2011 https://opcjanaprawo.pl Sun, 17 Nov 2019 02:37:12 +0000 Joomla! - Open Source Content Management pl-pl Gotowa koncepcja https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4241-gotowa-koncepcja https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4241-gotowa-koncepcja

Ernst Kretschmer, niemiecki teolog, filozof i lekarz psychiatra, prezes Powszechnego Towarzystwa Psychoterapii, tuż przed złożeniem dymisji powiedział: Zabawne rzeczy dzieją się z psychopatami. W normalnych czasach wydajemy o nich opinie. W czasach politycznie niespokojnych to oni nami rządzą.

Był rok 1933. Wkrótce Stary Kontynent eksplodował, podpalony przez spółkę sza­leńca z Berlina i kata z Moskwy, a wraz z nim eksplodowała cała ówczesna rzeczywistość białego człowieka. Od tamtej pory entropia Wszechświata znacznie wezbrała, wariatów zaś przybyło nam proporcjonalnie do rosną­cego zamętu. Nie dziwota zatem, że samego szaleństwa daje się zauważyć dookoła nas coraz więcej.

Szaleństwa więcej, za to przyzwoitości i uczciwości coraz mniej. Tymczasem od­wracając się plecami do przyzwoitości, w try miga traci się człowieczeństwo. Odnosząc tę regułę do władzy państwowej, można powiedzieć, że bez uczciwej władzy państwo niezwykle łatwo traci suwerenność.

To, co myślimy

W powyższym kontekście ludzie ro­zumni za największy problem naszych cza­sów słusznie uznają rządzących. A precy­zyjniej ? fakt, że rządzący dużo bardziej przejmują się dziś emocjami i uczuciami, niewspółmiernie do ich faktycznej roli mar­ginalizując myśli i idee. Myśli i idee, to mnie interesuje! ? powiada w kontrapunkcie podobnych postaw Meryl Streep, odtwa­rzająca postać Margaret Thatcher w filmie Phyllida Lloyda ?Żelazna Dama?. Po czym wyjaśnia: Uważaj na myśli, bo stają się słowami. Uważaj na słowa, bo stają się działaniem. Uważaj na działania, bo stają się zwyczajami. Uważaj na zwyczaje, bo stanowią o charakterze. I uważaj na cha­rakter, bo staje się twoim przeznaczeniem. Stajemy się tym, co myślimy.

O, to to. A o czym myślał ? my­śli ? będzie myślał, Donald Tusk? Jako szef rządu i człowiek szczerze zatroskany o kondycję Rze­czypospolitej, ostatnio nie­chybnie intensywnie myślał o dzieciach. Swoich. Wcze­śniej pomyślał o likwidacji posterunków policji, sądów i szkół, a jeszcze wcześniej o skasowaniu paru gałęzi przemysłu, istotnych dla bytu i rozwoju państwa.

Bez wątpienia premier myśli też o pnących się w górę cenach i równie szyb­ko rosnącym bezrobociu. O rozłożonym na obie łopatki systemie ochrony zdrowia i bałaganie ze specyfikami stosowany­mi w terapii nowotworów. O tym, że na sto tysięcy mieszkańców mamy w kraju dwustu lekarzy (w Czechach i Austrii po­nad trzystu, w Belgii niemal czterystu, we Włoszech prawie sześciuset). I o tym, że Polacy zaciągają kredyty na wykupienie niezbędnych lekarstw. I o tym jeszcze, że na zakażenia szpitalne umiera u nas dwa razy więcej osób niż ginie w wypad­kach samochodowych. O najdroższych na świecie stadionach piłkarskich. O rozpada­jącej się infrastrukturze kolejowej, w tym zwłaszcza o semaforach nakazujących maszynistom jednocześnie ?jedź? i ?stój?. O koniecznych remontach najnowszych na świecie autostrad. Wreszcie Donald Tusk myśli o oszczędnościach budże­towych możliwych do uzyskania dzięki ograniczeniu czasu pobierania przez Polaków emerytur, a nikt przytomny nie żywi chyba wątpliwości, że w stosownym czasie premier starannie przemyślał efek­ty oraz rzetelność prowadzonego przez Rosjan śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

(?)

]]>
[email protected] (Rafał Dawidowski ) Nr 4/112, kwiecień 2011 r. Sun, 02 Sep 2012 12:23:49 +0000
Zaklinanie i klinowanie https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4013-zaklinanie-i-klinowanie https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4013-zaklinanie-i-klinowanie

Panika towarzysząca kryzysowi zżerającemu pospiesznie Unię Europejską pod względem natężenia i zakresu porównywalna jest z wcześniejszą euforią, roznieconą podczas jej budowania. Nie minęła dekada od chwili wprowadzenia wspólnej waluty przy wtórze Ody do radości, a europejski latający cyrk, który niczym orzeł szybować miał nad błękitną planetą, zarył dziobem w kurz podwórka, jak kura poderwana na moment do lotu solidnym kopniakiem.

Kilka lat temu zaproponowałem, aby osoby stręczące rozmaite zbawcze projekty ? emancypacyjne, integracyjne, afirmacyjne itd. ? finansowane z pieniędzy ludzi, którzy dobrowolnie nigdy na to by się nie zgodzili, podzielić na dwie kategorie: pożytecznych idiotów i zwykłych cwaniaków. Typologia ta, choć wyrażana w potocznym języku, jest precyzyjna i wyjątkowo użyteczna, zarówno z psychologicznego, jak i socjologicznego punktu widzenia. Oczywiście, proporcje między idiotami a cwaniakami zmieniają się, zdarza się również, że cwaniacy udają idiotów, zwłaszcza kiedy przychodzi im tłumaczyć się z minionych błędów i wypaczeń ? wówczas zawsze okazuje się, że idee były piękne, a jedynie realizacja zawiodła. Bywa też, że idioci, nabrawszy nieco rozumu, zmieniają się w cwaniaków, choć w drugą stronę ta transformacja raczej nie zachodzi. Są to niuanse istotne z badawczego punktu widzenia, choć z perspektywy tych, którzy ponoszą podstawowe koszty budowania ziemskich rajów nie ma większego znaczenia, kto ich łupi. Co prawda, z idiotą czasem łatwiej sobie poradzić, ale jeśli z idiotyzmem łączy on fanatyzm, dość lekko przychodzi mu sięganie do przemocy, w myśl zasady gdzie drwa robią, tam wióry lecą (wióry to oczywiście ci wszyscy, którzy wykazują brak entuzjazmu bądź sceptycyzm dla jego projektów). Cwaniaka trudniej oszukać, ale też można się z nim czasem ułożyć, jako pragmatyk wie bowiem, że przyszłość jest zmienna, w związku z czym nie ma pewności, czy nie zdarzy się tak, że ręce za lud wyciągnięte lud sam poobcina (zresztą nie tylko ręce).

Projekt europejski w formie, której pełną degenerację właśnie obserwujemy, jest podręcznikowym przykładem obietnicy zrobienia ludziom dobrze za ich własne pieniądze wbrew ich woli (katastrofa traktatu lizbońskiego w kolejnych referendach jest tego prostym dowodem), a czasem i wiedzy. Przy czym to robienie dobrze innym to jedynie banalny pretekst dla zrobienia dobrze sobie. Dla każdego w miarę rozgarniętego obserwatora ów cel od początku był jasny i wiadomo było, że cały ten proces integracyjny nie wynika z jakiegoś nagłego przypływu altruizmu i współczucia u pomysłodawców budowy europejskiego imperium, ale z prostego wyrachowania. A ponieważ nasz kraj ani nie rachował, ani nie trzymał w ręku żadnych kart, a tym bardziej banku, wiadomo było, czym ta zabawa może się dla niego skończyć. Tak więc poważne traktowanie wszystkich tych braterskich haseł, którymi propaganda starała się ukwiecić europejskiego molocha, było i jest nadal równie nieroztropne, jak branie serio zapewnień o dążeniu do globalnego pokoju uporczywie powtarzanych przez przywódców Związku Sowieckiego.

(...)

]]>
[email protected] (Damian Leszczyński) Nr 4/112, kwiecień 2011 r. Thu, 29 Dec 2011 14:17:39 +0000
Od Redakcji https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4007-od-redakcji https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4007-od-redakcji

Z czym kończymy rok 2011? Oto rzut oka na aktualną sytuację. Jak donosi prasa, w Zielonej Górze złożono doniesienie na matkę, która dała publicznie klapsa synkowi. Zgodnie z ustawą przyjętą przez sejm w zeszłym roku, grozi jej do roku więzienia. Od nowego roku znacznie wzrosną ceny jajek wskutek konieczności zmiany klatek dla kur-niosek na większe, zgodnie z dyrektywą UE. Polska reprezentacja piłkarska na Euro 2012 wystąpi w koszulkach bez orzełka, odpowiedzialny za to PZPN twierdzi, że chodzi o dostosowanie się do nowych trendów. W polskim sejmie trwa batalia o usunięcie krzyża, prowadzi ją partia kierowana przez byłego właściciela gorzelni, a wśród gwiazd partii znajdują się aktywista ruchu sodomitów oraz mężczyzna udający kobietę. W czasie patriotycznej demonstracji z okazji 11 listopada niemieccy socjaliści (tym razem nie narodowi, lecz międzynarodowi), zaproszeni przez rodzime organizacje lewicowe, atakują demonstrujących Polaków. Rząd zapowiada likwidację przepisów umożliwiających omijanie tzw. podatku Belki, a więc podatku od lokat bankowych; zmiana ta spowoduje, że lokaty w zasadzie w ogóle przestaną być opłacalne. Dług publiczny Polski wynosi obecnie 898 miliardów złotych, co daje jakieś 23 tys. złotych w przeliczeniu na każdego obywatela, który rocznie i tak oddaje państwu w podatkach prawie 20 tys. złotych, czyli niemal połowę swojej pensji (nie wliczając w to wszelkich składek emerytalnych czy zdrowotnych). Rząd wybrany głosami większości tej mniejszości Polaków, która poszła na wybory, zapowiada podniesienie podatków. Wszystkie niemal media papierowe i elektroniczne, prywatne i publiczne stoją murem za rządem, uprawiając propagandę sukcesu, podczas gdy opozycja skutecznie dokonuje samolikwidacji.

Czy gdyby ktoś dwadzieścia lat temu, u progu rzekomo odzyskanej wolności, zarysował nam taki scenariusz, potraktowalibyśmy go poważnie, czy raczej wyśmiali jako autora grafomańskiej political-ficion? Czy bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić, że w ciągu dwóch dekad pod wieloma względami cofniemy się tam, gdzie byliśmy dwie dekady wcześniej ? a więc do końcówki lat 70., czasów ?późnego Gierka?, okresu rosnącego zadłużenia, coraz głębszego uzależnienia od socjalistycznego imperium (które w międzyczasie przesunęło się ze wschodu na zachód), galopujących cen, rozrostu biurokracji, propagandy sukcesu i coraz większej demoralizacji klasy rządzącej? Prawdopodobnie tego nikt się nie spodziewał, a wielu nawet dzisiaj nie chce w to uwierzyć. Być może wynika to stąd, że, w przeciwieństwie do czasów PRL, zanikł zdrowy krytycyzm i sceptycyzm w stosunku do przekazu medialnego. O ile wcześniej jakby z założenia było wiadomo, że media kłamią, a przynajmniej zniekształcają obraz świata, o tyle teraz, przeciwnie, stały się z założenia godne zaufania. Jednocześnie wydaje się, że zanikło poczucie absurdu, w jakim się żyje. W PRL mimo wszystko przynajmniej zdawano sobie sprawę z dziwaczności otaczającego świata oraz z tego, iż jest on pod każdym względem jakąś aberracją od tradycyjnych norm, że nasza gospodarka, kultura, nauka i edukacja są zmutowanymi potworkami, które w takiej formie długo nie pożyją. Ta świadomość pozwoliła kręcić Barei genialne filmy, leżała także u podstaw złotego okresu polskiej satyry i kabaretu. Dziś czegoś takiego nie tylko brak, ale trudno wyobrazić sobie, aby się pojawiło, Można odnieść wrażenie, że otaczające nas absurdy przyjmowane są jako standard ? tylko dlatego, że Zachód, dawny obiekt naszych westchnień, nie tylko pogrąża się w takich samych wynaturzeniach, ale wręcz jest ich źródłem.

W takiej sytuacji, kiedy ten świat doczesny oferuje nam rozczarowania i zgryzoty, tym ważniejsza staje się nadzieja narodzona dwa tysiące lat temu w Betlejem, która pozwala i na ten świat, i na te rozczarowania spojrzeć z innej perspektywy.

]]>
[email protected] () nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 03:20:38 +0000
Oddajcie nam swoją wolność, ale już! https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4006-oddajcie-nam-swoj%C4%85-wolno%C5%9B%C4%87-ale-ju%C5%BC https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4006-oddajcie-nam-swoj%C4%85-wolno%C5%9B%C4%87-ale-ju%C5%BC

Znam wiele osób, którym kręci się łezka w oku, gdy słyszą piosenkę Johna Lennona Imagine. Ja do nich nie należę. Uważam ją za przerażającą, gdyż rozbieram jej treść na części pierwsze, nie uciekając od kontekstów oraz marzeń w niej zawartych. I wizji. Strasznej, naśladującej dążenia największych ideologów i zbrodniarzy. Świat bez religii, pamięci, życie dniem dzisiejszym, bez naturalnych wspólnot, bez własności, nieba i piekła, czyli bez rozróżniania dobra i zła, bez spraw, za które warto ginąć.

Jest to wizja zwycięstwa ideologii nad zdrowym rozsądkiem, ostateczny sukces totalitaryzmu na skalę światową. Globalna urawniłowka. Jak ostrej szpicruty trzeba by było użyć, żeby wprowadzić tę wizję w życie? Wielu próbowało: Hitler, Stalin, Mao. Gdybym spał, to obudziłbym się z krzykiem. I to wszystko zawiera się w jednym, niewinnym przeboju muzyki pop ? spyta ktoś ze zdziwieniem. Nie wszystko ? odpowiadam ? ale jest to doskonale uchwycona esencja pragnień propagatorów poprawności politycznej, które, mam nadzieję, nigdy nie zostaną zrealizowane.

Szczęście za wolność

Gdzie szukać źródeł tej groźnej ideologii, która spętała zachodnią cywilizację? Zapewne większość z nas umieściła by je gdzieś w okolicach Oświecenia. Myślimy o kształtowaniu się myśli totalitarnej ? instynktownie przywołujemy Rousseau i francuskich utopistów. Ale, tutaj ważne zastrzeżenie, chociaż jej rzecznicy będą się zarzekać, że jest ona oparta na nauce, Rozumie, suchych faktach, to niewiele będzie to miało wspólnego z rzeczywistością. Jest ona bowiem negatywnie nastawiona do wiedzy, doświadczenia i głęboko antyracjonalna. Blisko jej do gnozy ? tej odwiecznej pewności, że świat można oczyścić ze wszelkiego zła i stworzyć na nowo, piękny, wypełniony dobrymi, kochającymi się ludźmi. Wystarczy tylko chcieć. I podporządkować się woli tych, którzy już wiedzą, jak zadbać o nasze dobro. Rousseau oddał państwu nieograniczoną władzę nad jednostką, w imię jej wolności i wizji powszechnego szczęścia. Ogromu zbrodni, który nastąpił poprzez próbę realizacji tak określonych relacji, nie można zakwalifikować do kategorii nadużyć, wypaczeń dobrej idei. One były jej rdzeniem, elementem sprawczym przekonania, że w ten sposób uda się ?uczłowieczyć człowieka?.

Benjamin Constant w Zasadach polityki mających zastosowanie do wszystkich rządów zwracał uwagę na niebezpieczeństwo tyranii, która potrafi posługiwać się procesami demokratycznymi dla własnych celów i uzyskuje je nie poprzez ucisk, tylko przez zmuszenie ludzi do przyznania, że są wolni i że z powodu swojej wolności akceptują, ba, z całej duszy popierają jej działania. W ten sposób myśl Rousseau została przetrawiona przez pokolenie?68, a jego reprezentanci urzeczywistniają ją poprzez kulturę wysoką i niską, instytucje państwowe i ponadpaństwowe. Allan Bloom w Zamkniętym umyśle zauważył, że to właśnie niemiecki nihilizm z przełomu XIX i XX wieku wpłynął na rozwój amerykańskiej kontrkultury. Nie można też zapomnieć o tym, że wiele zawdzięcza ona także przemyśleniom włoskiego komunisty Antonio Gramsciego z lat 20. XX wieku. Warto w tym kontekście przywołać rok 1923, gdy grupa niemieckich marksistów założyła Instytut Badań Społecznych, lepiej znany pod nazwą Szkoły Frankfurckiej. Ich działalność wywarła wielki wpływ na amerykańskie uczelnie. ?Teoria krytyczna?, późniejsza ?dekonstrukcja?, pomieszanie Marksa z Freudem, duże wpływy obu totalitaryzmów ? to w tym środowisku wytworzył się charakterystyczny język ?poprawności politycznej?. Dzieci-kwiaty wciągnęły jego opary, a dziś zaczadzają nimi innych. Wspierają ich w tym posmoderniści, często byli marksiści, których ?filozofia? dostarcza środowiskom nowej i starej lewicy argumentów i pomaga w popkulturowy sposób opisywać świat i zawiłości życia.

Działalność tę ułatwia im fakt, że sprawują dziś niepodzielną władzę nad polityczno-kulturowo-rozrywkowo-naukowymi salonami. ?Miękki? totalitaryzm, tak podobny do swojego ?twardego?, sowieckiego odpowiednika, na razie trwa i, co gorsza, wciąż znajduje się na etapie rozwoju. Nie widać też możliwości przerwania tego szalonego biegu ku samozatraceniu, chociaż już coraz wyraźniej widać, że jego celem jest bezdenna przepaść, oznaczająca upadek naszej cywilizacji. A kruki i sępy już się zbierają. Skoro jednak motorem napędowym salonowych idei jest dziecinny iealizm, który nie zadaje pytań, nie bada faktów, nie zastanawia się nad konsekwencjami, tylko głośno, z fanatycznym przekonaniem wykrzykuje prostackie hasła, to nie ma się co dziwić, że daleko na takim paliwie nie ujedziemy. Podstawowym problem jest brak zrozumienia natury ludzkiej i patrzenie na społeczeństwo, na ludzkość, jako na całość, a nie jako na indywidualne istoty połączone wzajemnymi relacjami i wspólnie wyznawanymi wartościami. Stąd chęć zabawy w inżynierię społeczną, w stworzenie ?Nowego, Lepszego Człowieka?, który będzie żył w ?Nowym, Lepszym Świecie?. Aby do tego doprowadzić, należy ?przekonać go?, że ograniczenie jego wolności powodowane jest troską o zapewnienie mu ?Najlepszego ze Światów?. Sam przecież nie jest sobie w stanie poradzić.

Stare, sprawdzone bolszewickie metody

Przecież już to słyszeliśmy, prawda? Komunizm upadł w Europie, niby odrzucono tę ideologię, ale... tak nie do końca się z niej rozliczono. W porównaniu do hitleryzmu możemy śmiało powiedzieć, że czerwonym się upiekło. Brak uderzenia się w piersi intelektualistów, popierających ten system i ideologię w czasach istnienia ZSRS, był, mimo wszystko, czymś naturalnym. Tak jak naturalny dla człowieka jest strach przed byciem rozliczonym, także stanięcie w prawdzie przed samym sobą jest dla wielu ponad ich siły. Lewica europejska musiałaby dokonać przewrotu kopernikańskiego, by odrzucić całe dziedzictwo komunizmu. Nie dokonała tego i pomimo upadku muru berlińskiego nadal nawiązuje do komunistycznego, marksistowskiego dziedzictwa, nowomowy, centralizacji i próbuje przejmować kontrolę nad kolejnymi obszarami życia społeczeństw.

Nie ma się więc co dziwić, że Władymir Bukowski w wywiadzie zatytułowanym Łagodne wydanie ZSRS mówi o Unii Europejskiej, jako UE-SSR. Jego zdaniem ideologia, którą tworzą współczesne elity unijne, jest bliska takim ludziom jak Lenin czy Hitler, którzy byli socjalistami. Oni wszyscy, socjaliści, marzyli zawsze o rozpuszczeniu państw narodowych. Dziś słowo krytyczne wobec kierunku zmian, w jakim podąża Unia, uznawane jest za oznakę paranoi bezobiawowej, podobnie jak sprzeciwianie się nowym, skrajnie socjalistycznym pomysłom Baracka Obamy. Brak jakiejkolwiek poważnej dyskusji nad kierunkiem, w jakim podąża Unia i, szerzej, zachodnia cywilizacja, spowodowany jest zlaniem się polityki w jedno z ideologią i oderwaniem się tej hybrydy od rzeczywistości. W tym samym czasie doszło do wzmocnienia państwowego interwencjonizmu, który obsługuje coraz większa liczba biurokratów. Postęp, nowoczesność, europejskość ? mowa trawa ? nic więcej, tylko ignorancja i pogarda dla faktów, nauki i przede wszystkim człowieka.

Współczesne demokracje zachodniej cywilizacji, spętane poprawnością polityczną, mają zadziwiająco wiele cech wspólnych z systemami totalitarnymi. Łączy je dążenie do kontrolowania przez państwo wszystkich sfer życia obywateli, odgórne narzucanie poglądów, sposobu życia i wartości, tworzenie praw, które podważają naturalne wspólnoty i działają przeciwko oddolnej inicjatywie i przedsiębiorczości. Agnieszka Kołakowska pisze w książce Wojny kultur i inne wojny, że obywateli traktuje się jak dzieci, odmawia się im możliwości samodzielnego kształtowania życia i odpowiadania za swoje czyny. Państwo, zarządzane przez ?oświecone umysły?, narzuca im, jak mają żyć, myśleć i do czego powinni dążyć. Stąd manipulowanie językiem i fałszowanie historii. A wszystko to w służbie ideologii.

(...)

]]>
[email protected] (Petar Petrović) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 03:16:44 +0000
Wojna o duszę świata https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4005-wojna-o-dusz%C4%99-%C5%9Bwiata https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4005-wojna-o-dusz%C4%99-%C5%9Bwiata

Dramatyczne sytuacje niekiedy czynią z ludzi bohaterów. Tymczasem akceptowanie reguł marksizmu kulturowego zawsze i każdego człowieka przemieni w ludzką wesz. Dlatego ujawnianie kostropatej twarzy etycznego bolszewizmu człowiek rozumny winien traktować w kategoriach bitwy o duszę świata. O ludzkie sumienia. O elementarną przyzwoitość.

Jak Europa długa, szeroka i okrągła, z odbiorników telewizyjnych powszechnie rozlega się pospolite bębnienie, a w najlepszym razie mało konstruktywna ględźba polityków czy mainstreamowych dziennikarzy ? pospołu wycinających efektowne hołubce intelektualne. Innymi słowy, słyszymy muzykę bądź słowa, nie strzały.

A przecież dookoła nas toczy się wojna. Wojna o nas. O to, kim byliśmy, kim jesteśmy i kim się staniemy. Jak będziemy postępować, czego będziemy pragnąć, a nawet o to, o czym, kiedy i jak będziemy myśleć. Wojna o treść naszych słów i kształt naszych myśli. O naszą tożsamość i perspektywy.

Degrengolada moralna

Przypomnieć w powyższym kontekście, że cywilizacja białego człowieka (symbolicznie, symbolicznie) przechodzi kryzys, to odwołać się do eufemizmu. W istocie rzeczywistość dziczeje nam nie tylko w coraz większym stopniu, ale i z coraz większą, można powiedzieć, ekspresją. Nie jest żadną tajemnicą, że ludzie powszechnie głupieją, nasza współczesność zaś nieodwołalnie pogrąża się w bagnie tak zwanego postępu oraz tak zwanej nowoczesności (tę nadto banalną obserwację ktoś spostrzegawczy ujął przed laty finezyjnym aforyzmem, mówiącym, że skoro Pan Bóg stworzył świat z niczego, to nie dziwota, że w końcu to nic musi wyleźć na wierzch).

Na naszych oczach świat przewraca się do góry nogami, na potęgę doceniając to, co złe, brzydkie i niepoważne. A zaludnia ów świat banda pitekantropów, niepotrafiących dokonać podstawowej analizy ? ani dotyczącej siebie, ani otoczenia. Nie wspominając o analizie relacji między jednym a drugim.

To ludzie charakteryzujący się intelektualną mizerią. Tacy, którzy bezpowrotnie zatracili umiejętność formułowania pytań, więc zadowalają ich cudze odpowiedzi. To pokolenie zbudowane z telewizji. Żulia, dla której Bóg nie istnieje, bo nigdy nie widzieli Go na ekranie. Dla której archetypem, w miejsce szeroko pojętej szlachetności, stał się poklask (personalizując: uroda Lary Croft, marynarka Tomasza Lisa czy trzewiki Moniki Olejnik). Tacy ludzie kształtują swoje światopoglądy w oparciu o obsesje podrzucane im przez publikatory, zatem to owe obsesje determinują ich tożsamość.

Etyczna anomia plus moralna degrengolada ? to efekt podstawowy. Zaś clou nieszczęścia polega na tym, że większość tych antropologicznych dysfunkcji dostrzec można jedynie z poziomu zewnętrznego obserwatora.

Takim ?obserwatorem zewnętrznym?, choć mocno osadzonym w rzeczywistości, był na przykład Jan Paweł II. Postępująca na świecie sekularyzacja niepokoiła Go równie mocno co dechrystanizacja Europy, kryzys rodziny, zapaść demograficzna, utożsamianie aborcji, eutanazji oraz związków jednopłciowych z normą czy wreszcie upadek tradycyjnych wartości, skutkujący obłędem moralnego relatywizmu.

Czym jest polityczna poprawność

Owe symptomy przemian, pożerających cywilizację niczym gangrena, nie biorą się znikąd. Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, nie są bezosobowymi procesami. Przeciwnie, mają swe źródła w świadomie opracowanych koncepcjach i skutecznie wdrażanych strategiach. Strategiach, w których głównym orężem modelowania świata i ludzkiej kultury jest polityczna poprawność. To dzięki jej praktycznemu zastosowaniu możliwe stało się korodowanie filarów tożsamościowych cywilizacji euroatlantyckiej.

Polityczna poprawność to kulturowy marksizm. To marksizm przełożony z realiów ekonomicznych na realia kulturowe ? orzeka William S. Lind, amerykański publicysta, w eseju zatytułowanym ?The Origins of Political Correctness? (?Jak powstała polityczna poprawność?).

Lind (tłumaczenie Tadeusz Korzeniewski): Oba, marksizm ekonomiczny i kulturowy, używają metody analitycznej, która daje im odpowiedzi, jakich chcą. W przypadku klasycznego marksizmu tą metodą analityczną jest marksistowska ekonomia. W wypadku kulturowego marksizmu jest nią dekonstrukcjonizm. Dekonstrukcjonizm zasadniczo bierze jakikolwiek tekst, usuwa z niego całe znaczenie i wprowadza na to miejsce znaczenie pożądane. Tak więc otrzymujemy, na przykład, że cały Szekspir jest o opresji kobiet, czy że Biblia jest w istocie o rasie i płci. Wszystkie te teksty służą udowadnianiu, że ?cała historia jest historią, jaka grupa miała władzę nad jakimi innymi grupami?. Zatem podobieństwa są ewidentne między klasycznym marksizmem, z jakim zapoznaliśmy się w przypadku Związku Sowieckiego, i kulturowym marksizmem, jaki widzimy dzisiaj w postaci poprawności politycznej.

Dalej Lind powiada tak: Kiedy porównamy główne tezy politycznej poprawności z klasycznym marksizmem, analogie są oczywiste. I kontynuuje: Totalitarna natura politycznej poprawności nigdzie nie jest tak oczywista, jak na kampusach wyższych uczelni, z których wiele w tej chwili stało się pokrytymi bluszczem małymi Północnymi Koreami. Student czy profesor, który odważył się gdziekolwiek przekroczyć linię wytyczoną przez feministkę czy aktywistę praw gejów, czy miejscową grupę czarnych czy Latynosów, czy którąkolwiek z innych wyświęconych na ?poszkodowane? grup, wokół których obraca się ta sprawa politycznej poprawności, szybko znajdzie się w kolizji z prawem. W małym lokalnym systemie prawnym uczelni przedstawione są im formalne zarzuty i wymierzona kara, w procesach nierzadko przypominających sądy kapturowe. Tutaj próbujemy spojrzeć w przyszłość, jaką polityczna poprawność szykuje całemu narodowi.

(...)

]]>
[email protected] (Krzysztof Ligęza) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 03:14:06 +0000
Nienazywanie rzeczy po imieniu https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4004-nienazywanie-rzeczy-po-imieniu https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4004-nienazywanie-rzeczy-po-imieniu

Jeśli język służy nie tylko do przekazywania informacji, ale również kształtuje nasz obraz świata, wynika stąd, że kto zdobędzie władzę nad językiem, ten będzie mógł ? przynajmniej w pewnej mierze ? kształtować sposób, w jaki odbieramy otaczającą nas rzeczywistość.

Polityczna poprawność często postrzegana jest jako pewna aberracja towarzysząca realizacji lewicowych i postępowych projektów, jako zjawisko skrajne i czasem komiczne, mające swe źródło w fanatyzmie bądź głupocie. Takie lekceważące podejście jest nieuzasadnione i ryzykowne. Polityczna poprawność jest bowiem istotnym elementem rozbudowanej strategii realizowanej zgodnie z zasadami sztuki wojny Sun Tzu, który podkreślał, że istotą wojny jest wprowadzanie w błąd. Polityczna poprawność do tego właśnie służy: jej celem jest stworzenie błędnego, wykoślawionego i rozmytego obrazu rzeczywistości, swego rodzaju fantomatycznego świata, w którym mieliby żyć ?nowi ludzie?.

Zjawisko to doskonale zbadał George Orwell w książce Rok 1984, pisząc o ?nowomowie?, ?myślozbrodni? itp. Przejęcie władzy nad światem symboli, idei, pojęć i potocznych słów, celowa manipulacja nimi, zmiana ich sensu ? aż do skrajności, w której czarne staje się białe, a zło dobrem ? to podstawowy zabieg, niejako działanie przygotowawcze każdej formy totalitaryzmu. Przemoc przychodzi później, zresztą nie zawsze jest konieczna. Można sobie wyobrazić ludzi zindoktrynowanych do tego stopnia, że nie ma potrzeby stosować już wobec nich przymusu, aby zachowywali się zgodnie z wytycznymi władzy: ludzie ci sami siebie nadzorują. Taka tresura jest możliwa, co pokazują zarówno dawne reżimy komunistyczne, jak i współczesne ?liberalno-demokratyczne? państwa Zachodu.

Cel zabiegów dokonywanych pod szyldem politycznej poprawności jest zatem prosty: zniekształcić potoczny język, aby wyrugować zeń tradycyjne opozycje, rozmyć dotychczasowe znaczenia, wprowadzić nowe i wymusić na jego użytkownikach różne formy autocenzury i samokontroli, a w konsekwencji, poprzez zmianę sfery leksykalnej, wpłynąć na samą percepcję rzeczywistości. Pierwszy etap realizacji tego celu polega na uczynieniu pewnych słów czy zwrotów przedmiotem publicznego zainteresowania i debaty; drugi etap wiąże się z doprowadzeniem do regulacji prawnych, takich jak np. penalizacja pewnych wypowiedzi; etap ostatni to uzyskanie trwałych skutków w codziennej komunikacji ludzi, którzy sami z siebie zaczynają realizować standardy nowomowy (zresztą czasem etap ten osiąga się bez konieczności prawnych regulacji, wystarczy przyjrzeć się np. aktualnemu używaniu terminu ?faszysta?).

(...)

]]>
[email protected] (Zbigniew Nowicki ) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 03:10:51 +0000
Niepoprawny patriotyzm https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4003-niepoprawny-patriotyzm https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4003-niepoprawny-patriotyzm

Naród, który traci pamięć, traci sumienie ? to stwierdzenie Zbigniewa Herberta powtarzane jest w różnych formach od lat przez polskich konserwatystów. Przypomnienie, jak ważna dla narodu jest pamięć historyczna, tożsamość narodowa, patriotyzm, oddaje to, co dzieje się z nimi w Polsce od początku III RP.

Polska, rozpoczynając budowę swojej bardzo ułomnej jak dotąd demokracji, złożyła na ołtarzu transformacji wzmacnianie w społeczeństwie umiłowania do ojczyzny i przywiązania do niej. Można by wiele pisać o przyczynach takiego stanu rzeczy. Złożyło się na to m.in. włączenie w III RP antypolskich elit komunistycznego establishmentu, które zajęły kluczowe dla kształtowania opinii publicznej pozycje i stanowiska. Obsadziły media, świat kultury, nauki i wiele innych obszarów. Ich silna pozycja w ?demokratycznym państwie? w sposób oczywisty uniemożliwiła budowę społeczeństwa skupionego wokół polskich interesów narodowych, o silnej pamięci historycznej oraz czułego na sprawy narodowe. Choć przyczyn słabego poziomu identyfikacji Polaków z polskością jest więcej ? wpłynęło na to również poddanie się regułom globalizacji ? ciekawsze wydają się mechanizmy, jakimi z Polaków wykorzenia się polskość.

?Okropny? patriotyzm

Wydaje się, że najważniejszą metodą walki z narodem i patriotyzmem jest dziś poprawność polityczna. Tzw. polskie elity przekonują opinię publiczną od dawna, że trzymanie się polskości i tradycji jest przejawem staroświeckości, powodem do wstydu i czymś, co trzyma nas w kulturze krajów trzeciego świata. W imię mody, trendów i tym podobnych zjawisk walczy się dziś z przejawami przywiązania do kraju i wzmacnia kosmopolityzm. Symboliczna była reprymenda, jaką usłyszał jeden z uczestników telewizyjnego show muzycznego. Gdy zaśpiewał piosenkę o patriotyzmie dowiedział się, że to są bogoojczyźniane patriotyzmy jakieś. Okropne. Za swój utwór został wyśmiany i odesłany do domu.

Walka z odczuciami patriotycznymi przybiera w kraju często również postać ekstremalną. Przykładem tego były wydarzenia z 11 listopada. Marsz Niepodległości 2011 od początku był atakowany, a jego uczestnicy wyszydzani. Jednak, gdy okazało się, że zainteresowanie imprezą jest ogromne, polska lewica postanowiła zaprosić zagraniczne bojówki, by zablokowały patriotyczny pochód. Po starciach z policją oraz burdach zatrzymano wielu chuliganów, zarówno tych z obozu antyfaszystów, jak i tych, którzy próbowali się podłączyć pod Marsz Niepodległości (choć dziś już wiadomo, że aktywiści lewaccy byli znacznie częściej zatrzymywani). Od tych, którzy robili burdy udając, że są patriotami, niemal z miejsca odwrócili się i odcięli wszyscy. Niemieckich i polskich aktywistów, którzy napadali Polaków i policję, broniła polska lewica, m.in. hołubione przez państwo środowisko ?Krytyki Politycznej?. W imię poprawności politycznej okazało się, że elity chcą przejść do porządku dziennego nad zdradzieckim zaproszeniem zagranicznych bojówek do Polski. Trudno o bardziej jaskrawy przykład niegodziwości, jakimi posługują się antypolskie środowiska. W imię poprawności politycznej są one w stanie promować napadanie na Polaków przez zagraniczne hordy.

Antynarodowa poprawność

Choć poprawność polityczna widoczna jest w polskiej debacie publicznej od początku, w ostatnim czasie ten sposób myślenia przybiera na znaczeniu. Widać go również w rozumowaniu i działaniu polityków oraz urzędów. Platforma Obywatelska w imię poprawności politycznej zrezygnowała z walki o interesy narodowe. Zamiast tego mami obywateli ideami europejskości, nowoczesności oraz dobrych kontaktów z partnerami międzynarodowymi. Sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez tandem Sikorski-Tusk oraz rządowa propaganda powoduje, że opinia publiczna coraz częściej nie patrzy na politykę jako na metodę realizowania postulatów państwa narodowego, ale jako na budowę nowej utopijnej rzeczywistości. To prowadzi do obniżenia statusu Polski na arenie międzynarodowej oraz braku możliwości realizowania wyznaczonych celów. Skoro po spotkaniach ze światowymi przywódcami nie oczekuje się konkretnych i wymiernych sukcesów, tylko dobrego wrażenia i miłych spotkań, trudno, żeby Polska znaczyła cokolwiek w świecie. Nikt jej bowiem nie traktuje jako wymagającego partnera w rozmowach na szczeblu państwowym.

Niestety, coraz wyraźniej widać, że podejście opiniotwórczych elit do Polski i polskości, interesów narodowych oraz naszej ojczyzny powoduje osłabienie znaczenia Polski na świecie oraz przywiązania do kraju w społeczeństwie. Jeśli tendencje się nie zmienią, Polacy mogą przestać czuć się obywatelami polskimi i zacząć myśleć o sobie jako o ?obywatelach świata?, ?obywatelach Europy? czy identyfikować się z innymi, sztucznymi grupami paranarodowymi. To skarze Polskę na bycie czwartą ligą wśród państw, ponieważ obywatelom przestanie zależeć na ich prawdziwej ojczyźnie.

PO-prawni

Wejście Platformy Obywatelskiej na drogę poprawności politycznej stało się jednym z elementów walki politycznej z największą konkurencyjną partią, PiS. Ugrupowanie kierowane przez Jarosława Kaczyńskiego odwołuje się do interesów narodowych i wzmacnia patriotyzm wśród obywateli. Donald Tusk zdobycie władzy w 2007 roku zawdzięcza negacji wszystkiego, co kojarzy się z PiS-em. W imię tego zrezygnowano więc z realizowania polityki w sposób, jaki prezentuje PiS. Niestety, odbija się to i będzie się odbijało na polskich obywatelach i stanie naszego państwa.

Negatywne skutki przyjętej przez rząd PO strategii pogłębia sytuacja w krajach sąsiadujących z Polską. Jesteśmy otoczeni przez państwa, które m.in. prowadzą coraz silniejszą politykę historyczną, wzmacniają patriotyzm, a często i nacjonalizm swoich obywateli. Choć dzieje się to z różnych powodów i motywacji, w każdym przypadku odbywa się z uszczerbkiem dla Polski. W czasie, gdy my udajemy, że interesów narodowych nie ma, za naszymi granicami interesy robi się naszym kosztem. Rosja, Litwa, Białoruś, Ukraina, Niemcy ? polityka w tych krajach rykoszetem uderza w Polskę i jej interesy. Co ciekawe, na Litwie, Ukrainie oraz w Niemczech antypolska w rezultacie działalność władz jest związana właśnie z prowadzeniem silnej kampanii tożsamościowej.

(...)

]]>
[email protected] (Stanisław Żaryn) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 03:05:06 +0000
Zło naszych czasów i jak z nim walczyć https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4002-z%C5%82o-naszych-czas%C3%B3w-i-jak-z-nim-walczy%C4%87 https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4002-z%C5%82o-naszych-czas%C3%B3w-i-jak-z-nim-walczy%C4%87

Rzeź niewiniątek ? tak zaczyna się artykuł w ?New York Timesie? z 23 sierpnia 1871 r., będący wynikiem dziennikarskiego śledztwa dotyczącego zabijania nienarodzonych w Nowym Jorku. Tysiące istot ludzkich mordowanych jest, zanim ujrzy światło dzienne, a dodatkowe tysiące dorosłych nieodwracalnie rujnuje swój organizm, zdrowie i szczęście ? czytamy dalej. Czy można dziś napisać coś równie celnego i prawdziwego? Kiedyś prasa była naprawdę czwartą władzą i potrafiła przeciwstawić się złu. A dzisiaj?

W artykule tym reporter Augustus St. Clair relacjonował: Zbrodnie te popełniane są w takiej tajemnicy, a sprawcy tak sprytnie nagabują swoje ofiary, że zebranie dowodów i świadków jest prawie niemożliwe. Fakty są ukrywane przed opinią publiczną tak przebiegle, a pozory tak pieczołowicie strzeżone, że jak dotąd ujawniono bardzo niewielki zarys tej okropnej prawdy. Jednak nawet gdyby tylko część wyłapanych przez przedstawicieli ?New York Timesa? faktów z potwornego ich ogromu odkryła na papierze ohydną prawdę, czytelnik musiałby wzdrygnąć się na ten zatrważający obraz. Czytanie dziś takiej relacji, choć napisanej lekko archaicznym językiem, poraża trafnością doboru słów, a przez to swoją prawdziwością. Nie pojawia się w nich politycznie poprawna terminologia, zmyślnie i taktycznie opracowana przez aborcjonistów, a słowo ?aborcja? wcale nie jest w nim używane. Czytamy za to czystą prawdę, bez zaciemniania obrazu manipulacjami słownymi i gimnastyką nowomowy.

Misja gazety

Trudno dziś uwierzyć, że NYT mógł tak stanowczo i udanie bronić życia nienarodzonych. A jednak dla dziennikarzy było jasne, że prawo musi być zmienione, a potem egzekwowane i respektowane. Pisali również wprost, że i tego domaga się amerykańskie społeczeństwo. Z tego powodu ludzie prasy uznali za ważne nie tylko demaskowanie i pokazywanie prawdy, ale również ostre atakowanie lekarzy trudniących się haniebnym procederem i publikowanie ich nazwisk. Gazeta również nawoływała do większego zaangażowania się organizacji prywatnych, szczególnie Kościołów, którym sugerowano mówienie o zbrodni z każdego możliwego pulpitu. Z literatury poświęconej temu tematowi wynika, że gazeta ta stanęła po stronie życia około roku 1870 r. Celem publikacji było napiętnowanie braku działań policji w walce z zabijaniem poczętych dzieci (również z jego reklamą), zmiana prawa i utrwalenie moralnych postaw opinii publicznej. Wydawca gazety Louis Jennings uważał bowiem, że oprócz prawnego zakazu potrzebna jest świadomość społeczna traktująca tę formę zabójstwa z ogromnym obrzydzeniem. Wiedział również, że aby ten wstręt wzbudzić, trzeba opisywać ludzkie historie za pomocą niekonwencjonalnego dziennikarstwa (prowokacji, działań pod przykrywką).

Dziennikarskie śledztwo

Dlatego właśnie kazał swojemu dziennikarzowi odwiedzić nowojorskich aborterów wraz z kobietą pod pozorem szukania pomocy ?w kłopocie?. Śledztwo trwało kilka tygodni, rezultatem był tekst The Evil of the Age (Zło naszych czasów), z którego pochodzą powyższe fragmenty. Reporter nie bał się w nim nazwać zabijania nienarodzonych złem w życiu społecznym (...) zakazanym przez prawo Boskie i ludzkie i mówić o hurtowym morderstwie (...) rzadko wyłapywanym, zakłócanym i karanym prawnie. Po odwiedzeniu około dziesięciu aborterów opisał, że kobiety i mężczyźni, którzy są zamieszani w ten skandaliczny biznes, należą, z małymi wyjątkami, do najgorszego rodzaju hochsztaplerów. Ustalił bowiem, że w tym mieście lub w jego pobliżu istnieje duża liczba wykształconych lekarzy i lekarek, którzy żyją i prosperują z tych kryminalnych praktyk. Inni są najpodlejszymi konowałami. Wśród aborterów wymienił nie tylko lekarzy, położne i pielęgniarki, ale również szewca, golarza, kowala, i drukarza. Reporter nie miał żadnego problemu z ujawnieniem ich nazwisk, adresów i cen świadczonych ?usług?, gdyż rozumiał, że metody [aborcyjne] są nielegalne, nieetyczne i niezmiernie niebezpieczne. Jako przykład opisał ?gabinet? doktora Evansa, w którym znaleziono rozkładające się w beczkach z wapnem i kwasem fragmenty ludzkie, uznane za szczątki nienarodzonych dzieci.

(...)

]]>
[email protected] (Natalia Dueholm) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 03:00:14 +0000
Co to jest ?faszyzm?? https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4001-co-to-jest-?faszyzm?? https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4001-co-to-jest-?faszyzm??

W języku współczesnej politycznie poprawnej nowomowy termin ?faszysta? stał się najgorszą obelgą. ?Faszystami? są wszyscy wrogowie postępowej lewicy ? chrześcijanie, patrioci, konserwatyści, przedstawiciele ruchu pro-life, a czasem nawet zwolennicy wolnego rynku. Na dodatek panuje przekonanie, że ?faszyzm? jest tożsamy z ideologią hitlerowską, którą z kolei uważa się za skrajnie prawicową. Czas przyjrzeć się tej wielkiej językowej mistyfikacji.

Różnica między faszyzmem a narodowym socjalizmem jest porównywalna do różnicy pomiędzy współczesną niemiecką partią socjalistyczną SDP a Czerwonymi Khmerami, choć przecież nie do pomyślenia jest ich istnienie bez wspólnego marksistowskiego ojcostwa. Helmut Schmidt oburzyłby się jednak, gdyby go nazwać bolszewikiem, Pol Pota zaś socjaldemokratą. Pamiętajmy jednak, że Lenin zaprzestał nazywać siebie socjaldemokratą dopiero na sześć lat przed śmiercią. ?Narodowy socjalista? to słowo znacząco dłuższe od ?faszysty?, przez co niewygodne w użyciu, podczas gdy sami narodowi socjaliści chętnie posługiwali się określeniem ?Nazi? (nazista), dawnym austriackim, a konkretnie bawarskim skrótem imienia ?Ignaz?.

Spór między światowym komunizmem a innymi konkurencyjnymi systemami totalitarnymi rozpoczął się od włoskiego faszyzmu, który urodził się wprawdzie później niż narodowy socjalizm, ale szybciej doszedł do władzy, ponieważ drogi lud nie doceniał intelektualnych oraz duchowych zalet narodowego socjalizmu i traktował je jako kiepski żart. ?Oficjalna? komunistyczna definicja faszyzmu brzmiała jednak następująco: faszyzm to jawna dyktatura terrorystyczna w większości reakcyjnych, szowinistycznych i imperialistycznych elementów kapitału finansowego. Tak ustaliło plenum komitetu wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej w grudniu 1933 r.. Kaftan bezpieczeństwa marksistowskiego prymitywizmu narzucił materialistyczną interpretację tego nowego, bardzo nieprzyjemnego i nieprzewidzianego zjawiska. Była jednak tak nieprawdziwa, że niemal natychmiast stawała się zrozumiała i odniosła sukces.

Między faszyzmem i niemieckim narodowym socjalizmem istniało oczywiście wiele podobieństw, jak zresztą między wszystkimi lewicowymi partiami i ideologiami (to samo dotyczy narodowego socjalizmu i internacjonalizmu). Obaj dyktatorzy nienawidzili elementów ?burżuazyjnych? oraz szlachty i była to nienawiść odwzajemniona. Mamy tam odrzucenie ?plutokracji?, połączone z proletaryzmem, podkreślanie kwestii ?socjalnych?, co chwalił nawet przywódca komunistów Palmiro Togliatti, przede wszystkim jednak lewicowy charakter obu partii, co ku wściekłości współczesnych włoskich lewicowców uwydatnił zwłaszcza biograf Duce, Renzo de Felice. Obaj, Hitler i Mussolini, byli oczywiście wrogami monarchii, każdy na swój sposób. Hitler był jednak prawdziwym przywódcą i pełnokrwistym demagogiem, Mussolini zaś typowym włoskim politykiem i w przeciwieństwie do Hitlera prawdziwym rewolucjonistą. Tak jak Hitler, Mussolini był socjalistą w szerszym znaczeniu tego słowa, nie tylko politykiem ?myślącym społecznie?. Gdy został złapany przez partyzantów pod Dongo, ci krzyczeli do niego, twórcy Repúbblica Sociale Italiana: Dlaczego zdradziłeś socjalizm?

Także Julius Evola, doskonały, choć jednocześnie perwersyjny myśliciel pogańskiej prawicy, traktował faszyzm jako ruch lewicowy, który nie miał niczego wspólnego z autentyczną prawicą. Przecież w artykule dla Enciclopedia Italiana Mussolini sam napisał, że nie darzy konserwatyzmu sympatią. Jego duchowymi mistrzami byli, o czym sam zresztą mówił, Sorel, Péguy, Lagardelle, Nietzsche, ale nie (co wyraźnie podkreślał) de Maistre. Podstawą jego ideologii nie był jednak naród, rasa lub klasa, lecz państwo. Pod tym właśnie względem faszyzm różnił się zasadniczo od narodowego socjalizmu i to nie Mussolini, ale Hitler, zapisał potworną kartę dziejów.

Już choćby dlatego pojawia się pytanie, czy wolno mówić ogólnie o ?globalnym? zjawisku faszyzmu. ?Faszystowskie? nie są ani rumuńska ?Żelazna Gwardia?, ani hiszpańska Falange, portugalska Phalange, a już na pewno nie narodowy socjalizm. Można mieć wątpliwości, czy faszyzm w ogóle da się jakoś zdefiniować, i właśnie dlatego istnieje niebezpieczeństwo nadużywania tego pojęcia.

(...)

]]>
[email protected] (Erik von Kuehnelt-Leddihn) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 02:40:42 +0000
Medice, cura te ipsum https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4000-medice-cura-te-ipsum https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2011/item/4000-medice-cura-te-ipsum

28 października napisałem do redakcji ?Najwyższego Czasu?:

Prostuję informację, podaną przez Was w Listach do redakcji, w numerze 44-45: ?Najwyższy Czas!? był nie drugim, a trzecim periodykiem, który w 1992 r. opublikował listę Macierewicza. Jako pierwszy listę zamieścił wydany w dużym nakładzie numer ?Solidarności Walczącej?. Tygodnik ?Tak? przedrukował ją z ?SW?. Maczałem akurat palce w obu tych publikacjach ? byłem w tym czasie jednym z redaktorów ?SW?, a jednocześnie redaktorem technicznym ?TAK?. Za opublikowanie listy redaktorów ?SW? próbowała ścigać poznańska prokuratura (mam zachowane wezwanie na przesłuchanie w tej sprawie), jakoś szybko jednak zrezygnowała. Proszę o opublikowanie sprostowania.

Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi i sprostowania nie zamieszczono.

?Najwyższy Czas!? często wytyka dziennikarzom ?Gazety Wyborczej? odmowę publikowania sprostowań. Jak jednak widać, stosuje te same standardy dziennikarskie.

]]>
[email protected] (Romuald Lazarowicz) nr 12/120, grudzień 2011 r. Wed, 30 Nov 2011 02:21:11 +0000