2012 https://www.opcjanaprawo.pl Sat, 14 Dec 2019 08:38:45 +0000 Joomla! - Open Source Content Management pl-pl Od Redakcji https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4261-od-redakcji https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4261-od-redakcji

Wychodząca od 2001 roku ?Opcja na Prawo? to najdłużej ukazujący się nieprzerwanie miesięcznik o charakterze liberalno-konserwatywnym. W ciągu jedenastu lat istnienia przez łamy pisma przewinęło się wielu autorów będących najważniejszymi piórami polskiej prawicy, ale nie tylko, pismo bowiem od początku stawiało sobie za cel prezentowanie różnych punktów widzenia, również niepopularnych. Pozbawiona dotacji i reklam, ?Opcja? była przedsięwzięciem całkowicie prywatnym i w pełni niezależnym ? od partyjnych programów, biznesowych układów, państwowych i prywatnych sponsorów, wszelkiego rodzaju fundacji, organizacji czy stowarzyszeń. Jako redaktorzy i autorzy mogliśmy sobie pozwolić na rzadko spotykany w Polsce luksus: pisaliśmy i publikowaliśmy to, co chcieliśmy, to, co myślimy, nie ulegając ani zewnętrznej cenzurze, ani coraz częstszej w środowiskach dziennikarskich autocenzurze. Mimo licznych propozycji, nie staliśmy się tubą żadnej partii i żadnej nie baliśmy się krytykować ? również wtedy, jeśli w powszechnej opinii uchodziła za depozytariusza idei konserwatywnych bądź liberalnych. ?Opcja? była pismem, w którym przede wszystkim liczyło się własne, prywatnej zdanie jej autorów ? ich poglądy mogły być dziwne, dyskusyjne i całkowicie odbiegające od tego, co głosił tzw. ogół, ale o ile były przedstawione w rzetelny sposób, chcieliśmy je publikować. Przez cały czas swojego istnienia ?Opcja? napotykała trudności ? chodzi nie tylko o notoryczne trudności związane z dystrybucją, ale również próby wpływania na pismo poprzez oskarżanie go o rozmaite grzechy przeciwko wszechpanującej politycznej poprawności. Wszystko to nie zdołało nas zniechęcić, co więcej, zmobilizowało do poszerzenia działalności edytorskiej: skromna na początku ?Biblioteka Opcji na Prawo? stopniowo przekształciła się w wydawnictwo, które do tej pory opublikowało już kilkadziesiąt cieszących się wielkim powodzeniem książek, rozwijających idee prezentowane w piśmie. W ten sposób, mimo ograniczonego nakładu i braku reklamy, zarówno ?Opcja?, jak i jej ?Biblioteka? stały się w pewnej mierze kulturotwórcze, dostarczając zarówno nowych idei, jak i tematów do dyskusji.

Numer, który trzymacie Państwo w rękach, jest ostatnim numerem ?Opcji? jako miesięcznika ? o niektórych powodach takiej decyzji pisze na kolejnych stronach wydawca ?Opcji?. Od nowego roku pismo ukazywać się będzie w trybie kwartalnym, nadal realizując dawną misję, w czym pomogą nam ? mamy nadzieję ? zarówno  starzy, jak i nowi autorzy. Liczymy na to, że ta nowa formuła spotka się z Państwa zainteresowaniem. A zatem w styczniu szukajcie Państwo na półkach salonów prasowych kwartalnika ?Opcja na Prawo?.

Redakcja

]]>
[email protected] () nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 18:04:48 +0000
Nowe rozdanie https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4260-nowe-rozdanie https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4260-nowe-rozdanie

?Opcja? zaistniała po raz pierwszy na rynku prasowym na początku lat 90. ubiegłego wieku, a jej twórcami byli ludzie związani z podziemiem niezgadzający się z poglą­dami głoszonymi przez środowiska, które opanowały polską opozycję ? środowiska związane z KOR-em, lewicą laicką, których symbolem i propagandowym narzędziem stała się ? i jest do tej pory ? ?Gazeta Wyborcza?. Naszym celem było pokazywanie prawdy o rzeczywistości, a nie kolejne jej zakłamywanie, ambicją zaś stworzenie jakiejś przeciwwagi ideowej i politycznej dla tego nurtu myślowego, który wówczas w Polsce dopiero się umacniał, a który dziś niemal całkowicie opanował rynek mediów.

Po kilku latach ze względów eko­nomicznych pismo przestało istnieć, a każdy z nas zajął się czymś innym. Kolejna wersja ?Opcji? ? już jako ?Opcja na Prawo? ? została powołana do ży­cia w 2001 roku. Wierzyłem, że uda się stworzyć pismo w pełni niezależne od grup politycznych i biznesowych, pismo pre­zentujące różne, również kontrowersyjne opinie, które będzie wierne prawdzie, a nie programowi politycznemu tej czy innej partii ? nieważne czy prawicowej, czy le­wicowej. Pismo, które będzie prezentować poglądy oryginalne, zmuszające do myśle­nia, niebędące kalką tego, co mówią inni. Przez wiele lat wydawało mi się, że cel ten, przynajmniej w pewnej mierze został osią­gnięty, a ?Opcja? nie tylko stała się pismem dla pewnej grupy czytelników ważnym i na miarę swych możliwości ideotwórczym, ale również umożliwiła uruchomienie wy­dawnictwa publikującego książki idące pod prąd temu, co płynie z głównym nur­tem. W ciągu kolejnych lat pojawiały się nowe pozycje m.in. Warrena H. Carrolla, Pata Buchanana, a także Song Hongbinga, którego Wojna o pieniądz wywołała żywe zainteresowanie nie tylko w środowiskach konserwatywnych.

Niestety, dziś, po wielu latach muszę stwierdzić, że obecna formuła ?Opcji? wy­czerpała się. O ile wydawnictwo Wekto­ry wciąż jest w stanie oferować czytelnikom nowe i płodne idee, o tyle ?Opcja? prze­ciwnie, stała się pismem wtórnym i mało kreatywnym. Jako wydawcę od dłuższego czasu niepokoiło mnie, że opinie prezento­wane w piśmie w dużej mierze pokrywają się z tym, co można znaleźć w większości pism uważanych za prawicowe, że ?Opcja? zaczyna śpiewać w jednym chórze, tracąc swoją niezależność od partyjnych sporów i doraźnych animozji. Co gorsza, znajdo­wałem w ?Opcji? coraz częściej narzekania i utyskiwania na rzeczywistość połączone z absolutną niezdolnością do rzetelnej, obiektywnej diagnozy obecnej zapaści ? politycznej, kulturowej, ekonomicznej. O tym, że jest źle, wszyscy doskonale wie­my ? chodzi o to, aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jest źle i co ewentualnie możemy zrobić, aby było lepiej. Aby jed­nak na takie pytanie odpowiedzieć, trzeba być zdolnym do niezależnej i realistycznej oceny sytuacji, a zarazem krytycznego spojrzenia na te opinie, które uważane są za najbardziej oczywiste ? a także krytyczne­go spojrzenia na siebie, własne pomysły i wartości. Mówiąc konkretnie, oznacza to, np. w geopolityce, pozbycia się rozmaitych fobii ? antyrosyjskich, antyniemieckich, antyżydowskich, a zarazem ostudzenia naiwnych miłości ? do Europy, do USA, do Gruzji itp.; wymaga jasnego zdiagno­zowania naszych możliwości, bliższych i dalszych celów i dostępnych środków ich realizacji; wymaga wreszcie opuszcze­nia kolein myślenia, w których tkwimy, myślenia mitycznego i skoncentrowanego na ciągłym rozpamiętywaniu przeszłości, przesłaniającego nam to, co dostępne jest teraz i co możemy osiągnąć w przyszłości. Historia narodu to rzecz niezmiernie waż­na, to skarbnica wiedzy i źródło tradycji, ale polityka oznacza grę interesów ? jeśli chcemy cokolwiek ugrać, musimy trakto­wać innych tak, jak inni traktują nas ? nie przez pryzmat sentymentów, ale korzyści ? doraźnych i długofalowych. Brytyjski premier Henry Temple powiedział: Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony. I tym hasłem powinniśmy wresz­cie zacząć się kierować.

(?)

]]>
[email protected] (Józef Białek) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 18:02:49 +0000
System jest domykany https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4259-system-jest-domykany https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4259-system-jest-domykany

Wprawdzie communis opinio doctorum raz na zawsze potępiła teorie spiskowe ? zwłaszcza tłumaczące różne fenomeny działa­niami tajniaków, bo jak wiadomo, tajniaków ?nie ma? ? ale zabobon ten odradza się na podobieństwo hydry. Inna rzecz, że odradzaniu się zabobonu sprzyjają rozmaite zagadkowe wydarzenia.

Oto w lipcu 1992 roku, będąc naczel­nym redaktorem ?Najwyższego Czasu!?, opublikowałem w tym piśmie tzw. listę Macierewicza pod tytułem Co było przy nazwiskach. Chodziło o to, że minister Macierewicz przekazał był przewodniczą­cym klubów i kół poselskich zalakowane koperty, zawierające fiszki z nazwiskami osób zarejestrowanych przez UB i SB jako tajni współpracownicy lub ?kontakty operacyjne? oraz z adnotacjami o pseudo­nimach, a także ? kiedy nastąpiła rejestra­cja, kiedy współpraca ustała i co stało się z dokumentacją. Nawiasem mówiąc, snop światła na sprawę dokumentacji rzucała informacja zawarta w Informacji o stanie zasobów archiwalnych MSW przekazanej każdemu posłowi i senatorowi. Chodziło o to, że przed rozpoczęciem niszczenia do­kumentacji MSW, co odbywało się w latach 1988-1990, wszystkie dokumenty zostały zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach, z których dwa są za granicą, a jeden ? w kraju. Ta informacja pozwala lepiej zrozumieć przyczyny, dla których tak wiele autorytetów moralnych nagle zaczyna chodzić jak w zegarku. Więc kiedy już minister Macierewicz te koper­ty przekazał, przewodniczący jednego z ówczesnych klubów parlamentarnych zwołał zebranie klubu i kiedy wszyscy już zasiedli na swoich miejscach, pokazał koperty z nienaruszonymi pieczęciami i powiedział: nie zaglądałem ? ale kto był, niech wstanie. Wstało trzech po­słów, wśród nich jeden ? niepotrzebnie. Jak wiadomo, w następstwie tego rząd premiera Olszewskiego upadł w atmosfe­rze przypominającej zamach stanu, a ów­czesny autorytet moralny w osobie prof. Bronisława Geremka próbował oskarżać o przygotowywanie zamachu stanu człon­ków obalonego rządu. Widocznie jed­nak razwiedka pragnęła uniknąć procesów, podczas których z pewnością wydostałyby się jakieś śmierdzące dmuchy, kompromi­tując naszą młodą demokrację i jej Ojców Założycieli, więc wszystko zakończyło się wesołym oberkiem, którego końcową frazę, finalne hop, dziś, dziś! stanowił wy­rok Trybunału Konstytucyjnego, stwier­dzający sprzeczność uchwały lustracyjnej Sejmu z konstytucją.

Więc kiedy już wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu sprawy po myśli razwiedki, w lipcowym numerze ?Najwyższego Czasu!? ukazała się lista konfidentów1. W redakcji, zazwyczaj sennej, rozdzwoniły się telefony; ludzie z odległych zakątków Polski dzwonili z zamówieniami na egzemplarz gazety, gotowi płacić bajońskie sumy, żeby tylko go dostać, bo ? jak twierdzili ? nigdzie nie można go kupić. Było to trochę dziwne, bo dotychczasowy nakład ok. 65 tys. egzem­plarzy w zupełności zaspokajał potrzeby czytelnicze, a nawet był zbyt duży, o czym świadczyły zwroty na poziomie 20 pro­cent. Więc kiedy w raporcie otrzymanym z ?Ruchu? przeczytałem, że zwroty akurat tego numeru gazety sięgnęły 85 procent, zrozumiałem, że prawie cały nakład został od razu skierowany na przemiał. Za pomocą teorii spiskowej wyjaśnienie tej zagadki nie jest trudne, ale cóż poradzić, kiedy ?realiści?, którzy teraz, po podpi­saniu przez Patriarchę Cyryla i JE abpa Józefa Michalika Przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego, zyskali dla swego punktu widzenia coś w rodzaju sankcji nadprzyrodzonej, zdecydowanie teorie spiskowe, zwłaszcza z udziałem razwiedki, odrzucają?

Od tamtej pory minęło 20 lat, więc wy­dawać by się mogło, że ówczesne niecne praktyki niewidzialnej ręki można trakto­wać wyłącznie w czasie przeszłym ? ale cóż z tego, kiedy słyszę, że miesięcznik ?Opcja na prawo? właśnie upada między innymi z powodu psot czynionych mu przez dystrybutora? Te psoty same się nie dokonują; jakaś niewidzialna ręka musi tym kierować ? być może nawet ta sama, co i przed 20 laty? Z jednej strony dowodziłoby to chwalebnej ciągłości na­szego, a właściwie nie tyle ?naszego?, co państwa, którego jesteśmy obywatelami, a z drugiej ? nieustającej aktualności spo­strzeżenia poczynionego przez jakiegoś starożytnego obserwatora działalności cesarza Wespazjana: wilk zmienia skórę, lecz nie obyczaje. Zatem jeśli odrzucimy potępione teorie spiskowe, to musimy przyjąć, że ?porządkowanie? rynku me­dialnego dokonuje się samoistnie ? a że akurat w kierunku pożądanym przez ra­zwiedkę ? gdyby oczywiście ist­niała ? to tylko taki wybryk natury, jakich mnóstwo zdarza się w polityce, gdzie, jak wiadomo, panuje pełny spontan i odlot.

(?)

]]>
[email protected] (Stanisław Michalkiewicz) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 17:59:17 +0000
Demokracja w krzywym zwierciadle https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4258-demokracja-w-krzywym-zwierciadle https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4258-demokracja-w-krzywym-zwierciadle

Polski rynek medialny jest pełen patologii, które wpływają na życie polityczne i wy­krzywiają polską demokrację. Czy można w ogóle mówić jeszcze w Polsce o reżimie de­mokratycznym?

Dahl, który zajmował się reżimami demo­kratycznymi, opracował siedem warunków istnienia demokracji. Jego proceduralna teoria demokracji zawiera m.in. zna­ne wszystkim i powszechnie stosowane kryteria dotyczące równego prawa do głosowania i kandydowania każdego oby­watela czy kwestie swobód obywatelskich. Jednak zdaniem politologa demokracja to coś więcej. W swojej pracy głosił, że nie ma demokracji bez pluralistycznego i różnorodnego rynku mediów, które zapewniają rzeczywistą różnorodność przekazu i wolność słowa. Nie ma prawdzi­wej demokracji, jeśli każdemu obywatelo­wi rzeczywistość nie zapewnia różnorakich przekazów dotyczących bieżących wy­darzeń. Mówienie o rynku medialnym jako warunku istnienia demokracji nie jest specjalnie częste wśród naukowców i politologów. Jednak decyzja Dahla wy­daje się być słuszna, a opracowane przez niego kryteria istnienia demokracji mogą uchodzić za najlepiej oddające istotę tego ustroju. Szczególnie współcześnie.

Los państwa w rękach mediów

Od lat widać bowiem rosnącą rolę mediów w krajach demokratycznych. Ich znaczenie dla społeczeństwa, narodu i pań­stwa staje się coraz silniejsze wraz z upły­wem czasu i rozwojem ludzkości. Trudno dziś wyobrazić sobie kraj demokratycz­ny, w którym istniałaby tylko jedna tele­wizja, jedna gazeta i jedno radio, wszystkie należące do tego samego podmiotu. Takie media zabiłyby demokrację bardzo szybko. Demokracja bowiem opiera się na udziale narodu w rządzeniu i prowadzeniu polity­ki. Naród, będący suwerenem, podejmuje decyzje, samodzielnie lub przez przedsta­wicieli, dotyczące planów strategicznych czy bieżących wydarzeń. Ustrój demokra­tyczny opiera się, przynajmniej w teorii, na powszechnym udziale w procesach decy­zyjnych. To sprawia, że jedną z najważ­niejszych i najcenniejszych rzeczy w tym ustroju staje się informacja oraz wiedza, która z niej płynie. Wiedza członków narodu jest potrzebna, by podejmować świadome decyzje. Kogo wybrać na ważne stanowisko? Jak zagłosować w referen­dum? Na jaką manifestację pójść? Kogo poprzeć w wysłuchaniu publicznym? Do podejmowania takich decyzji, będących częścią demokratycznego życia publicz­nego, trzeba mieć wiedzę. Bez wiedzy obywateli demokracja nie może dzia­łać w sposób efektywny i korzystny dla wszystkich. Bez rzetelnej informacji natomiast obywatele nie będą mieli od­powiedniej wiedzy, która pozwoli im podejmować decyzje. W ten sposób koło się zamyka, a los demokracji w ogromnej mierze zależy od sposobu działalności mediów oraz mechanizmów, jakie rzą­dzą rynkiem medialnym w danym kraju.

Sytuacją idealną, która gwarantuje i za­bezpiecza kraj przed wynaturzeniem wła­dzy i reżimu demokratycznego, jest istnie­nie różnorodnego przekazu medialnego, który zapewnia odbiorcy możliwość zapoznania się z argumentacją różnych stron politycznego sporu. Każdy musi mieć możliwość znalezienia rzetelnej i obiek­tywnej informacji oraz zapoznania się z wnioskami i interpretacjami osób z róż­nych stron sceny politycznej oraz komen­tatorów mających różne światopoglądy. Odbiorca musi wiedzieć oraz móc wyrobić sobie swój własny komentarz na potrzeby prywatne oraz publiczne. Media czy pu­bliczne czy prywatne nie powinny odstę­pować od tej praktyki, ponieważ ona jest de facto kluczem do sprawnego działania demokracji. Obywatele pełnią w niej prze­cież rolę kontrolną nad politykami oraz całym spektrum rzeczywistości publicznej. Nadzorca musi natomiast wiedzieć, co się dzieje naprawdę, by móc korygować bądź też zmieniać swojego najemnika. Politycy są jak najemnicy i muszą być poddawani kontroli społeczeństwa.

(?)

]]>
[email protected] (Stanisław Żaryn) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 17:56:48 +0000
?Fajny kraj? to tylko fasada https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4257-?fajny-kraj?-to-tylko-fasada https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4257-?fajny-kraj?-to-tylko-fasada

Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim rozmawia Aleksander Kłos

Kolejne taśmy, tym razem Serafi­na, spowodowały, że znów rozpoczęła się w Polsce dyskusja nad nepoty­zmem, wykorzystywaniem politycznych znajomości, korupcją. Afera związana z Amber Gold i jego prezesem ponownie odciągnęła umysły Polaków od wakacji i tematów ogórkowych. A wydawało się, że po Euro 2012, które mainstre­amowe media odtrąbiły jako wielki sukces rządu Donalda Tuska, do jesieni nic się w krajowej polityce nie będzie działo. Czy znów, tak jak to było wielo­krotnie w przeszłości, większość społe­czeństwa tylko przez moment będzie się ekscytować takimi sprawami, lecz nie będą one miały przełożenia nie tylko na jej wybory polityczne, ale także na po­strzeganie rzeczywistego stanu Polski?

Myślę, że Polacy zdają sobie doskonale sprawę z tego, jak wygląda nasza rzeczy­wistość, tylko... potrafią o tym zapomnieć, odsunąć na dalszy plan. To jest, niestety, dosyć charakterystyczna cecha naszego społeczeństwa. Przecież taśmy Serafina to nic nowego, przed nimi było wiele podobnych. Rozmowa Gudzowatego z Oleksym, Rywina z Michnikiem... W szczególności ta ostatnia w dużym stopniu wstrząsnęła Polakami, gdyż były to znane i prominentne osoby, darzone zaufaniem społecznym. Jeżdżę trochę po kraju, rozmawiam z ludźmi, wszędzie się mówi o jakichś lokalnych biznes­menach i ich niejasnych powiązaniach z policją i władzą. Ten klientelizm, nepo­tyzm w PSL, o którym się dziś tyle mówi, był znany od lat. Pojawiają się co jakiś czas informacje o zatrudnianiu w ?lewy? sposób, potem to mija, problem polega na tym, że nie wyciąga się z tego żad­nych wniosków. Jeszcze dwa miesiące temu dominował w mediach obraz Polski jako nowoczesnego, europejskiego kraju ludzi na luzie. Zapomniano wtedy jednak o drugiej stronie naszych realiów, gdzie znajdują się panowie Śmietanko, Serafin i inni. Dlatego, niestety, tego rodzaju taśmy pełnią jedynie funkcję skanda­li, na chwilę zwracają uwagę na dany problem, wzbudzają oburzenie, lecz nie powodują głębszej refleksji, nie mówiąc już o przeciwdziałaniach.

A później wracamy do naszej ?ko­lorowej rzeczywistości?, gdzie nie ma kryzysu, wszystko idzie ku lepszemu, Polska jest w budowie, a cały naród cie­szy się, że Donald Tuska jest szanowany na europejskich salonach i przyjmuje kolejne, najczęściej niemieckie, nagrody.

Medialne i społeczne oburzenie szybko mija, teraz jesteśmy świadkami jego tłu­mienia. Niestety, niedługo się o sprawie zapomni, tak jak to było choćby przy okazji afery hazardowej czy załatwiania pracy Sobiesiakównie. Tam mieliśmy do czynienia z podobnym mechanizmem, o jakim słyszeliśmy przy okazji rozmowy działaczy PSL. Ta sprawa ma swoją kon­tynuację związaną z odwołaniem ministra Sawickiego, powołaniem pana Kalemby na szefa resortu rolnictwa, wywołaniem sprawy jego syna, a następnie kwestie związane z synem premiera Tuska. Okazu­je się teraz, że Michał Tusk współpracował z człowiekiem, który nie raz skazywany był za oszustwo. Jakby ktoś poszedł tym tropem, to może się z tego stać bardzo poważna sprawa. Jak jego firma mogła tak urosnąć, w jaki sposób uzyskała koncesje lotnicze, jak doszło do przejęcia Wschod­niofryzyjskego Transportu Lotniczego?

Czy afery związane z Amber Gold i OLT Express to tylko pojedyncze przypadki, czy raczej są one kolejnym potwierdzeniem, że standardy naszego państwa bardziej zbliżają nas do Wscho­du niż Zachodu?

Ten ciąg zdarzeń potwierdza obraz na­szego kraju, jako państwa w którym prawo, zasady, obyczaj, przejrzystość nie obowią­zują. Ten fajny kraj, ten kraj na luzie, jaki część dziennikarzy lubi nam przedstawić, to tylko fasada. Rzeczywistość jest zgoła inna. Widać to także na przykładzie syna premiera. Jako dziennikarz nie ma żad­nych skrupułów publikując fikcyjny wy­wiad, w który jest autorem zarówno pytań, jak i odpowiedzi, nie przeszkadza mu ani konflikt interesów firm, w których pracuje, ani fakt, że zatrudnia go człowiek, który był skazany za przestępstwa gospodarcze.

(?)

]]>
[email protected] (Aleksander Kłos) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 17:44:48 +0000
Mechanizm wrzutni https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4256-mechanizm-wrzutni https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4256-mechanizm-wrzutni

Komputeryzacja instytucji publicznych jest miejscem, w którym od wielu lat dochodzi do malwersacji publicznych pieniędzy. Choć wiedza o tych ?prze­krętach? jest coraz powszechniejsza, to jednak ze względu na brak wymaganej wiedzy specjalistycznej mniej znane są stosowane przy tym metody.

Na łamach ?Opcji na prawo? poda­wałem przykłady patologicznych kom­puteryzacji. Jedną z nich, ?modernizację informatyki? w Urzędzie Miasta Wrocła­wia w 2002 r., opisałem bardziej szczegó­łowo, podając wiele informacji z raportów NIK i Regionalnej Izby Obrachunkowej, procesu sądowego oraz opinii biegłych sądowych. Ze względu na toczący się od 2008 r. proces sądowy starałem się unikać wcześniejszego komentowania i oceniania przedstawianych fak­tów. Po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku sądu pierw­szej instancji, uniewinniającego oskarżonego (prokuratura odwołała się od wyroku), piszę niniejszy artykuł jako komentarz podsumo­wujący temat.

Metoda malwersacji pieniędzy przeznaczanych na komputeryzację w UM Wrocławia była podobna do sposobu wyłu­dzenia w ubiegłym roku 4,6 mln zł z banku PKO BP w Warszawie. Oszust bankowy, który miał konto dla firmy założonej pod fałszywym nazwiskiem, skorzystał z ban­kowej wrzutni ? usługi dla bezpiecznego deponowania gotówki. Zadeklarował, że wpłaca 1,5 mln euro, ale zamiast pienię­dzy, włożył do wrzutni pakunek z pocięty­mi skrawkami papieru. Następnego dnia, po zaksięgowaniu w banku na jego koncie kwoty ?wpłaty?, kupił złoto za 4,6 mln zł. Policja nie wyjaśniła, w jaki sposób oszust ominął kontrolę wewnętrzną wymagającą aby, przed operacją księgowania wpłaty za pomocą wrzutni, sprawdzić i przeli­czyć jej zawartość. Bank zapłacił miliony złotych za makulaturę i nie wiadomo, czy oszust miał wspólnika w banku, czy też wykorzystał nieudolność pracowni­ków.

Wrocławscy samorządowcy już de­kadę temu wymyślili lepszy sposób na ominięcie kontroli wewnętrznej swoich wydatków ? wrzutnię niekontrolo­waną. Była nią utworzona przez Zarząd Miasta dla Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu, wyodrębniona i jednoosobowa jednostka budżetowa JWU-51 (Jednostka Wydziału Urzędu). Jednostce tej przydzielono w 2002 roku 5 mln zł, za które Pełnomocnik miał ?zmo­dernizować? miejską informatykę. Jak wy­kazało śledztwo, w tym kontrole NIK, RIO oraz opinie biegłych, do wrzutni trafiały przez nikogo w UM niekontrolowane, bezużyteczne opracowania. Ich wartość merytoryczną potwierdzał tylko Pełno­mocnik, którego działania Zarząd Miasta akceptował bez zastrzeżeń.

Wrzutnia niekontrolowana

Instytucje publiczne mają ustawowy obowiązek pilnowania, aby ich wydatki dokonywano w sposób celowy i oszczęd­ny. Taki też cel ma obowiązująca od wielu lat w UM Wrocławia Instrukcja Obiegu Dokumentów Księgowych. Wymaga ona poddania wydatków Urzędu trzem stop­niom kontroli wewnętrznej ? wstępnej merytorycznej, merytorycznej i formalno­-rachunkowej.

Kontrola wstępna to obowiązek Skarb­nika Miasta, który powinien zbadać legalność, rzetelność i prawidłowość zobowiązań finansowych (np. umów), a po kontroli złożyć na dokumencie swój podpis. Kontrola merytoryczna to zadanie dyrektorów wydziałów, których dotyczą dokumenty finansowe. Ich obowiązkiem jest sprawdzić faktury pod względem celowości, gospodarności i legalności przedstawionych danych. Na okoliczność dokonania kontroli podpisują klauzulę ?sprawdzono pod względem merytorycz­nym?. Kontrola faktur pod względem formalno-rachunkowym jest obowiązkiem pracowników Wydziału Finansowo­-Księgowego. Po sprawdzenia podpisują klauzulę ?sprawdzono pod względem formalno-rachunkowym?.

Zarząd Miasta ominął ten obowiązek i spod wewnętrznej kontroli wyłączył dzia­łania Pełnomocnika Prezydenta. Widać to chociażby na fakturach za opracowania, których wykonanie firmom zewnętrznym sam zlecał, a na których, obok parafki Skarbnika Miasta, figurują tylko jego podpisy przy klauzulach: ?Sprawdzono pod względem legalności, celowości i go­spodarności?, ?Prace wykonano zgodnie z umową Nr ... z dnia ... bez zastrzeżeń?, ?Sprawdzono pod względem merytorycz­nym?, ?Sprawdzono pod względem for­malnym? oraz ?Zatwierdzono do wypłaty?.

Urzędnicy odpowiedzialni za kontrolę dokumentów księgowych złożyli w tej sprawie wyjaśnienia identycznej tre­ści ? nie kwestionowano jednooso­bowych uprawnień Pełnomocnika do zatwierdzania faktur pod względem merytorycznym i do wypłaty, gdyż dla niego Zarząd Miasta wyodrębnił w kla­syfikacji budżetowej osobną jednostkę JWU-51 oraz środki finansowe dla niej. Faktem powszechnie znanym i obo­wiązującym było i jest, że w budżecie Miasta wydatkowanie środków od­bywa się przez dysponentów części budżetowych. Ponieważ Pełnomocnik otrzymał środki w budżecie do wyłącz­nej dyspozycji dla JWU-51, miał takie same uprawnienia jak i inni dysponenci środków w budżecie miasta. W związku z tym, że stanowisko to było jedno­osobowe, zatwierdzanie dokumentów pod względem merytorycznym nie mogło być dokonane przez inną osobę .

Inaczej ocenili to kontrolerzy RIO: taka praktyka zatwierdzania dowodów pod względem merytorycznym, formalno­-rachunkowym i do wypłaty przez Pełno­mocnika jako dysponenta środków budże­towych nie znajduje umocowania w obo­wiązujących przepisach wewnętrznych jednostki. Osoba ta nie była upoważniona do zatwierdzania dokumentów księgowych pod względem merytorycznym, formalno­-rachunkowym ani do zatwierdzania ich do wypłaty. Wedle RIO Pełnomocnik, bez odpowiednich uprawnień, zatwier­dził w 2002 r. do wypłaty 21 faktur o łącz­nej wartości 2.185.206 zł.

(?)

]]>
[email protected] (Edward Leszczyński) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 17:40:29 +0000
Górniku, ratuj metro! https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4255-g%C3%B3rniku-ratuj-metro https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4255-g%C3%B3rniku-ratuj-metro

Zawsze wydawało się, że drążenie metra prowadzone jest za pomocą techniki górniczej. Wskazuje na to fakt, że w znacznej jego części są to roboty wykonywane nawet kilkadziesiąt metrów pod ziemią.

Pierwsze odcinki warszawskiego me­tra realizowało Przedsiębiorstwo Budowy Kopalń (PBK) z Lubina, należące do KGHM Polska Miedź SA. Firma ta zali­czana jest do najlepszych w Europie wy­konawców tuneli i szybów. Zrezygnowano jednak z niej prawdopodobnie z powodów finansowych. Wszyscy, którzy nie są gór­nikami stosującymi zabezpieczenia prze­ciwawaryjne, są tańsi. I to jest podstawowa przyczyna dla której PBK, najbardziej do tego predysponowana, aby wykonać tu­nel pod dnem Wisły, nie otrzymała tego zlecenia.

Komunikaty me­dialne donoszą, że na mapach nie był naniesiony ciek, który spowodował awarię. Są to komunikaty na poziomie kabaretowym. Już nieoceniony Jan Brzechwa pisał w znanym wierszu ?Samochwała?: Wiem, gdzie Wisła jest na mapie. Takich cieków podziemnych, które napotkał kombajn drążący tunel, nie nanosi się na mapy, tylko zaznacza się ich istnienie na profilu wiertniczego otworu wyprzedzającego, który winien być wcześniej odwiercony. Czy był? Nikt o tym nie wspomina ani słowem. Dlatego trzeba się domyślać, że niczego takiego nie było. Drążenie tunelu prowadzono w ciem­no. Czyli inaczej mówiąc: na wiarę, że jakoś to będzie.

Nie tylko zrezygnowano z lubiń­skich górników, ale nawet nie po­wierzono prowadzenia obserwacji geologicznych najlepiej znającej ten teren warszawskiej instytucji, jaką jest Państwowy Instytut Geologiczny (PIG) w Warszawie. Rzecznik prasowy tego instytutu w wypowiedzi dla TVP1 16 sierpnia ze źle ukrywaną satysfakcją mówił o trudnych warunkach tego przed­sięwzięcia. Na marginesie tej całej spra­wy rzeczą dziwną jest fakt, że drążenie metra na głębokości 23 metrów nie jest objęte prawem górniczym, choć w art. 2.1 punkt 4 napisane jest wyraźnie, że pra­wu geologicznemu i górniczemu podlega drążenie tuneli z zastosowaniem techniki górniczej.

(?)

]]>
[email protected] (Adam Maksymowicz) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 17:36:38 +0000
Komu przeszkadzają Żołnierze Wyklęci? https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4254-komu-przeszkadzaj%C4%85-%C5%BCo%C5%82nierze-wykl%C4%99ci%3F https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4254-komu-przeszkadzaj%C4%85-%C5%BCo%C5%82nierze-wykl%C4%99ci%3F

Pamięć o antykomunistycznej partyzantce sprzeciwiającej się sowieckiej dominacji w Polsce z trudem przebija się do społecznej świadomości. Czy Żołnierzom Wyklętym uda się powtórzyć ?sukces? Powstańców Warszawskich i na stałe zagościć w wyobraźni Polaków?

Żołnierze Wyklęci to ludzie, których ko­muniści odsądzali od czci i wiary, nazywali bandytami reakcyjnego podziemia, o których pisano jak najgorzej albo wcale. Nie dość, że ich mordowano, to jeszcze nie pozostawiano śladów pochówków, a do rodzin wysyłano li­sty, w których stwierdzano, że byli zdrajcami i zostają przeklęci ? przypominał historyk Leszek Żebrowski na wykładzie w siedzi­bie Fundacji Republikańskiej. Pomimo toporności komunistycznej propagandy wie­lu rodaków dało się zarazić zwątpieniem i podejrzeniem wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego. Wielu trwa w tym do dziś.

Walka o pamięć trwa

Z tego powodu wciąż słyszymy, że nie byli oni wcale ?tacy święci?, że wielu było wśród nich zdemoralizowanych, że wchodzili na ścieżkę bandytyzmu, byli nacjonalistami, a antysemityzm ?wyssali z mlekiem matki?. Takie kłamstwa, choć niepoparte żadnymi badaniami, powodują u części Polaków postrzeganie tego tematu jako co najmniej kontrowersyjny. Wielu zaś doskonale zdaje sobie sprawę, że lepiej się nim nie zajmować, gdyż należy on do prze­strzeni zarezerwowanej dla skrajnej prawicy, nierozłącznie powiązanej z faszyzmem, antysemityzmem i ciemnotą. Co gorsza, takie myślenie dotyczy nie tylko polskich pseudoelit i tych, którzy pozostają pod ich urokiem, ale także niektórych ośrodków zagranicznych. Jakież musiało być zdziwie­nie grupy polskich europosłów, którzy postanowili przybliżyć swoim kolegom z Parlamentu Europejskiego ten niezwykle istotny moment w historii swojego kraju, gdy podjęto próbę zablokowania wystawy z obawy przed... zdenerwowaniem Rosjan, jak i wszystkich tych wśród eurodeputo­wanych, którzy mieli czerwoną przeszłość. Choć Żołnierze Wyklęci w końcu doczekali się swojego, obchodzonego 1 marca święta, nadal znajdują się marginesie edukacji szkolnej i pamięci społeczeństwa. Ciekawe, ilu Polaków łączy tę datę z rokiem 1951, gdy tego dnia komuniści strzałem w tył głowy zamordowali Łukasza Cieplińskiego, Adama Lazarowicza i innych przywódców IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Nieza­wisłość, ostatniego kierownictwa ostatniej ogólnopolskiej konspiracji, kontynuującej od 1945 roku dzieło Armii Krajowej.

Wstyd wam, prawda?

Na wieloletnią, intensywną propagandę komunistyczną, nakładają się nowe-stare kłamstwa powielane przez środowisko związane z ?Gazetą Wyborczą?, ?Poli­tyką? i ?Przekrojem?. Szerzą one wobec bohaterów walczących o wolną Polskę podejrzliwość, niechęć i starają się uka­zywać ich w jak najgorszym świetle. Często brak im jednak odwagi, by ude­rzyć w nich wprost, rzucić im w twarz całą swoją nienawiść, wynikającą z zazdrości i poczucia lęku przed ujawnieniem prawdy. Skoro oni są bohaterami, to kim jesteście wy, kim byli wasi rodzice, wasi przewodnicy du­chowi? Wyklęci nawet w zniewolonej Polsce udowodnili, że można było wciąż kierować się najważniejszymi zasadami moralnymi, zachować twarz i honor. W przeciwieństwie do komunistycznych lub komunizujących bohaterów wymienionych środowisk, którzy albo sami zaprzedali się czerwonej zarazie, albo stanowili kontrolowaną opozycję, która ostatecznie, przy Okrągłym Stole, w po­rozumieniu z Jaruzelskim i Kiszczakiem, nadała kształt III RP. Państwu, które dopiero od dwóch lat obchodzi święto Żołnierzy Wyklętych, w którym podczas minuty ciszy ku ich czci z Sejmu wychodzi część posłów (przede wszystkim SLD i Ruchu Paliko­ta), w którego stolicy dopiero w tym roku stanął pomnik poświęcony ich pamięci. Dlaczego tak jest? Publicysta i autor książki Bestie, o nieukaranych zbrodniarzach komu­nistycznych, Tadeusz Płużański nie ma wąt­pliwości, pisząc na łamach ?Super Expres­su?, że po wojnie zainstalowała się w Polsce prosowiecka władza, która rządzi Polską do dziś. Komunistyczne ?elity?, które z elitami II Rzeczypospolitej nie mają kompletnie nic wspólnego. I te ?elity? robią wszystko, aby prawdziwi bohaterowie nie wrócili do świadomości Polaków. Bohaterem ma być nie polski generał ? patriota August Emil Fieldorf, ale generał sowiecki ? Wojciech Ja­ruzelski, przez niemal całe swoje życie Polskę i polskość zwalczający. I Jaruzelski spocznie zapewne na Powązkach Wojskowych, obok Bieruta i innych morderców. I grób będzie miał okazały. Jego potomkowie będą mu zapalali lampki. A potomkowie bohaterów? Oni nie mają takiego ?przywileju?, bo gro­bów ich ojców czy dziadków po prostu nie ma. Taka ma być nowoczesna, wolna Polska, tak się piszę historię od nowa.

(?)

]]>
[email protected] (Aleksander Kłos) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 17:30:53 +0000
PO ? gabinet osobliwości https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4253-po-%3F-gabinet-osobliwo%C5%9Bci https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4253-po-%3F-gabinet-osobliwo%C5%9Bci

Neo-komuna

Gdy rząd PO skrzętnie zawłaszczył już całe państwo, nie wyłączając Polonii, odkąd to konsulowie (MSZ) będą rozdzie­lali dotacje, pewna gazeta środowiskowa aspirująca do monopolu opiniotwórczego, donosi sensacyjnie ? ?PiS-owskie księstwo głogowskie? ? jakby ten wyjątek miał potwierdzać regułę.

Artyści też zwietrzyli interes. Zacho­wują się jak bolszewicy. Skoro przestrzeń publiczna jest wspólna (czyli niczyja), to można ją zawłaszczyć. Joanna Raj­kowska ustawiła na rondzie de Gaulle?a sztuczną palmę, jakby kilkusetletnia stolica nie miała innych symboli promocyjnych. Niemniej magistrat kupił palmę, ale gdy umowa wygasła, podatnicy nadal za nią płacą, choć jest to już tylko prywatny eksperyment artystki. Jeżeli tak moż­na, to Julita Wójcik znana z obierania ziemniaków w Zachęcie, wystawiła tęczę ze sztucznych kwiatów. Ten znak spółdzielczości, który zawłaszczyła mię­dzynarodówka odmieńców seksualnych, zabłysnął na placu Zbawiciela, w pobliżu kościoła, jakby to było odpowiednie miejsce na homoparadowanie. Artyści zachowują się jak partyzanci miejscy. Gdy na murze pewnej fabryki upstrzo­nej ich wypocinami pojawiły się barwy firmowe, oskarżyli producenta o lekce­ważenie wolności artystycznej ekspresji. No właśnie, na cudzym murze.

Rosyjska piosenka nie jest żadną jako­ścią estetyczną na rynku europejskim, ale nie przeszkadza to TVP angażować fun­dusze w transmitowanie zielonogórskiego festiwalu. Jak w PRL-u. Co więcej, reakty­wowało się jakieś stowarzyszenie przyjaźni polsko-rosyjskiej, a na estradzie pojawiają się latorośle peerelowskich propagandzi­stów, zresztą sowicie wynagradzane.

Tymczasem B. Komorowski proponuje utworzenie muzeum zbrodni komunistycz­nej. Pomysł równie ambitny, jak tarcza antyrakietowa (z racji mizerii budżetowej owa tarcza powstanie zapewne z jego słyn­nych wrót do stodoły), jak niewykonalny, bo miałoby ono miejsce w działającym areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej. Jedyne, co mogłoby tłumaczyć tę ideę, to osadzenie w areszcie pozostających jeszcze przy życiu zbrodniarzy komuni­stycznych (Jaruzelski, Kiszczak, sędzio­wie, prokuratorzy, agenci) w charakterze żywych eksponatów.

(?)

]]>
[email protected] (Jerzy Pawlas) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 13:48:43 +0000
Wielki szu https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4252-wielki-szu https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2012/item/4252-wielki-szu

Donald Tusk coraz bardziej przypomina Edwarda Gierka, podobnie bowiem jak pierwszy sekretarz KC PZPR w latach 1971-1981 epatuje opinię publiczną, polityków i swych współpracowników zaskakującymi bonmotami.

Jest wszelako jedna istotna różnica.

Gierek mamił nas rozkwitającą i nadcho­dzącą wielkością, że zajmujemy dziesiąte miejsce wśród krajów najbardziej rozwinię­tych gospodarczo, że Polska rośnie w siłę, a my będziemy żyć dostatniej (sic!). Nie było jeszcze wtedy tzw. pi-aru, toteż nikt mu nie powiedział, że należy w tym sloga­nie używać przysłówka bez stopniowania ? ?dostatnio? ? wszak owo ?dostatniej? aż zionęło krętactwem, dostatniej bowiem wo­bec czego? Nędzy przedwojennego Polesia? Biedy za Bieruta i Ochaba? Siermiężności Gomułki? Cukru na kartki, które zresztą sam Gierek wprowadził w roku 1977, za­pominając widocznie, że w tych dziesięciu najbogatszych krajach, do których wedle niego należeliśmy, nie było żadnych kartek.

Gierek jednak nie kłamał, wierzył jak dziecko, że jego wizje się spełniają. Przypomnijmy sobie, zapominając od razu o jakości tych inwestycji: mały i duży fiat, zrekonstruowany Zamek Królewski, Trasa Łazienkowska, tzw. droga szybkiego ruchu z Warszawy do Katowic, Huta Katowice, Dworzec Centralny. Istny Eugeniusz Kwiatkowski Polski zniewolonej.

(?)

]]>
[email protected] (Jacek Wegner) nr 9/129, wrzesień 2012 r. Sun, 02 Sep 2012 13:37:31 +0000