimi sterować za pomocą środków politycznych. Zmiany są możliwe jedynie dzięki fundamentalnej reorientacji najważniejszych przekonań, jakie kierują zachowaniami społecznymi. Duże znaczenie ma w tym kontekście zrozumienie, że jest potrzebna wspólna (...) koncepcja sensu życia, oparta na społecznym samoograniczeniu zaspokajania indywidualnych pragnień (...) W sumie chodzi o wyrobienie szacunku dla zasad inspirowanych czymś wartościowszym niż jedynie bezpośrednia korzyść.
Na koniec chcę podkreślić jeden jeszcze walor Bezładu. Praca ta uprzytamnia, że pomimo istnienia praw społeczno-historycznych, nie podlegamy determinacji, i to nie tylko ze względu na grę "przypadku". Najbardziej istotne zmiany zachodzą w świadomości jednostki, w jej psychice, a na nie z kolei wydarzenia zewnętrzne mają wpływ tylko relatywny. A więc także błędy polityków. Kultura Zachodu ma przyszłość, o ile nie przestanie dojrzewać, o ile wyzbędzie się kostyczności i egocentryzmu oraz megalomanii. Co dotyczy także i Polski, a wielekroć się już potwierdziło. Nie kryję, lektura takiego środkowoeuropejskiego "Bezładu" z perspektywą na najbliższe dwie dekady byłaby ogromnie zajmująca.

Zbigniew Brzeziński, Bezład, Editions Spotkania, Warszawa 1994.
Urszula M. Benka

Wyświetlony 4817 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.