niedziela, 29 sierpień 2010 06:11

Źródło tragicznych paradoksów

Napisał

Kiedy ten felieton ukaże się w druku, będzie już po wyborach parlamentarnych, a być może - nawet po I turze wyborów prezydenckich, w których - nie wiadomo - albo wybierzemy sobie jakiegoś nowego "prezia", który sam nigdy nie wie, kiedy mówi serio, a kiedy nie, albo jakiegoś człowieka serio, który potrafi przekonać większość społeczeństwa do poparcia sensownego kierunku.

 

 Taka potrzeba wydaje się szczególnie paląca w sytuacji, gdy podpisana 8 września w Berlinie umowa rosyjsko-niemiecka o budowie omijającego Polskę gazociągu podbałtyckiego obnażyła całe blagierstwo polskich polityków. Strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie jest współczesną wersją osiemnastowiecznej polityki katarzyńsko-fryderycjańskiej, w której dla Polski jest bardzo mało miejsca, a dla polskich politycznych aspiracji nie ma miejsca wcale. Ciekawe, co będzie miał nam do powiedzenia człowiek wybrany na prezydenta.

Tymczasem jednak kampania przed wyborami parlamentarnymi pozostawała w cieniu wyborów prezydenckich, co oczywiście sprzyjało wzajemnemu podsrywaniu się kandydatów, przy braku debaty merytorycznej. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, jakaż merytoryczna debata może odbywać się pomiędzy partiami ? zwolennikami Anschlussu? Już teraz, po przyłączeniu Polski do Unii Europejskiej, co najmniej 70 procent obowiązującego u nas prawa ustalane jest w Brukseli, gdzie nasz wpływ na jego treść jest znikomy, a co dopiero ? gdyby ratyfikowana została i weszła w życie unijna konstytucja? W tej sytuacji partie anschlussowe mogą spierać się o różnicę między przodkiem a tyłkiem, co niestety wywołałoby niezamierzony i dodatkowy efekt komiczny, a na domiar złego ? bardziej spostrzegawczy obywatele rychło zauważyliby brak istotnych różnic między nimi, a nie wiadomo, jaki przyniosłoby to efekt wyborczy. W tej sytuacji bezpieczniej jest ograniczyć się do podsrywania, przy jednoczesnym, już całkowicie zgodnym, blokowaniu dostępu do mediów przedstawicielom tych partii, które chciałyby zaproponować coś nowego, a zwłaszcza ? niebezpiecznego dla agenturalno-biurokratycznego establishmentu. Trudno się więc dziwić, że na gwiazdę tej kampanii wyrósł profesor Tomasz Nałęcz, no ? mniejsza z tym.
Te niedostatki merytorycznej dyskusji zrekompensujmy sobie na tych łamach, tym bardziej że żaden z poruszonych poniżej problemów nie tylko nie straci na aktualności po wyborach, ale przeciwnie ? stanie się jeszcze bardziej palący. Każdy z nich zresztą świadczy o pogrążaniu się naszego państwa i społeczeństwa w szaleństwie, którego źródło bije w sercu Unii Europejskiej, najwyraźniej opanowanej przez socjalistów. Oto paradoks pierwszy: Polska jest krajem zapóźnionym w rozwoju na skutek m.in. uczestnictwa w komunistycznym eksperymencie. Prof. Eugeniusz Rychlewski z warszawskiej SGH sporządził bilans PRL-u, z którego wynika m.in., że na koniec roku 1989 wysokość zadłużenia zagranicznego Polski o pół miliarda dolarów przekraczała wartość majątku trwałego w przemyśle. W świetle tych faktów pryska mit Gierka, ale kto zna takie fakty? Nieśmiertelny kołtun polski powtarza za panem Andrzejem, że "Polska ginie" dopiero teraz, tak, jakby przedtem było gites tenteges. Ale mniejsza już o kołtunów. Więc Polska, jako kraj zapóźniony, potrzebuje mnóstwa pracy, bo tylko pożyteczna praca tworzy bogactwo. Jest też mnóstwo ludzi chcących pracować i nawet mających po temu umiejętności, ale oto już szósty rok co najmniej trzy miliony nie może się nigdzie zaczepić. Tak jakby między tą pracą, która czeka, a tymi ludźmi, istniała jakaś niewidzialna bariera. I ona rzeczywiście istnieje. Tą barierą jest złe prawo, które ? przypominam ? w większości decyduje się w Brukseli.
Paradoks drugi: według szacunków GUS-u, około 28 proc. Produktu Krajowego Brutto w Polsce wytwarzane jest w "szarej strefie". Prawie trzecia część, co oznacza, że co najmniej 40 a może nawet 50 procent ludzi musi w tym uczestniczyć. Połowa dorosłych ludzi uczestniczy w konspiracji przeciwko własnemu państwu, z całym poświęceniem oszukując, dzięki czemu gospodarka funkcjonuje, jak na garbatego, to nawet nieźle. Gdyby przestali ofiarnie konspirować, jest prawie pewne, że gospodarka by ustała. Skąd to wiemy? Ano stąd, że istnieje coś takiego, jak "strajk włoski". Polega on na tym, że pracownicy pracują, drobiazgowo przestrzegając przepisów, ustanowionych rzekomo dla sprawnego funkcjonowania przedsiębiorstw i w ogóle ? gospodarki. Jednak rezultat strajku włoskiego jest taki sam, jak strajku zwykłego, kiedy ludzie zwyczajnie nie pracują. Ustaje produkcja, ustaje praca, ustaje gospodarka. Jest to dowód, że te przepisy wcale nie są ustanowione dla sprawnego funkcjonowania gospodarki. W takim razie po co? Ano ? po to, by "klasie próżniaczej" zagwarantować możliwość pasożytowania na gospodarce i na społeczeństwie.
(?)
Stanisław Michalkiewicz

Wyświetlony 4965 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.