niedziela, 29 sierpień 2010 08:40

Faryzeusze i filantropi Instrukcja obsługi polityka podczas kampanii wyborczej (model środkowoeuropejski)

Napisane przez

Co to jest polityka i czy jest brudna?
Polityka to skuteczna troska o dobro wspólne i tu ważna uwaga: wspólne, a nie polityka, partii, jego rodziny czy znajomych. Trudno odmówić politykom prawa do zachwalania towaru, jakim są oni sami, a nawet programu, jaki prezentują. Prawdę powiedziawszy, trudno też wymagać, aby przychodzili do studia w krótkich spodenkach i mówili o rzeczach, o których nie mają bladego pojęcia... chociaż, to ostatnie, już nie jest takie pewne. Można powiedzieć, że politykom przysługuje prawo do perswazji, czyli przekonywania nas do głosowania właśnie na nich w dobrze pojętym naszym interesie. Zapewne, gdyby ? w przypadku wyborów do sejmu ? w Polsce obowiązywały okręgi jednomandatowe ? "gra" byłaby bardziej klarowna i przejrzysta.
Teraz druga kwestia. Perswazja: to złożona synteza intelektualnych, moralnych i emocjonalnych składników (elementów) mowy skierowanej do rozumu, woli i uczuć adresata1 . W demokrację perswazja jest wpisana immanentnie (trudne słowo). Z jednej strony zgadzamy się na to, ale z drugiej bronimy się przed manipulacjami polityków.



Kto to jest polityk i co mu gra w duszy
Politycy w Polsce nie mają dobrej prasy, ale... jaka grupa zawodowa ma dobra prasę? Lekarze? Dziennikarze? Może psycholodzy? Wydaje się, że dziwnym trafem, chyba wszystkie grupy zawodowe straciły (jeszcze trudniejsze słowo ? przynajmniej dla nas) etos i szacunek społeczny, a powszechna pogarda dla polityków bierze się zapewne z dwóch faktów. Po pierwsze: ich czyny są bardziej widoczne dzięki dziennikarzom (niech żyją!). I po drugie: dlatego, że za władzą i przywilejami winna iść proporcjonalna do nich odpowiedzialność (jak też i kara), a z tym już bywa rożnie. Można tylko żałować, że w naszej rzeczywistości politycznej nie ma przełożenia na życie parlamentarne metoda marszałka Piłsudskiego: Jest pewien rodzaj człowieka, który, gdy mu powiedzieć: "Panie, zastanów się pan. To, co pan robi, jest szkodliwe dla Polski, jest niemoralne czy nieetyczne" ? on ruszy lekceważąco ramionami i będzie pana uważał za moralizującego deklamatora. Dopiero, kiedy dostanie w pysk, to się drapie za ucho i dochodzi do przekonania, że musiał zrobić coś złego. Tak swoją drogą, ciekawe, jakby wyglądały wtedy obrady komisji parlamentarnych…
Przestańmy jednak marzyć i powróćmy do rzeczywistości. A w rzeczywistości jest tak, że jeżeli ktoś uprawiający zawodowo politykę mówi, że polityka jest brudna, to jest to wyjątkowo perwersyjny i nieuczciwy sposób uprawiania tejże polityki. Ostatnie wyniki sondaży wskazują, że jedynie siedem procent obywateli uważa, że polityka to zajęcie godne szacunku. A przecież polityka jest taka, jak ludzie, którzy ją uprawiają, a oni są jednymi z nas. Naturalnie można domniemywać, że w naszej skorumpowanej i skolesiowanej, przeżartej skrajnym nepotyzmem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej numer III dobór i selekcja do tego zawodu, jest obarczony poważnymi wadami i nie trafiają tam ludzie najmądrzejsi i najbardziej zainteresowani sanacją RP, a zwykle karierą w guście Nikodema Dyzmy, ale cóż nam pozostaje innego zrobić, jak posłuchać rady William Jamesa2: Zaakceptujcie fakty. Zróbcie to, ponieważ akceptacja tego, co się wydarzyło, jest pierwszym krokiem do sprostania ich konsekwencjom.
Jak kompetentnie poucza psychologia społeczna, podstawowy błąd atrybucji (to już rzeczywiście niezwykle trudne słowo), polega na tym, że szukając przyczyny zachowań ludzi (tu: politycy), nie doceniamy wagi czynników sytuacyjnych (zewnętrznych), przeceniając za to rolę wewnętrznych (osobowościowych) dominant zachowania człowieka. Oznacza to, że częściej niż nam się zdaje okazja czyni złodzieja, a marnego polityka.... cóż, być może, mętne reguły gry politycznej... Niemiecki polityk Józef Strauss, w iście w ezopowy sposób zobrazował relacje panujące na szczytach władzy: Koza i ślimak wysiedli z pociągu w Bonn. Na peronie koza zapytała ślimaka o najkrótszą drogę do ministerstwa obrony. Ślimak objaśnił jej, którędy ma iść, i koza szybko pobiegła w wyznaczonym kierunku. Po przybyciu do ministerstwa zdziwiona zobaczyła obecnego już tam ślimaka. Zapytała go więc, jak mógł tego dokonać. Ten zaś odpowiedział: Do tego ministerstwa najszybciej wchodzi się pełzając. No i wszystko jasne!
Wynikałoby z tego, że politycy nie są diabłami wcielonymi ani nawet zgrają przekupnych i skorumpowanych idiotów, a tylko, być może, najbardziej widoczną egzemplifikacją (bardzo przepraszamy, ale strasznie się nas trudne słowa trzymają) naszych przywar społecznych ? no bo, proszę Wielce Szanownego Czytelnika z Bardzo Dużej Litery, czy my nie załatwiamy na co dzień tego i owego po znajomości, nie traktujemy mniej czy bardziej nieżyciowych przepisów z mocnym przymrużeniem oka? Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem. W polityka, który go złości, rzecz jasna!
Nie znaczy to, że można obecną klasę polityczną uznać za elity pod jakimkolwiek względem, można przypuszczać, że w tym zawodzie nastąpiła w naszym kraju nadreprezentacja karierowiczów, a mężów stanu jak na lekarstwo. Jako kryterium do tak postawionej tezy przyjęliśmy definicję W. Churchilla: polityk myśli o następnych wyborach, a mąż stanu o następnym pokoleniu. Jak mawiają nasi bracia Słowianie z za wschodniej granicy: I smieszno i straszno zarazem...

Wstęp do perswazji
Wstępem do perswazji jest kontrolowanie sytuacji i tematu, w jakim ma nastąpić zamierzone działanie perswazyjne. W telewizji w najlepsze trwa festiwal spotów, mających na celu zdobycie naszego głosu. Jak wykazują badania, im częściej spotykamy się z danym obiektem, tym bardziej jest prawdopodobne, że go polubimy. Problem jest jednak taki, że reklamówki wyborcze i tak są "kupowane" przez zwolenników danego ugrupowania. Reklamówka LPR-u ucieszy stronnika LPR-u, kanału telewizyjnego może nie zmieni zwolennik PiS-u czy PO, ale już sympatyk lewicy naciśnie guzik do pilota. Jeżeli nawet zdarzy się, że za daleko odłożył pilota TV (co jest z gruntu niemożliwe od czasu, kiedy panowanie nad pilotem telewizyjnym stało się ? obok prowadzenia samochodu i kontrolowania postępów edukacyjnych potomstwa ? jednym z wyznaczników statusu w domowym stadle; kto ma pilota ? ten ma władzę), to i tak najprawdopodobniej nijak nie wpłynie to na pozyskanie nowych głosów. Ludzie nie dość, że filtrują nacierające na nich informacje, to poświęcają uwagę głównie tym wiadomościom, z którymi się zgadzają, a pozostałe zinterpretują i tak zgodnie z własnymi poglądami. Zwiększanie liczby emisji reklamówki spowoduje tylko tyle, że zwolennikom ugrupowania politycznego będzie się ona coraz bardziej podobać, a przeciwnicy będą czuć coraz większą antypatię. I pomyśleć, że F. Barlett sformułował zasadę, wedle której postawy odbiorców modyfikują procesy zapamiętywania i ocenę eksponowanego materiału w 1932 roku, czyli u progu ery telewizyjnej! O tym zapewne wiedzą psycholodzy pracujący w firmach "pijarowych" i reklamowych, ale skoro politycy chcą płacić?
W istocie zadanie reklamówek przedwyborczych ? z technicznego punktu widzenia ? powinno być inne: one mają napędzać zwolenników do stawania się woluntariuszami partii w kampanii wyborczej, aby agitowali, przekonywali, dyskutowali i wreszcie wpływali i pozyskiwali głosy osób ze swojego otoczenia. Trochę tak jak z roznoszeniem wirusa grypy. Im bardziej zwolennik ugrupowania ma wyższy status i większy krąg znajomych, tym ma większe szanse wpłynąć na postawy. Ciekawy jest także tzw. efekt trzeciej osoby: sami uważamy, że nie podlegamy wpływom telewizji, ale ci "inni", są jak najbardziej są jej ulegli. A im bardziej różnią się ich sympatie polityczne od naszych, tym bardziej jesteśmy skłonni traktować ich jako swego rodzaju "telewizyjne zombi", które zostało zmanipulowane za pośrednictwem ekranu domowego telewizora. Znacznie poprawia nam to własną samoocenę, jednocześnie umożliwiając odpowiednie zdystansowanie się od tych "głupków" z drugiej strony politycznej barykady. Dosyć paradoksalnym skutkiem jest to, że u obu skrajnych obozów (w końcu każda barykada musi mieć dwie strony) zostaje spotęgowana "czujność" wobec oddziaływania telewizji ? trzeba "monitorować" programy z niej płynące, bo skoro ona tak potrafi wpłynąć na wraże siły... Ale to już zupełnie inna historia, i nie taka całkiem prosta, jak może się z pozoru wydawać.
____________
1 Korolko M., Sztuka retoryki. Przewodnik encyklopedyczny, Wiedza Powszechna, Warszawa 1998
2 1842-1910, amerykański filozof i psycholog

(?)
Marek Warecki
Wojciech Warecki
Wyświetlony 6080 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.