2010 https://www.opcjanaprawo.pl Sun, 15 Dec 2019 12:41:43 +0000 Joomla! - Open Source Content Management pl-pl Od Redakcji https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3221-od-redakcji https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3221-od-redakcji

Koniec roku to czas na podsumowania. Dla Polski ten rok był nie najlepszy, jeśli nie fatalny. Niezależnie od politycznych sympatii trzeba zgodzić się, że katastrofa pod Smoleńskiem to najbardziej tragiczny tego rodzaju wypadek w dziejach polskiej państwowości w ostatnim półwieczu, a nawet w całym stuleciu. Jej konsekwencją jest monopolizacja władzy przez jedną partię przy powolnym rozkładzie opozycji, która, odwołując się do mitologii narodowych tragedii, bezskutecznie próbowała przekuć klęskę na sukces. W rezultacie dyskusja o kwestiach najistotniejszych, a więc o gospodarczej i geopolitycznej sytuacji kraju, zeszła na drugi plan, zresztą ku zadowoleniu partii rządzącej. Władza, która bezpośrednio bądź pośrednio kontroluje już w zasadzie wszystkie ważne media, może więc do woli uprawiać indoktrynację, podczas gdy słabnąca opozycja wyczerpuje się w personalnych sporach i martyrologicznych gestach. Kryzys zbliża się wszakże wielkimi krokami i nie pomoże tu ani gierkowska propaganda sukcesu, ani kreatywna księgowość. Zarówno w kraju, jak i za granicą jasne jest, że Polska to finansowa i gospodarcza wydmuszka, która pęknie przy najlżejszym wstrząsie na globalnych rynkach. Zresztą owe rynki już zaczynają się trząść. Po krachu Grecji w kolejce czekają kolejne państwa, które dzięki pocałunkowi śmierci unijnych ?dotacji? wpadły w spiralę radosnych inwestycji i potwornych długów. Irlandia i Portugalia, dopiero co opiewane jako prężnie rozwijające się rejony Eurokołchozu, mają szansę podzielić losy Argentyny. Wstrząsy dają się odczuć także poza granicami Europy, przebiegając przez Stany Zjednoczone, nie tylko w rejonie Kalifornii. Dopiero co Rezerwa Federalna wytworzyła z powietrza 600 miliardów dolarów, a okazuje się, że to i tak za mało, żeby rozruszać obumierającą gospodarkę niemrawego kolosa. Jednocześnie kraje Azji, wiedząc, czym grozi ten wysyp pustego pieniądza, powoli dojrzewają do tego, aby zrezygnować z dolara jako waluty rezerw. Chiny i Indie na gwałt wykupują złoto, którego cena osiąga astronomiczne sumy, wbrew sloganom powtarzanym od dekad przez rozmaitych profesorów ekonomii o złocie jako barbarzyńskim relikcie. Barbarzyński czy nie ? ludzie mają większe zaufanie do tego reliktu, niż do papierków bez pokrycia i tworzonych z powietrza impulsów elektronicznych.

Jeśli spojrzeć na tę sytuację z oddali, można dojść do wniosku, że w przepowiedniach końca świata w roku 2012 coś jednak jest, choć przyczyną globalnej katastrofy prawdopodobnie nie będą żadne nadzwyczajne kosmiczne wydarzenia, lecz zwykła ludzka pycha, chciwość i głupota. Cóż zatem robić w takiej sytuacji, tkwiąc w sercu świata, dla którego dekalogiem stało się siedem grzechów głównych? Być może czas znów, jak co roku, zatrzymać się i zwrócić wzrok ku ubogiej szopce w zapadłej mieścinie, wypełnionej przez licho odzianych ludzi skupionych na bezbronnym, nowo narodzonym dziecku. W chwili, kiedy świat wydaje się wypadać z orbit, najprostsze rozwiązania okazują się najskuteczniejsze. Być może nadzieja nie pozwoli nam zgnuśnieć w zniechęceniu ? to przecież dopiero początek.

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia

i lepszego Nowego Roku

życzą naszym Czytelnikom Redakcja i Wydawca

]]>
[email protected] () Nr 12/108, grudzień 2010 r. Mon, 29 Nov 2010 15:53:27 +0000
Ostatnie takie Święta? https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3220-ostatnie-takie-%C5%9Bwi%C4%99ta%3F https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3220-ostatnie-takie-%C5%9Bwi%C4%99ta%3F

Opinie o schyłku chrześcijaństwa można usłyszeć z różnych stron. Głoszą je jego przeciwnicy, nie ukrywając zadowolenia z tego, że jeden z filarów represyjnej, ich zdaniem, tradycji kruszy się. Usłyszeć też można je z ust zatroskanych obrońców, dla których kres chrześcijaństwa jest równoznaczny z końcem cywilizacji zachodniej.

Czy te diagnozy są zasadne, a jeśli tak, jakie są przyczyny zmierzchu chrześcijaństwa? Na pierwsze pytanie można odpowiedzieć twierdząco. Zarówno religia chrześcijańska, jak też zrodzona z niej kultura i moralność znajdują się w wielu rejonach Zachodu w odwrocie. Nie jest to zjawisko nowe: narasta przynajmniej od czasów oświecenia i rewolucji francuskiej, a być może nawet od początków nowożytności i towarzyszących jej rewolucji naukowej i reformacji.

O ile świat średniowiecza można było nazywać światem chrześcijańskim, gdyż podstawowe idee i wartości zawarte w przesłaniu Chrystusa kształtowały wówczas wszystkie sfery życia ? od polityki po filozofię, od moralności po sztukę, od rozrywki po prawo ? o tyle świat współczesny jest światem, w którym dominujące idee mają niechrześcijański bądź antychrześcijański rodowód. Dzisiejsza rzeczywistość opanowana jest przez świeckie mitologie ? demokrację, ewolucjonizm, egalitaryzm, mity postępu i praw człowieka, hedonizm i utylitaryzm. Większość z nich nie da się pogodzić z zasadniczymi postulatami chrześcijańskiej wizji człowieka i świata, a wiele jest z nią wprost sprzecznych. Kiedy przychodzi konieczność wyboru między jednym systemem wartości a drugim, współczesny człowiek Zachodu wybiera dominujące mitologie, chrześcijaństwo akceptując jedynie wtedy, kiedy umie się ono do nich dostosować.

Skoro więc chrześcijaństwo nie jest w stanie wpłynąć na główny nurt życia, co więcej, skoro musi płynąć wraz z nim, aby przetrwać, świadczy to o jego słabości. A słabość tę można uważać za objaw obumierania, przynajmniej na poziomie instytucjonalnym. Oczywiście, nie musi to oznaczać schyłku samej religii ? być może stanie się ona duchowo mocniejsza z chwilą, gdy chrześcijanie, jak na początku, stanowić będą elitarną a nawet prześladowaną mniejszość. Niemniej jednak może oznaczać to powolne słabnięcie jej wpływu na losy świata.

Jakie są tego przyczyny? Można wskazać co najmniej na dwie zasadnicze: zewnętrzne, tkwiące w samym świecie, i wewnętrzne, wynikające ze stanu chrześcijańskich instytucji. Przyczyny zewnętrzne leżą w obcych bądź wrogich nauce Chrystusa, a zwłaszcza Kościołowi katolickiemu, ideologiach i nurtach, takich jak komunizm, nazizm, socjalizm i wszelkie formy wojującego ateizmu wspierane totalitarną polityką. Trzeba jednak pamiętać, że w obecnej chwili, kiedy totalitarne ideologie znajdują się na marginesie życia, równie wielkim, jeśli nie większym zagrożeniem, są nurty, które pod hasłami powszechnej równości, wolności i braterstwa krzewią idee świeckiego humanizmu. W dzisiejszym świecie to właśnie ów humanizm, wspierany wiarą w naukę, postęp i technokratycznie rozumianą politykę, jest największym wrogiem chrześcijańskiego świata. Odwołuje się on bowiem do głoszonej najpierw przez heretyckie sekty, następnie zaś rozwijanej przez wolnomularstwo i intelektualną lewicę, prometejskiej wizji człowieka jako niemal boga, jako istoty zdolnej zapewnić sobie zbawienie dzięki racjonalnej nauce i planowej polityce. Cywilizacja przekonana o własnej boskości przestaje potrzebować religii ? nie tylko chrześcijańskiej, ale jakiejkolwiek ? jednak ta pycha prędzej czy później doprowadza do upadku. Znamy tę sytuację z dziejów.

(...)

]]>
[email protected] (Zbigniew Nowicki ) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Mon, 29 Nov 2010 15:48:48 +0000
Kościół - sugar free! https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3219-ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82-sugar-free https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3219-ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82-sugar-free

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia zmuszają nas w mniejszym lub większym stopniu do tego, by odwiedzić hipermarkety lub większe sklepy, w celu dokonania zakupów. Przechadzając się między półkami z żywnością, można zauważyć jak z roku na rok coraz bardziej troszczą się o nasze zdrowie producenci żywności. Przy każdym znanym produkcie pojawia się tzw. wersja light, odchudzona i pozbawiona kalorii. Mamy cukierki bez kalorii, piwo bezalkoholowe, czekoladę bez cukru, wszelakie napoje sugar free, wędliny i mleko bez tłuszczu.

W walce o konsumenta producenci prześcigają się w dbałości o to, by produkt nie tylko smakował, ale przede wszystkim był zdrowy, dlatego też eliminuje się z żywności składniki, które mogą być dla konsumenta szkodliwe ? w obliczu rosnącej populacji ludzi otyłych, wrogiem naszego zdrowia są przede wszystkim kalorie. Moda na żywność sugar free jako znak postępu została rozciągnięta poza segment żywienia. Mamy wychowanie bez przemocy, mamy łatwe umieranie w zastosowaniu eutanazji, mamy niemal każdą przyjemność na wyciągnięcie ręki, aby trudy życia zostały należycie odchudzone. Niestety, wersja sugar free została rozciągnięta także na religię. Rosnąca komercjalizacja katolicyzmu, jego dostosowanie do aktualnie panującej mody, rozmaite rozkładanie akcentów teologicznych ma na celu uczynić katolicyzm łatwiej przyswajalny dla organizmu społecznego. Wyeliminowanie wersji ?ciężkiej, trudnej i mało uciesznej? prowadzi do powstania substytutu ? religii bez kalorii.

Puste piekło

Rozwinięte społeczeństwa w miarę zaspokajania elementarnych potrzeb zdają się stronić od niewygodnych pytań, koncentrując swą uwagę na coraz efektywniejszym korzystaniu z dobrodziejstw wysoko rozwiniętej kultury. Tego rodzaju tendencja, szeroko zaadaptowana przez modę, coraz częściej daje się dostrzec w kwestiach religijnych. Katolicyzm odchudzony w wersji light stroni raczej od publicznej dyskusji o egzorcyzmach ? bo po co szatanem straszyć dzieci, zaprzątać głowę sielsko żyjącej społeczności i wygłupiać się z wizją potępienia. Mówi się raczej o miłosierdziu Bożym, bezgranicznej i bezwarunkowej miłości, roztaczając wizję pustego piekła (rozumianego raczej w sensie metafory niż realnego miejsca). Hołubiony przez media ks. prof. Hryniewicz pokazywany jest jako przykład ?nowego wymiaru teologii?, w którym prezentuje się nową wersję życia bez szkodliwych przesądów, takich jak wiara w to, że piekło może być wypełnione potępionymi. Wiara w te ?staroświeckie gusła?, wedle ks. profesora, świadczyłyby o porażce Boga i dlatego piekło musi być ? wedle niego ? puste. Albowiem zapełnione piekło zgrzyta medialnie z wizją człowieka wyzwolonego i wolnego.

Pomijanie niewygodnych prawd jest niczym innym, jak próbą uczynienia z Kościoła modnej i nadążającej za duchem czasów nowoczesnej organizacji. Tonuje się w mediach publiczne wystąpienia księży, którzy przypominają o grzechu pierworodnym i jego konsekwencjach dla nas wszystkich, o grzechu śmiertelnym, którego skutkiem jest piekło, o potrzebie i wartości postu. Nawet Episkopat, widząc nową wizję katolicyzmu bez kalorii, znosi jako pozostałości feudalne post w Wigilię, gdyż należy skupić się raczej na uwydatnieniu przyjemnych i radosnych chwil ?białych świąt?, bo niemodnie jakoś wyglądają bogate prezenty pod choinką i postnie nakryty stół wigilijny.

Należy zatem w wersji odchudzonej katolicyzmu nauczać w duchu świeckiego humanizmu stawiającego człowieka jako jednostkę bezwarunkowo kochaną przez Boga, a więc na pewno i zbawioną. Ta sielska wizja życia religijnego light nie dopuszcza biblijnego gniewu Bożego, sprawiedliwości i odpowiedzialności, wyklucza także tradycyjne elementy nauczania. Katolicyzm w wersji light nie postrzega Mszy Świętej jako ofiary przebłagalnej, woli ją raczej widzieć w optyce radosnego spotkania, zgromadzenia wiernych i uczty. Podobną wizję forsuje w przypadku adoracji Najświętszego Sakramentu ks. prof. Ryszard P. McBrien, profesor teologii katolickiej, traktując ją jako zbędną i nic niewnoszącą do naszego życia, na dodatek nudną (show most go on! ? po mszy pontyfikalnej Benedykta XVI bezpośrednie transmisje zostały wytrącone z rytmu relacji telewizyjnej ? właśnie przez kilkunastominutową adorację po komunii świętej, podczas której reporterzy nie wiedzieli, co mówić i komentować, co pokazywać: monstrancję? Twarz papieża? Ziewającego Kwaśniewskiego?).

Ks McBrien proponuje nową wizję katolicyzmu light: Abstrahując od osobistego poparcia papieża Benedykta XVI dla praktyki adoracji eucharystycznej i sporadycznych przypadków przywracania tejże w archidiecezji bostońskiej i gdzie indziej, trudno jest dziś wypowiadać się o niej pozytywnie. W dzisiejszych czasach, gdy większość katolików potrafi czytać, a nawet jest dobrze wykształconych, gdy Msza jest w języku potocznym, a jej obrzędy są stosunkowo łatwe do zrozumienia i nadążania za nimi, praktycznie nie ma potrzeby nieistotnego kultu eucharystycznego. Msza sama w sobie zaspokaja wszelkie potrzeby sakramentalne i duchowe katolika. Adoracja eucharystyczna czy to wieczysta, czy nie, to doktrynalny, teologiczny i duchowy krok wstecz, a nie naprzód.

Jak widać, droga proponowana przez ks. profesora jest świetlistym szlakiem w przyszłość naszej wiary i nie będzie mu tam bruździł papież Niemiec jakimiś nieżyciowymi radami i zachętą do adoracji.

Komunia na rękę

Zresztą nie trzeba zaglądać za ocean, by spostrzec, w jakim poważaniu mają niektórzy księża rady papieskie co do godności Eucharystii. Podczas gdy Ojciec Święty przypomina, że najgodniejszy sposób przyjmowania Komunii Świętej to przyjęcie jej na kolanach, u nas sosnowieccy kurialiści na swojej stronie internetowej mądrością ks. Krzysztofa Gajewskiego udzielają takich pouczeń swym wiernym: Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że pozycja klęcząca jest spuścizną po epoce feudalizmu. Lepiej zatem zrezygnować z wszelkich relacji poddaństwa, bo to męczące i na dodatek niebezpieczne. Wersja religijna light, wybierając z dziedzictwa teologicznego pasujące cytaty w stylu augustyńskiej maksymy ?kochaj i rób, co chcesz?, wskazuje raczej na przywileje bycia katolikiem, całkowicie pomijając jego powinności i obowiązki. Ewangelizację i wskazywanie na konsekwencje płynące z notorycznego negowania nauczania Magisterium Kościoła zwolennicy religii bez kalorii nazywają mową nienawiści i próbą zastraszania (vide spór o stosowanie metod zapłodnienia in vitro i przypomnienie Kodeksu Prawa Kanonicznego wykluczające ze struktur Kościoła tych, którzy za nic mają nauczanie Pasterzy).

(...)

]]>
[email protected] (Rafał A. Krzycki ) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Mon, 29 Nov 2010 15:43:32 +0000
Świeckość w natarciu https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3217-%C5%9Bwiecko%C5%9B%C4%87-w-natarciu https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3217-%C5%9Bwiecko%C5%9B%C4%87-w-natarciu

Ideologia laicka, spustoszywszy znaczną część Europy, silnie ściera się w Polsce z religią katolicką. Choć oficjalnie ma być gwarantem wolności i tolerancji, w rzeczywistości niszczy tradycję, osłabia wiarę i rujnuje ludzkie sumienia. Stara się skruszyć cywilizację chrześcijańską, ale sama nie proponuje niczego w zamian.

 

Czy żyjemy w świecie chrześcijańskim?

Z pozoru mogłoby się wydawać, że cywilizacja chrześcijańska w Polsce ma się dobrze. Nad naszymi miastami górują wieże kościołów, mamy dni wolne w czasie najważniejszych katolickich świąt, przedstawiciele władz świeckich chętnie i często pokazują się w kościołach, przedstawiciele zaś władz kościelnych uczestniczą w uroczystościach państwowych; w szkole nauczana jest religia, a przy drogach stoją krzyże. Jeśli dodamy do tego, że przytłaczająca większość Polaków deklaruje wyznanie katolickie, otrzymamy obraz harmonijnie rozwijającego się chrześcijańskiego państwa.

Jest to, niestety, tylko wrażenie, w rzeczywistości sytuacja w naszym kraju nie jest dobra: ludzie mieniący się katolikami często nie mają pojęcia o prawdach wiary, coraz więcej rodzin się rozpada; w piątki jada się mięso, a kluby muzyczne organizują huczne imprezy ? wielu ludzi żyje tak, jakby Boga nie było. Prawo nie tylko nie stoi na straży wartości religijnych, lecz także niejednokrotnie działa wbrew prawu naturalnemu, zezwalając w określonych okolicznościach na zabijanie dzieci nienarodzonych. Jednak przede wszystkim duch chrześcijański zniknął z życia społecznego: zabawa w Wielkim Poście, praca w niedzielę ani studenckie konkubinaty nie budzą już nawet zdziwienia. Dziwią natomiast odmawianie różańca, uczestnictwo w nabożeństwach majowych bądź umartwienia adwentowe. Wydaje się, że religijność została zupełnie zepchnięta na dalszy plan, wyłącznie do sfery prywatnej.

W Polsce jest przecież wielu wzorowych chrześcijan, troszczących się o życie religijne, dbających o swoją formację, regularnie uczestniczących we Mszy Świętej i licznych nabożeństwach. Są wśród nich również ludzie młodzi, wykształceni, z wielkich miast ? wbrew powszechnym opiniom. Jest także wiele dobrych, katolickich rodzin. Niestety, osoby te często pozostają w cieniu, tak, że atmosfera przez nie tworzona nie ogarnia środowisk, w których się obracają. Jest coś w rodzaju laickiej presji wywieranej nawet na gorliwych chrześcijan, która zabrania żegnania się podczas przechodzenia obok kościoła, odmawiania różańca w tramwaju czy też rozpoczynania modlitwą posiłku w restauracji ? oczywiście są tacy, którzy jej nie ulegają, ale niejednokrotnie wymaga to od nich niemałej odwagi. Zupełnie przeciwnie działo się w wiekach minionych, kiedy to katolicka atmosfera panująca w krajach Europy wymagała religijnych gestów nawet od osób mało gorliwych.

Świeckość jako dobro

Możemy zadać sobie pytanie: w imię czego mamy dobrowolnie poddawać się laicyzacji? Coraz częściej dowiadujemy się o postulatach usuwania symboli religijnych z przestrzeni publicznej, o potrzebie desakralizacji uroczystości państwowych, o zupełnym oddzieleniu państwa od Kościoła. Lewicowe partie polityczne, a szczególnie powstały niedawno Ruch Poparcia Palikota, przedstawiają świeckie państwo jako największe dobro obywateli, ale czy jest tak naprawdę?

?Dobro? wynikające z laickości jest tylko ułudą. Mówi się o wolności, którą w rzeczywistości chce się zabrać. Ewidentnym nieporozumieniem jest próba zepchnięcia religijności do sfery prywatnej. Katolik, aby żyć zgodnie ze swoją wiarą, musi ją manifestować na zewnątrz. Życie religijne to nie zbiór wewnętrznych przekonań, ale całokształt myślenia i działania człowieka.

(...)

]]>
[email protected] (Filip Maria Muszyński) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Mon, 29 Nov 2010 15:12:03 +0000
Zapalenie otrzewnej https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3216-zapalenie-otrzewnej https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3216-zapalenie-otrzewnej

To nie przez skandale głos Kościoła w dobie powszechnego upadku cywilizacji jest tak słaby, ale przez złudne ?pojednanie ze światem?.

Oczywiście, każdy przypadek gorszącego zachowania księży jest dla Kościoła bardzo szkodliwy. Tym bardziej jeśli dochodzi do zachowania bardzo gorszącego, a dopuszcza się go biskup. Z drugiej jednak strony ? co nijak nie usprawiedliwia upadłych księży ? sytuacja jest jeszcze gorsza. Kościół bowiem to nie tylko hierarchia, to także wierni. I nie tylko ksiądz-pedofil czy biskup-konfident jest tym gorszycielem, któremu lepiej by było utonąć z kamieniem u szyi; ale są nimi także ? w różnym stopniu ? katolicy świeccy: dziwkarze, aborcjoniści, malwersanci, ci, co nad niedzielną Mszę Świętą przedkładają zakupy (lub cokolwiek innego); czy wszyscy ci, o których pisał św. Paweł: pełni nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe ? pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości (Rz. 1,29-31). Można się zżymać na ciągłe powtarzanie pustego sloganu, że w Polsce mamy 90% katolików ? bo co to za katolicy, skoro żyją kompletnie wbrew nauczaniu Kościoła. Ale ci właśnie katolicy w niemałym stopniu stanowią o słabości Kościoła. Jest jednak coś jeszcze gorszego. Historia poucza bowiem, że zawsze większa część Ludu Bożego (i niemała część duchowieństwa) żyła wbrew nakazom wiary. Lektura pism średniowiecznych autorów jest w tym względzie bardzo pouczająca ? i na swój sposób pocieszająca. Co jest jednak niebezpieczną nowością, to częsta postawa jawnej uległości wobec ducha tego świata, i rozmycie doktryny.

Sobór Watykański II miał ? jak każdy Sobór ? odnowić Kościół, przy czym ?odnowa? nie oznacza tu jakiejkolwiek zmiany istoty Kościoła. Opinie ortodoksyjnych katolików na temat dokumentów soborowych są podzielone; niektórzy uważali, że pełno w nich niedomówień, dwuznaczności albo nawet sprzeczności; inni ? jak np. Dietrich von Hildebrand ? nazywali te same dokumenty ?znakomitymi?. O ile jednak soborowe dokumenty budzą kontrowersje, o tyle to, co nastąpiło po Soborze, nie podlega dyskusji. Według sławnego sformułowania Pawła VI (z roku 1972), do świątyni Boga przedostał się dym Szatana. Nieco wcześniej jeszcze mocniej wyraził to teolog, którego nie sposób kojarzyć z tradycjonalizmem, o. Henri de Lubac: Jest rzeczą jasną, że Kościół stoi dziś wobec poważnego kryzysu. Pod nazwą nowego Kościoła, Kościoła posoborowego próbuje obecnie utrwalić swoje swoje istnienie Kościół odmienny od Kościoła Chrystusowego: zagrożone od wewnątrz apostazją, antropocentryczne społeczeństwo, które pozwala, by ogarnął je i uniósł ze sobą ruch powszechnej rezygnacji pod pretekstem odnowy, ekumenizmu lub przystosowania.

Uwspółcześnienie Kościoła, o którym mówił bł. Jan XXIII, rozumieć można dwojako. Z jednej strony jako potrzebę dostosowania sposobu działania Kościoła do współczesnych czasów. Tak rozumiane aggiornamento jest czymś naturalnym i słusznym. Kościół zawsze dostosowywał się do czasów w tym sensie, że wykorzystywał charakterystyczne dla nich środki do realizowania niezmienniego celu. Jako przykład tak rozumianego uwspółcześnienia podać można fragment encykliki Jana XXIII Ad Petri Cathedram: Złej i kłamliwej prasie należy przeciwstawić prasę dobrą i mówiącą prawdę. Audycjom radiowym i widowiskom kinowym oraz telewizyjnym, które pociągają do błędu i do występku, trzeba przeciwstawić inne, które by broniły prawdy i podtrzymywały dobre obyczaje. Z drugiej jednak strony uwspółcześnienie może kojarzyć się ze zmianą samej doktryny. Ta druga interpretacja, jakkolwiek niesprawiedliwością byłoby przypisywać ją papieżowi Janowi, zdobyła w Kościele ogromne wpływy. Dobrych przykładów takiego fałszowania doktryny na fali ?ducha Soboru? (przeważnie w oderwaniu od jego Litery) dostarcza Dietrich von Hildebrand. Według autora Konia trojańskiego w mieście Boga, ważnym aspektem odnowy miało być ukrócenie pewnych nadużyć, które rzeczywiście zdarzały się w Kościele. Łatwo jednak wykazać, że w tym względzie ?odnowa? okazała się dużo szkodliwsza od samych nadużyć. Oto bowiem zakwestionowanie ?częściowych prawd? (nie będących wszelako błędami, a wymagających jedynie uzupełnienia), którym niekiedy hołdowano przed ostatnim Soborem, doprowadziło do jawnych błędów. Jednym z jego przykładów jest stosunek do małżeństwa. Być może wielu teologów w przeszłości nie doceniało ważnego aspektu małżeństwa, jakim jest wzajemna miłość dwojga małżonków, kładąc zbytni nacisk na prokreację. Prawidłową reakcją na tę ?prawdę częściową? byłoby jej uzupełnienie ? poprzez docenienie wartości miłości małżonków, niczego nie ujmując z nauki o prokreacji. Jednakże posoborowi progresiści kompletnie rzucili w kąt dawne nauczanie, wprost je zakwestionowali, a przez to popadli w prawdziwy błąd. Upraszczając ? stwierdzenie: ?celem małżeństwa jest prokreacja? jest prawdziwe, choć pełniejsze byłoby, gdyby doń dodać: ?a także wspólnota miłości małżonków?. Natomiast stwierdzenie: ?celem małżeństwa nie jest prokreacja? jest fałszywe. W podobny sposób progresiści wypaczają wiele innych katolickich poglądów.

(...)

]]>
[email protected] (Piotr Tadeusz Waszkiewicz) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Mon, 29 Nov 2010 15:07:49 +0000
Od Rzymu do Konstantynopola https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3215-od-rzymu-do-konstantynopola https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3215-od-rzymu-do-konstantynopola

Cywilizacja chrześcijańska bierze swój początek z rzymskiej tradycji. Nie przypadkiem narodziła się ona w cesarstwie, które ze względu na swoją kulturę, organizację i potęgę dominowało w ówczesnym świecie. Rzym upadł pod naporem barbarzyńców. Zwycięzcy przejęli we wszystkich dziedzinach dorobek pokonanych. Potem twórczo go rozwijali. Ich osiągnięcia, można powiedzieć, że nie tylko podbiły świat, ale stały się dla niego też wzorem do naśladowania. Pod tym względem ma ona bardzo groźnego konkurenta, którym jest cywilizacja bizantyjska. Jej główną atrakcją, która wielu ludzi stale fascynuje, jest ubóstwienie władzy.

W dawnym Bizancjum religia była fasadą. Ta fasada była wspaniała. Do dziś podziw budzą świątynie dawnego Konstantynopola na czele ze sławną Hagia Sofia. Uczestnicy średniowiecznych wypraw krzyżowych zdążający do Grobu Świętego, nie mogąc znieść fałszu i obłudy swoich bizantyjskich gospodarzy, łupili to niezwykle bogate miasto. Nie pochwalając tego rodzaju aktów terroru i przemocy, warto jednak zastanowić się, czy można wystawić wszystko na sprzedaż, czy można wyrzec się ideałów i kierować się tylko ich pozorami.

Kryzys

Na przełomie XX i XXI wieku religia katolicka przeżywa poważny kryzys. Zmniejsza się ilość powołań, pustoszeją kościoły, a religia staje się obiektem publicznych drwin i poniżających zachowań. Jednocześnie we wszystkich dziedzinach trwa redukcja wartości związanych z chrześcijaństwem. Obejmuje ona przede wszystkim szeroko pojętą kulturę masową wyrażaną przez media. Modne stają się wystawy, prezentacje, galerie, gdzie profanuje się najważniejsze symbole wiary. Wszystko to spotyka się z głośnym aplauzem coraz liczniejszych rzesz wrogów cywilizacji chrześcijańskiej. Najdziwniejsze jest, że nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Jedni twierdzą, że Kościół od dwóch tysięcy lat jest stale w kryzysie. I ten kryzys ma być gwarantem jego trwania. Za przykład podają oni czasy PRL w Polsce, kiedy kościoły były pełne wiernych. Drudzy twierdzą, że bramy piekielne go nie przemogą. W dawnym Bizancjum, które słynęło z najlepszych fortyfikacji obronnych, też powtarzano tego rodzaju zapewnienia.

Upadek państwa

Odnotować tylko wypada, że w krajach Europy Zachodniej, gdzie kryzys ten zaszedł już bardzo daleko, następuje upadek nie tylko cywilizacji chrześcijańskiej, ale też i opartego na niej państwa. Ponieważ życie nie znosi próżni, dawne miejsce cywilizacji chrześcijańskiej zajmuje cywilizacja muzułmańska. Zjawisko to ma charakter płynny i prawie samoczynny. Sprzyja mu na ogół wroga postawa państw europejskich do chrześcijaństwa. Walcząc z chrześcijaństwem, bezwyznaniowe państwo toruje drogę innym cywilizacjom. Najskuteczniej niszczona jest ona tam od wewnątrz, najpierw przez własnych demokratycznie wybranych władców, a następnie przez zaproszonych do pomocy w tym dziele muzułmanów. Potem ze zdziwieniem ich społeczeństwa zauważają, że więcej jest meczetów niż kościołów.

Efektem tego procesu są coraz bardziej groźne zamieszki, wywoływane przez środowiska muzułmańskie. Są one na ogół zorganizowane w oparciu o szkoły przy meczetach. Islamscy emigranci nie przyjmują niczego ze zwyczajów kraju, który udzielił im gościny. Można powiedzieć nawet, że wręcz przeciwnie, gardzą jego kulturą, a nawet jej nienawidzą. Wszystko to stanowi dobry klimat dla rozwoju terroryzmu zarówno skierowanego do wewnątrz własnej wspólnoty, jak i na zewnątrz. Płonące przedmieścia wielkich miast są sygnałem, że podejmuje się próby i doświadczenia, jak ogień ten przenieść do ich centrum. Proces ten pogłębia się, a wobec odwrotnej proporcji demograficznej podpalenie centrum staje się tylko kwestią czasu.

                (...)

]]>
[email protected] (Adam Maksymowicz) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Mon, 29 Nov 2010 15:01:55 +0000
Możemy zmienić bieg wypadków https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3214-mo%C5%BCemy-zmieni%C4%87-bieg-wypadk%C3%B3w https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3214-mo%C5%BCemy-zmieni%C4%87-bieg-wypadk%C3%B3w

Rozmowa z Pawłem Zyzakiem, laureatem tegorocznej Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Przez pewien czas pracowałeś w IPN. W tym czasie powstała twoja praca Lech Wałęsa. Idea i historia. Czym zajmowałeś się w instytucie?

Moja praca w archiwum IPN polegała na realizowaniu wniosków czytelniczych. Część obowiązków rzeczywiście polegała na kopiowaniu dokumentów. Dokumenty digitalizowałem częściej przy skanerze, niż przy kserografie. Niestety, napisano dużo nieprawdy na temat mojego zatrudnienia. W IPN pracowałem od października 2008 r., książkę ukończyłem już w marcu 2008 r.

Kto rozpoczął na ciebie nagonkę po ukazaniu się książki?

Pojawił się artykuł, sygnał do rozpoczęcia masowej nagonki na książkę Zyzaka, pod tytułem Magister IPN szkaluję Wałęsę, który oczywiście opublikowała niezastąpiona ?Gazeta Wyborcza?. Artykuł był także scenariuszem nagonki, z wykazem bohaterów do potępienia oraz gotową argumentacją. Równolegle Lech Wałęsa dokonał kilku wpisów na swoim blogu, gdzie w specyficzny sposób odnosił się do autora książki. Jego argumentację, pełną inwektyw w rodzaju ?gówniarz? powtarzali później politycy PO.

Co działo się z tobą po odejściu z krakowskiego IPN?

Miałem krótki okres przerwy w pracy, przeplatany licznymi podróżami z książką i rozmowami z czytelnikami. Mimo że sytuacja wydawała się beznadziejna, starałem się wypełnić lukę nadmiaru czasu i wykorzystać wieczory autorskie do zarabiania pieniędzy.

Doktor Dariusz Ratajczak był prześladowany za kilkunastokartkowy rozdział w niewielkiej książeczce. Mało tego, ?dobrzy ludzie? pomagali go usuwać z każdej następnej pracy, jaką podjął. Czy ciebie również coś takiego spotkało?

Sądzę, że jednak sytuacja doktora Ratajczaka była o wiele gorsza niż moja. Ja jestem młodym człowiekiem i trudno było tzw. establishmentowi wykorzystać całą machinę represji wobec osoby, którą jednocześnie dyskredytował. Zgodnie z tezą, winni narodzin ?potwora? były IPN, UJ, promotor. Lech Wałęsa pytany o to, czy zamierza wytoczyć mi proces sądowy, twierdził, że nie wytoczy go ze względu na mój wiek. Jakby reflektując się na głos, stwierdzał dodatkowo: A może jemu o to właśnie chodzi, abyśmy się spotkali w sądzie?. Doktor Dariusz Ratajczak stracił pracę w momencie, gdy był na dalszym odcinku swojego życia, na którym człowiek odczuwa ogromną potrzebę stabilizacji życiowej, zawodowej itd. W mojej sytuacji sprawa miała się inaczej. Byłem, a poniekąd wciąż jestem, na początku, nazwijmy to, kariery zawodowej. Jeśli np. stracę pracę, łatwo będzie mi się pozbierać i przystosować do nowych warunków życia.

(...)

]]>
[email protected] (Józef Kowalski) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Sun, 28 Nov 2010 19:20:36 +0000
Jedność z krainy jednorożców https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3213-jedno%C5%9B%C4%87-z-krainy-jednoro%C5%BCc%C3%B3w https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3213-jedno%C5%9B%C4%87-z-krainy-jednoro%C5%BCc%C3%B3w

W grudniu 2004 roku prezydent Putin podpisał dekret O dniach chwały wojennej (dniach zwycięstwa) Rosji ustanawiający przypadający 4 listopada Dzień Jedności Narodowej świętem państwowym. Ma ono upamiętniać rzekome zjednoczenie ludu rosyjskiego pod wodzą rzeźnika Minina w 1612 roku.

Ten zryw, na Wschodzie przedstawiany jako manifestacja świadomego patriotyzmu, doprowadził do opuszczenia moskiewskiego Kremla przez wycieńczoną polską załogę, która, oblężona, długo na próżno wyglądała odsieczy, cierpiąc nieopisany głód (...bo gdy już traw, korzonków, myszy, psów, kotek, ścierwa nie stało, i trupy wyjedli, wykopując je z ziemi...). W Rosji mają do nas jednak pretensje zwłaszcza o barbarzyńskie zniszczenie i tak nielicznych rękopisów oraz druków ruskich, załoga broniąca się na Kremlu spożyła bowiem także rozgotowane skórzane oprawy ksiąg.

Polacy jednoczący Rosję

Polacy opuścili moskiewską twierdzę dopiero 7 listopada, jednak obecne władze rosyjskie wybrały datę wcześniejszą, pod którą Polacy w 1612 roku odnotowali szczęśliwie odparcie ataku. 4 listopada to dokładna rocznica rzezi prawobrzeżnej Warszawy dokonanej w 1791 roku przez Rosjan pod wodzą Suworowa. Zdaje się, że w dzisiejszej Moskwie komuś szczególną satysfakcję sprawia dobieranie dla kolejnych upokorzeń Warszawy rocznic już wcześniej krwawo dla nas zaznaczonych w relacjach rosyjsko-polskich.

Objaśnić to można rozbieżnością pomiędzy mentalnościami polską i rosyjską. Mikołaj Ścibor Marchocki, uczestnik i kronikarz ?wojny moskiewskiej?, opisał oblężenie polskiego oddziału w jednym z gródków nieodległym od stolicy Rosji. Na załogę uderzyli najemnicy niemieccy i francuscy w służbie rosyjskiej. Polacy próbowali przeciągnąć kondotierów na swoją stronę, tłumacząc, że im słuszniej z nami pospołu przestawać przeciwko Moskwie, zwłaszcza Francuzom, którzy nam i wiarą, i obyczajami podobni, i w cudzych ziemiach kiedy się trafi, przyjacielsko z naszymi żyją. Używali nadto argumentu o znanym powszechnie wiarołomstwie Moskali. Na tę propozycję najemnicy, którzy byli ludźmi, co sławy szukają, odpowiedzieli: A cóż by to była za sława nasza, Moskwę, naród tak gruby, z narodem waszym, nad który sławniejszego pod słońcem nie masz, wojować. Ale toby to sława nasza była, kiedybyśmy z tym narodem (tzn. z Moskwą) naród wasz zawojowali. Pomijając możliwą fabulację autora, który w końcu był Sarmatą całą gębą, trudno jednak nie dostrzec, że opis ten sygnalizuje istnienie kardynalnej różnicy między Zachodem i Wschodem. ?Wojna moskiewska? była z pewnością konfliktem cywilizacji: z jednej strony uczestniczył w niej naród gruby i zdradliwy, z drugiej zaś ? wychowankowie etosu rycerskiego. W ten ostatni system wartości wpisana była decyzja opisanych przez Marchockiego najemników, ludzi wojny uznających, zdawałoby się, jedynie pieniądz. Swój wybór kondotierzy ci przypłacili zresztą życiem, ostatecznie wyrżnięci przez Polaków.

Dzień Jedności Narodowej obchodzi mniej niż połowa Rosjan. Co prawda, zdaniem instytutów badających opinie społeczne, stosunek do nowej ?czerwonej? daty w kalendarzu stopniowo zaczyna się w Rosji zmieniać. Dla starszego pokolenia wszakże nadal ?prawdziwym? świętem jest wypadająca trzy dni później rocznica bolszewickiego przewrotu. Bardziej wiekowi Rosjanie chętnie wówczas udają się na mityngi pod pomnikami Lenina, choć o tej porze roku w Moskwie i na przeważającej połaci Rosji zazwyczaj jest już mroźno. Miliony czynnych uczestników defilad listopadowych, przymusowo na nie spędzanych, co najmniej odchorowały swój udział w manifestacjach, zwłaszcza w czasach, kiedy szaremu obywatelowi Kraju Rad nie przelewało się. Śmiertelne zapalenia płuc trzebiły szczególnie niedożywione i nędznie odziane dzieci, które godzinami czasem oczekiwały na przemarsz przed trybuną, obsadzoną różnymi kacykami w karakułach, z termoforami ukrytymi w rękawach obszernych szub.

W przemówieniach z okazji nowego święta władze rosyjskie zazwyczaj wspominają lub choćby tylko napomykają o wiadomych siłach, które pragną rozpadu Rosji, no bo cóż warta byłaby ta cała jedność, gdyby ktoś ciągle nie próbował jej zagrozić? Moskwa wie jednak, jak powstrzymać zakusy tych, którym wielkie imperium nie w smak; tym bardziej więc poddani winni wspierać przewidującą politykę rządzących, którzy gwarantują Rosjanom spokój i stabilizację. Wielu Tatarów, Baszkirów, Jakutów czy nawet Sybiraków, nie mówiąc już o mieszkańcach Kaukazu, czasem pewnie marzy o nieco luźniejszej jedności z Moskwą, ściągającej z prowincji haracze nieproporcjonalnie wysokie wobec środków przydzielanych dla regionów z budżetu centralnego, ale pamiętają oni o swoim położeniu, przeważnie beznadziejnym z punktu widzenia geopolityki. Zapewne tylko zbiegiem okoliczności na przykład 4 listopada 2008 roku podczas manifestacji nacjonalistów w stolicy i Sankt Petersburgu wznoszono hasła skierowane przeciwko szkodnikom wielkorosyjskiej jedności ?Precz z parchami!?, bo właśnie jako ?parch? należy przetłumaczyć obraźliwe rosyjskie żid.

Wychodzi zatem na to, że bez polskiej interwencji na początku XVII wieku Rosjanie nie byliby zjednoczeni. W pięć lat po opuszczeniu Kremla przez Polaków królewicz Władysław stanął ze swoim wojskiem u bram Moskwy, a w 1634 roku, już jako król, zmusił armię moskiewską do kapitulacji. Potem jednak, jak pisał Feliks Koneczny, skończył się epizod starań o ściślejszy stosunek prawno-państwowy, o unię między Polską i Litwą a Moskwą; skończyła się zarazem ingerencja Polski i Litwy w dzieje carstwa moskiewskiego, a zaczyna się ingerencja w kierunku przeciwnym.

                (...)

]]>
[email protected] (Wojciech Grzelak ) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Sun, 28 Nov 2010 18:53:45 +0000
Rządowe nie-święte Mikołaje https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3212-rz%C4%85dowe-nie-%C5%9Bwi%C4%99te-miko%C5%82aje https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3212-rz%C4%85dowe-nie-%C5%9Bwi%C4%99te-miko%C5%82aje

Demokraci są jak święte Mikołaje, a republikanie jak Pan Bóg. Takiego porównania użył jeden z najciekawszych komentatorów życia politycznego, prorepublikański P.J. O?Rourke. Wyglądałoby więc na to, że po przejęciu kontroli nad Izbą Reprezentantów przez republikanów będziemy mieli więcej Boga w USA. Niestety. to tylko złudzenie.

Jest jednak trochę prawdy w tym, że demokraci istotnie zachowują się jak Santa Clausy, rozdając rzeczy na lewo i prawo (zdecydowanie raczej na lewo). Jednak trudno w nich szukać świętości. Chyba że zaliczymy ich do wyznawców lewicowej religii, zdefiniowanej przez ostrą publicystkę Ann Coulter w książce Godless: The Church of Liberalism (Bezbożny: Kościół lewicy). Byłaby to jednak religijna świętość bezbożna. Oczywiście, lewica nigdy nie przyzna się, że wyznaje własną religię, bo ? jak zauważa Coulter ? byłaby wtedy w tarapatach z powodu rozdziału państwa od Kościoła. Nie da się ukryć, że coś na kształt ?Amerykańskiego Kościoła liberalizmu? czy ?Kościoła lewicy? rzeczywiście istnieje. Nosi nawet znamiona innych zorganizowanych kultów. Coulter wskazuje, że ma przecież własny kler: nauczycieli szkół publicznych, czyli kogoś w rodzaju misjonarzy. Szkoły publiczne Coulter porównuje do tych bezbożnych kościołów, w których nie wolno wieszać krzyży ani się modlić, ale za to są tam darmowe prezerwatywy. ?Amerykański Kościół Lewicy? ma również też własnych męczenników, np. ?ofiary polowania na czarownice? Josepha McArthy?ego. Przy dokładnej analizie okaże się również, że ma nawet swoje sakramenty (aborcję) i nie-święte prawo, czyli Roe vs Wade, legalizujące aborcję w całych Stanach. Niestety, warto to sobie uzmysłowić, bo i w Polsce ta właśnie religia staje się coraz bardziej popularna, głównie dzięki dziennikarzom ?głównego nurtu?, czyli misjonarzom ?Kościoła Polskiej Lewicy?.

Coulter wydała swoją książkę w 2007 r., zanim Obama został prezydentem, więc w jej wizji brakuje jeszcze Obamy. Teraz zapewne dopisałaby, że to ich nowy nieomylny papież, prawie Bóg, a może król oświeconych. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że co najmniej Mojżesz, do którego porównywali go niektórzy komentatorzy. W wizji O?Rourke?a Obama byłby czołowym świętym Mikołajem. Z całą pewnością Obama zajmuje główną pozycję w kulcie lewicowej religii ? inspiratora wielu ustaw, mających swój początek w Białym Domu. Kontrolowany przez demokratów Kongres przegłosował ustawę mającą wspomóc ludzi, którym nie udało się spłacać kredytów na dom, czyli tych, których domy zostały już częściowo przejęte przez banki. Ten sam Kongres przegłosował nie tylko ustawę wspomagającą tych ?bezdomnych?, ale również załatwił prezent dla bezrobotnych. Przedłużył im wypłacanie świadczeń z uwagi na wysokie bezrobocie i trudną sytuację gospodarczą.

         (...)

]]>
[email protected] (Natalia Dueholm) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Sun, 28 Nov 2010 18:45:21 +0000
Służba tajnych służb https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3211-s%C5%82u%C5%BCba-tajnych-s%C5%82u%C5%BCb https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2010/item/3211-s%C5%82u%C5%BCba-tajnych-s%C5%82u%C5%BCb

Trzydziestego października 2010 roku rozpoczął się w Stuttgarcie proces byłej terrorystki z Frakcji Armii Czerwonej (RAF) Vereny Becker. Po 33 latach postawiono jej zarzut udziału w planowaniu i przygotowaniu zamachu na prokuratora generalnego RFN Siegfrieda Bubacka, który wraz z kierowcą i urzędnikiem prokuratury został rankiem 7 kwietnia 1977 roku zastrzelony w Karlsruhe, kiedy jego samochód zatrzymał się na światłach.

Verenę Becker oraz innego członka RAF-u Güntera Sonneberga policja ? po wymianie strzałów ? ujęła 3 maja w Singen koło Konstancji. Znaleziono przy nich broń, z której zastrzelono Bubacka. Jednak, co ciekawe, nigdy nie stanęli oni przed sądem jako podejrzani o dokonanie zamachu. Dlaczego tak się stało, próbuje dociec w swojej, opublikowanej dwa miesiące temu, książce Verena Becker und Verfassungschutzamt (Verena Becker i Urząd Ochrony Konstytucji) lewicowy politolog Wolfgang Kraushaar (ur. 1948), naukowy współpracownik hamburskiego Instytutu Badań Społecznych (Institut für Sozialforschung), zajmujący się m.in. historią niemieckiego terroryzmu i działalnością RAF-u. Kraushaar korzysta m.in. z wcześniejszych ustaleń syna Siegfrieda Bubacka Michaela, który od lat prowadzi swoje prywatne śledztwo i w procesie występuje jako oskarżyciel posiłkowy. W książce Der zweite Tod meines Vaters (Druga śmierć mojego ojca) Michael Buback wskazał na liczne błędy i zaniechania w śledztwie.

W dniu zamachu w wieczornych wiadomościach telewizyjnych pojawiła się informacja o naocznym świadku, który zeznał, że pasażerem motocykla, strzelającym z pistoletu maszynowego do Bubacka, była drobna osoba, najprawdopodobniej kobieta. Takich świadków było jeszcze co najmniej kilkoro. Jednak ich zeznania nie zostały wzięte pod uwagę, nigdy nie wystąpili przed sądem, protokoły przesłuchań znikły z akt sprawy. Następnego dnia media podały, że zamachu dokonało trzech mężczyzn; o kobiecie nie było już mowy. Podano ich nazwiska i pokazano twarze, byli to Günter Sonnenberg, Christian Klar i Knut Folkerts. Pytany przez dziennikarzy, dlaczego nie poszukuje się kobiety biorącej ? według świadków ? udział w zamachu, wyższy funkcjonariusz Wydziału ds. Terroryzmu w Federalnym Biurze Kryminalnym Gerhard Boeden (został potem szefem Urzędu Ochrony Konstytucji), oświadczył, że Klar ma ?kobiecy wygląd? ? w przeciwieństwie do dwóch pozostałych nie nosił brody. Zadziwia błyskawiczne wyjaśnienie zbrodni: nie minęło nawet 48 godzin od zamachu, a sprawcy byli już znani z imienia i nazwiska, pozostało ich jedynie schwytać.

Mimo że przy Becker i Sonnebergu znaleziono zarówno narzędzie zbrodni, jak i klucz należący do standardowego wyposażenia motocykla Suzuki (motocyklem tej marki poruszali się zamachowcy), Becker nie została oskarżona o udział w zamachu. Z akt nie wynika, czy zadano jej rutynowe pytanie: Co robiła pani rankiem 7 kwietnia 1977 roku? A nawet jeśli zadano, to odpowiedzi nie znamy. Nie wiemy zatem, czy Becker miała alibi.

Dzięki detektywistycznej pracy Michaela Bubacka po trzydziestu latach wyszło na jaw, że Becker miała notatnik, w którym robiła zaszyfrowane zapiski. Nigdy nie posłużył on jako dowód, co więcej, kartki obejmujące trzy tygodnie przed zamachem, wydarto. Nie wiadomo, kto i kiedy to zrobił. Jeśli Becker miała notatnik przy sobie w chwili aresztowania, to znaczy, że go nie zniszczyła, co powinna była zrobić ze względów bezpieczeństwa. Dlaczego miałaby wyrywać tylko te kartki, zamiast zniszczyć cały notatnik. Nasuwa się zatem podejrzenie, że zostały usunięte już po jej aresztowaniu w celu zatuszowania jej udziału w zamachu. W jednym z motocyklowych kasków porzuconych przez zamachowców znaleziono włos identyczny z włosami Becker, pobranymi z jej szczotki do włosów. Potem okazało się, że jest nieużyteczny dla śledztwa. Wyglądało to tak ? uważa Kraushaar ? jakby jakaś niewidzialna ręka przecinała ogniwa łączące Becker z zamachem. Co ciekawe, z listy oskarżonych znikł także (ranny podczas strzelaniny w Singen) Günter Sonnenberg, którego wymieniano razem z Klarem i Folkertsem. Według Kraushaara, gdyby zasiadł na ławie oskarżonych, to nieuchronnie pojawiłoby się pytanie, dlaczego obok niego nie siedzi Verena Becker, w końcu zostali zatrzymani razem i mieli przy sobie narzędzie zbrodni.

W związku z zamordowaniem Bubacka skazani zostali Klar, Folkerts oraz Brigitte Mohnhaupt, jednak do dziś nie ustalono, kto co konkretnie robił, kto strzelał, kto przyprowadził motocykl z Düsseldorfu do Karlsruhe, jak zamachowcom udało się wymknąć samochodem mimo zarządzonej natychmiast blokady (zarówno motocykl, jak i samochód znikły z policyjnych magazynów) etc. Według Kraushaara skazani zostali nie ci, co trzeba. Becker dostała dożywocie za strzelanie do policjantów (usiłowanie zabójstwa). Spędziła w więzieniu, w dobrych warunkach, 10 lat; w 1989 roku ułaskawił ją prezydent Richard von Weizsäcker. Jej prośbę o ułaskawienie poparł prokurator generalny Kurt Rebmann. Czym uzasadnił swoje poparcie, nie wiemy. Wszystko to skłania Kraushaara do przypuszczenia, że Becker była chroniona jako informatorka tajnych służb.

                (...)

]]>
[email protected] (Tomasz Gabiś) Nr 12/108, grudzień 2010 r. Sun, 28 Nov 2010 18:37:20 +0000