poniedziałek, 30 sierpień 2010 09:53

Wokół bezcennego spadku

Napisał

Ledwo tylko pochowano Jana Pawła II, zaraz rozpoczęły się przepychanki o spadek, jak to bywa w przypadku licznych spadkobierców. Ponieważ Jan Paweł II w swoim testamencie wyraźnie napisał, że nie pozostawia własności, którą należałoby rozdysponować, rzeczy osobiste zaś polecił abp. Dziwiszowi porozdawać wedle uznania, to jest oczywiste, że przepychanki o spadek dotyczą wartości niematerialnych, a konkretnie – monopolu na interpretowanie "wskazań" zmarłego Papieża. Ten monopol jest towarem bardzo delikatnym; on się nie da ani pomacać, ani zważyć, ani zapakować, ale mimo to jest bardzo cenny.

Zważywszy na władzę nad ludzkimi umysłami i sercami, jaką Jan Paweł II dzięki osobistej charyzmie zdobył w trakcie swego długiego pontyfikatu, posiadanie monopolu na interpretowanie jego "wskazań" znakomicie ułatwia zdobycie i sprawowanie władzy politycznej, która już daje przeliczyć się na całkiem wymierne wartości: ziemię, akcje przedsiębiorstw, i gotówkę. Ot, np. jeśli ktoś przekonałby nas, że Jan Paweł II "pragnąłby" zadośćuczynić żydowskim roszczeniom majątkowym w Polsce, to kwestia przechwycenia 30 mld dolarów (bo na taką kwotę wycenili żydowskie pretensje wobec Polski "eksperci" wynajęci przez rząd Izraela do sporządzenia raportu), uważana dziś w Izraelu za "delikatną", byłaby znacznie łatwiejsza. Nawiasem mówiąc, te 30 mld dolarów to przypadkowo mniej więcej tyle, ile wynosi rezerwa walutowa Narodowego Banku Polskiego. Najwyraźniej "eksperci" ułatwili sobie zadanie; zresztą wiedzą przecież, że Polska więcej już nie ma. Dlatego też już od 11 kwietnia, kiedy zakończyła się żałoba, trwa licytacja nie tylko kto bardziej Jana Pawła II "kocha", ale i kto najlepiej jego wskazania "rozumie".
Z drugiej strony jeszcze w ostatnich dniach żałoby "Gazeta Wyborcza", która w imieniu lobby żydowskiego też wystartowała do tego wyścigu, przypomniała, że "panzerkardinal" Józef Ratzinger należał w dzieciństwie do Hitlerjugend, chyba więc każdy rozumie, że na papieża się nie nadaje, a poza tym próbowała namówić JE bpa Tadeusza Pieronka, żeby powiedział coś przeciwko Radiu Maryja. Czujny biskup, pamiętając widać, że Spiritus flat ubi vult, nie dał się jednak namówić na żaden atak, ale oczywiste jest, że zwłaszcza w takiej sytuacji walka z Radiem Maryja rozgorzeje na całego, tym bardziej że już najwyższy czas przystąpić do tworzenia Frontu Jedności Narodu w postaci Partii Demokratycznej, z panem Władysławem Frasyniukiem w charakterze kolejnego naturszczyka na fasadzie. Ponieważ na tym świecie pełnym złości w zasadzie wszystko już było, spójrzmy przeto w nieodległą przeszłość, żeby zorientować się, jak takie rzeczy robiono kiedyś, żebyśmy przecież jakieś nauki z historii powyciągali.
Znakomitym źródłem mogą być dla nas "Pamiętniki" Kazimierza Chłędowskiego, obejmujące okres od roku 1881 do 1901, kiedy autor był m.in. ministrem dla Galicji w rządzie monarchii austro-węgierskiej, w okresie, kiedy monarchia stała się areną walki lobby żydowskiego o utrzymanie dominującej pozycji z ludowym ruchem antysemickim.
Pod najlepszymi auspicjami rozpoczynał więc Badeni (nowy szef rządu ? SM); na razie sprawiała mu tylko kłopot piekąca sprawa, czy zatwierdzać antysemickiego kandydata na burmistrza w Wiedniu, Luegera, i narazić się oczywiście Żydom i potężnemu wiedeńskiemu dziennikarstwu, czy od razu stanąć po stronie Żydów i tak zwanej "konstytucyjnej lewicy". (...) Luegera rzeczywiście nie można było lekceważyć; był to trybun ludowy w całym tego słowa znaczeniu, człowiek, który tłumy za sobą porywał. W sile wieku, czterdziestoletni mężczyzna, wysoki, przystojny, z duża blond brodą, piękny typ germański, wyborny, bezwzględny mówca, niestrudzony agitator. Bywały chwile, kiedy Lueger mówił po kilkanaście razy dziennie, (...) Zresztą z przyjściem Luegera do steru miał nastać raj na ziemi; mięso miało znacznie stanieć, mieszkania oddawane będą prawie za darmo, bo wskutek tego, że Żydzi będą wyjeżdżać, mnóstwo mieszkań dla ubogich ludzi się opróżni, przewaga bogatych będzie złamana, a ubodzy zostaną bogatymi. Za Luegerem stało całe katolickie duchowieństwo i wiedeńska arystokracja, która widząc, co znaczą obietnice socjalistyczno-komunistyczne, że na serio brać ich nie można, widziała w trybunie złamanie przewagi liberalno-żydowskiego stronnictwa, które od roku 1860 trzymało Austrię w swych kleszczach. Dlatego ks. Alojzy Liechtenstein, arystokrata z krwi i kości, bez wszelkiej restrykcji przystąpił do tego ruchu; chodził po nocach na zebrania "Zum Golden Luchsen", za pan brat się wdawał z wpływowymi szewcami, krawcami i stał się po Luegerze jednym z najpopularniejszych ludzi na wiedeńskim bruku. (...) Żydzi wymyślili nawet, ze księciu jakiś przyboczny jezuita pisze mowy, że on się ich uczy na pamięć, wymieniali nawet tego jezuity nazwisko. Był to fałsz wierutny, gdyż książę nieraz wybornie mówił w chwilach, kiedy nie mógł być przygotowanym, ale wiadomo, że Żydzi rozszerzają najbezwzględniejsze kłamstwa, jeśli chodzi o potępienie swych nieprzyjaciół. (...)

(?)

 

Stanisław Michalkiewicz
Wyświetlony 4912 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.