2013 https://opcjanaprawo.pl Mon, 09 Dec 2019 22:05:44 +0000 Joomla! - Open Source Content Management pl-pl Od Redakcji https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4356-od-redakcji https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4356-od-redakcji

Polityczna poprawność jest jednym z wyrazów dominującej ideologii polegającej na niszczeniu wartości, które leżą u podstaw cywilizacji zachodniej. Jednym ze środków temu służących jest destrukcja języka i zmiana tradycyjnego sensu słów. W rezultacie tworzona jest nowomowa, za pomocą której na nowo opisuje się świat, a następnie opis ten wtłacza ludziom do głów za pośrednictwem mediów. Mimo nachalności takiego działania ludzie nie pozostają bezbronni, a jedną ze skutecznych reakcji jest umiejętność czytania medialnych przekazów na wspak ? metoda doskonale opisana w starym dowcipie o radiu Erewań. Ten mechanizm dekonstrukcji wiadomości i czytania ich na odwrót sprawdza się i dzisiaj: jeśli bowiem media mówią np. o tym, że w Polsce wzrasta homofobia, możemy być pewni, iż w rzeczywistości lobby pederastów rośnie w siłę; kiedy słyszymy o kimś, że jest nietolerancyjnym szowinistą, jasne jest, że faktycznie jest on patriotą stojącym na straży klasycznych wartości; gdy oskarżają kogoś o antysemityzm, zazwyczaj jest to osoba, która nie zgadza się, aby pewne narody były traktowane w sposób uprzywilejowany; gdy ktoś promuje ekologię, najprawdopodobniej chodzi mu o wyciągnięcie pieniędzy pod pretekstem walki z urojonymi zagrożeniami; kiedy władza zapowiada walkę z faszyzmem, możemy być pewni, że chodzi o uzasadnienie ograniczania wolności obywateli.

Wydaje się więc, że ? bardziej niż narody zachodniej Europy ? jesteśmy przynajmniej trochę uodpornieni na polityczną poprawność, a odporność tę zapewniła nam szczepionka z półwiecza realnego socjalizmu. A skoro tak, to powinniśmy wykorzystać tę naszą przewagę i nazywać rzeczy po imieniu ? bez lęku, bez oportunizmu i eufemizmów. Jeśli więc ?kradną? ? to nie mówmy, że ?rozdają?. Na początek to wystarczy.

]]>
[email protected] () Nr 4/133, październik 2013 r. Tue, 22 Oct 2013 00:08:23 +0000
Przyszłość politycznie niepoprawna https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4355-przyszlosc-politycznie-niepoprawna https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4355-przyszlosc-politycznie-niepoprawna

Oglądając debatę w Krynicy, słuchając dwóch mężów opatrznościowych ? Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, z których pierwszy znany jest z ogłoszenia naszego kraju zieloną wyspą, a ostatnio zasłynął oznajmieniem końca kryzysu; drugi natomiast zapowiedział rozliczenie po trzydziestu latach uwłaszczonych komunistów, prowadzących działalności gospodarcze, co zabrzmiało złowrogą nagonką na wszystkich przedsiębiorców w Polsce ? stwierdziłem, że pierwszy z nich chce jak najszybciej oddać władzę, a drugi za wszelką ceną nie chce jej przyjąć. Wynika z tego w sposób niezbity, że w naszym kraju nie ma już z kim po ważnie rozmawiać i niechybnie rysuje się przed nami scenariusz podobny do niżej nakreślonego.

Władza mówi, że będzie lepiej. Oto poprawny politycznie scenariusz dziejów. Sęk w tym, że nie od dziś wiemy, że jak władza mówi, to tylko mówi ? i nic więcej. Oficjalna propaganda sukcesu każe wierzyć w to, że Unia Europejska pod przewodnictwem Niemiec mimo perturbacji dążyć będzie ku świetlanej przyszłości. Przyjmijmy, że jest w tym nawet część prawdy ? ale jak owa prawda wyglądałaby, gdyby spojrzeć na nią niepoprawnie i pesymistycznie? Spróbujmy, dla sportu, zarysować możliwą wersję wydarzeń.

2014: rząd Polski podnosi akcyzę na alkohol, papierosy i inne używki, twierdząc, że wymagają tego normy unijne. W tym samym roku Komisja Europejska karze Polskę za niedostosowanie do norm unijnych w wielu różnych sferach. Wytyka się nam np., że ślimaki, zdefiniowane przez unijnych biurokratów jako ?ryby lądowe?, mają w Polsce problemy z pływaniem, banany zaś, składowane w naszych magazynach, prostują się, tracąc wymagany przepisami kąt zakrzywienia.

2015: Polska staje się płatnikiem netto UE: kończą się dotacje, teraz będziemy już tylko dopłacać do europejskiego superpaństwa. Ponieważ zarazem powiększa się szara strefa, a młodzi ludzie wyjeżdżają do pracy za granicę, coraz mniej pieniędzy z podatków trafia do budżetu. Nasz wzrost gospodarczy oscyluje w okolicach zera.

2016: polskie przedsiębiorstwa, nie spełniając kolejnych, wciąż tworzonych unijnych dyrektyw i norm, zwłaszcza dotyczących ekologii, upadają, przechodzą w szarą strefę albo uciekają za wschodnią granicę, gdzie owe normy nie są wymagane. Budżet państwa jest notorycznie niedomknięty, Rząd podnosi podatki, vat rośnie do 25% na wszystkie towary, dochodzi do tego podwyższenie oprocentowania lokat, wyższy podatek dochodowy, likwidacja umów o dzieło i zlecenie.

2017: wedle spisu powszechnego Polska liczy jedynie 32 miliony mieszkańców. Kraj się wyludnia, przyrost naturalny został całkowicie zahamowany, średnia wieku rośnie. Rząd przestaje podawać informacje o PKB, żeby nie denerwować obywateli. Fale strajków doprowadzają do podniesienia płacy minimalnej, co automatycznie skutkuje podwyżką cen. Rząd drukuje pieniądze Inflacja wynosi już 10% w skali roku. Polacy masowo likwidują lokaty bankowe.

2018: kolejne podwyżki podatków skutkują ucieczką zagranicznych firm z Polski. Większość z nich przenosi się na Ukrainę i do Rumunii. Koncern LG przenosi swoją produkcję z Polski do Kazachstanu, masowe zwolnienia, kolejne strajki, maszyny drukarskie w mennicach pracują jak szalone, inflacja rośnie. Rząd zapowiada wejście do strefy euro, strefa euro jednak na razie odmawia.

2020: oficjalne bezrobocie w Polsce sięga 27 procent. W zasadzie żadne służby państwowe nie funkcjonują poprawnie ? służba zdrowia i szkolnictwo cofnęły się do czasów sprzed PRL-u. Wypłaty emerytur są czasowo wstrzymywane, emeryci zamiast pieniędzy coraz częściej otrzymują bony żywnościowe w formie kart elektronicznych, za które można robić zakupy w dyskontach. Rząd forsuje ustawę o eutanazji, której koszty miałby pokrywać ZUS.

(...)

]]>
[email protected] (Józef Białek) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:57:29 +0000
Demokratyczna wersja totalniactwa https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4354-demokratyczna-wersja-totalniactwa https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4354-demokratyczna-wersja-totalniactwa

Kiedyś sobie ubogi suchotnik zamarzył. Padły państwa olbrzymie, aby tak się stało ? napisał Jan Lechoń w zakończeniu wiersza na pogrzeb Juliusza Słowackiego na Wawelu. Juliusz Słowacki rzeczywiście był suchotnikiem i w dodatku ? ubogim, a ?zamarzył sobie? odrodzenie Polski z niewoli zaborców. I rzeczywiście ? przynajmniej jedno zaborcze państwo ? Cesarstwo Austriackie na skutek przegranej wojny ?padło?, to znaczy ? przestało istnieć, a na jego miejscu pojawiła się republikańska Austria i wiele innych państw, tak zwanych narodowych, między innymi ? Polska.

Nawiasem mówiąc, pojawienie się po I wojnie światowej w Europie Środkowej niepodległych państw zostało 81 lat później uznane za przyczynę II wojny światowej. Tak w każdym razie ujął to prezydent Rosji Włodzimierz Putin w przemówieniu wygłoszonym 1 września 2009 roku na Westerplatte. Za przyczynę II wojny światowej uznał on traktat wersalski, który upokorzył dwa wielkie narody, to znaczy ? niemiecki i rosyjski. W jaki sposób ?upokorzył?? Ano właśnie w taki, że w obszarze leżącym między nimi zatwierdził istnienie niepodległego państwa polskiego. Prezydent Putin taktownie tego wątku już nie rozwijał, ale przecież i sami możemy dojść do wniosku, że skoro istnienie w obszarze między Niemcami i Rosją niepodległego państwa polskiego stanowi ?upokorzenie? dla obydwu ?wielkich narodów? i przyczynę wojny, to w interesie europejskiego, a nawet światowego pokoju należy takie przyczyny jak najszybciej eliminować.

Toteż wkrótce po deklaracji prezydenta Obamy z 17 września 2009 roku, po ratyfikacji traktatu lizbońskiego przez prezydenta Kaczyńskiego i po proklamowaniu w listopadzie 2010 roku strategicznego partnerstwa NATO-Rosja zaistniały polityczne warunki do polsko-rosyjskiego pojednania. W następstwie ?dyplomacji ikonowej? stosowna deklaracja została podpisana w sierpniu 2012 roku przez Patriarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla oraz JE abpa Józefa Michalika, który w udzielonym przy tej okazji wywiadzie zauważył, że na tym etapie nie mogliśmy tego nie zrobić. Warto w związku z tym przypomnieć, że pojednanie jest aktem dwustronnym; nie wystarczy, że Polacy pojednają się z Rosjanami. Konieczne jest, by również Rosjanie pojednali się z Polakami. A nie trzeba specjalnie znać Rosjan, by wiedzieć, że z Polakami pojednają się oni na swoich warunkach, a właściwie na jednym ? że Polacy zgodzą się na status ?bliskiej zagranicy?. Wtedy istnienie państwa polskiego nie będzie już ?upokarzające? ani dla jednego, ani dla drugiego strategicznego partnera, gdyż zarówno uznanie statusu ?bliskiej zagranicy? z jednej strony, a ?pogłębienie integracji z drugiej strony sprawi, że pokój w Europie spocznie na solidniejszych fundamentach. Oczywiście w takiej sytuacji o żadnej niepodległości Polski mowy być nie może ? ale czyż ambicji politycznych narodów mniej wartościowych nie należy poświęcać na ołtarzu europejskiego pokoju?

Gramsci czyta Marksa

Wracając do ubogich suchotników, warto zauważyć, że Juliusz Słowacki nie był suchotnikiem jedynym. W wieku XX pojawił się kolejny ubogi suchotnik w osobie Antoniego Gramsciego, który ?zamarzył sobie? przeprowadzenie rewolucji komunistycznej. Aliści po cięgach, jakie niemiecka socjaldemokracja dostała w roku 1919, entuzjazm do gwałtownej rewolucji komunistycznej na wzór bolszewicki w Europie Zachodniej gwałtownie opadł, co Gramsciego szalenie martwiło. Do tego stopnia, że rozmyślając, jak by tu mimo wszystko do rewolucji komunistycznej doprowadzić, doszedł do wniosku, że Marks się pomylił, a jego spiżowa formuła, jakoby ?byt? określał ?świadomość? na pewno nie jest uniwersalna, a prawdopodobnie w ogóle fałszywa. Cóż bowiem tak naprawdę człowieka ?alienuje?, czyli zniewala ? czy zewnętrzna przemoc, czy kultura ?burżuazyjna?? I Gramsci doszedł do wniosku, że główną przyczyną alienacji jest burżuazyjna kultura, bo dostarcza ona człowiekowi kategorii, za pomocą których on myśli, ocenia, porównuje i wybiera. Zatem jeśli nawet chciałby się przeciwko tej kulturze zbuntować ? a na tym przecież polega rewolucja ? to czyni to za pomocą owych kategorii, co sprawia, iż jego bunt jest daremny, bezskuteczny. Jeśli tedy rewolucja komunistyczna ma się jednak dokonać, to zdaniem Gramsciego, do kultury burżuazyjnej należy wprowadzić ?ducha rozłamu?, to znaczy ? ?burżuazyjne? kategorie kulturowe należy nasycić komunistyczną treścią i w ten sposób rewolucja sama się dokona nawet nie wiadomo kiedy. To znaczy ? oczywiście nie ?sama?; samo nic na tym świecie się nie robi. Nie chodzi o to, żeby ?sama?, tylko o to, by ludzie, którzy w następstwie tej rewolucji mieliby zostać wyzwoleni z ?alienacji?, nie zorientowali się, że są obiektem jakiejś rewolucyjnej operacji. Inaczej mówiąc ? trzeba ich tak znarkotyzować, by do końca operacji się nie przebudzili, a potem i tak nie będą już o niczym pamiętać.

(...)

]]>
[email protected] (Stanisław Michalkiewicz) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:53:16 +0000
Political Correctness https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4353-political-correctness https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4353-political-correctness

?Polityczna poprawność? ? wszyscy o niej mówią, jednak mało kto opisał bliżej lub wyjaśnił to zjawisko. Czym więc jest ?poprawność polityczna?? Skąd się wzięła i jakie są jej skutki?

?Poprawność polityczna? jest współczesną, postmarksistowską formą kultu równości. Jej zwolennicy utrzymują (czasami wprost, czasami nie), że istnieją poprawne i niepoprawne rodzaje myślenia, mówienia, konwersowania i obcowania z innymi ludźmi, szczególnie gdy w grę wchodzą kwestie rasy, płci i kultury. Równocześnie twierdzą, że w przeszłości patriarchalne, feudalne, kapitalistyczne instytucje panowania ustanowiły i utrzymywały rozmaite formy nierówności, które w naszych czasach należy ? mobilizując siły demokratyczne ? zlikwidować. ?Polityczna poprawność? zbiera niejako ?do kupy? rozmaite manifestacje egalitarystycznej manii, tworząc z nich jedną bryłę mentalno-emocjonalną, której najważniejsze składniki to, wspomniane wyżej, znane od dawna trio: rasa, płeć, kultura. Generalna formuła, powtarzana niczym zaklęcie (zaklinanie rzeczywistości!), brzmi: wszystkie rasy, płci i kultury są równe (równowartościowe), stąd istniejące pomiędzy nimi nierówności i ?dyskryminacje? są niesprawiedliwe i muszą zostać zniesione.

Fanatyzm i agresywność towarzyszące ekspansji ?poprawności politycznej? każą podejrzewać, że kryją się za nią totalitarne ciągoty. Ambicje europejskiej lewicy, żeby obok Europejskiej Konwencji Praw Człowieka postawić czerwono-zielony katalog praw podstawowych, trafnie skomentował George Melloan: ?Chęć pozbawienia niektórych ludzi swobody manifestowania swoich wartości, w celu ustanowienia porządku politycznego, opartego na ?wspólnych wartościach ?, ma swoją nazwę. Ta nazwa brzmi ?totalitaryzm?? (?Wall Street Journal Europe?, 8 lutego 2000).

W jak dużym stopniu ten (na razie utajony) totalitaryzm opanował umysły nie tylko elit kulturalnych, ale także elit stricte politycznych, można było zaobserwować przed kilku laty na przykładzie bojkotu, zorganizowanego przez rządy europejskie, którym objęto austriacką Partię Wolności.

Dennis O`Keeffe ? który szeroko przedstawił i drobiazgowo zanalizował zjawisko ?politycznej poprawności? ? napisał, że nie można wprawdzie powiedzieć, iż jest ona już totalitarna, ale można powiedzieć, iż jest potencjalnie totalitarna. Problem nie w tym, czy ktoś żarliwie potępia tych Białych, którzy separują się od Czarnych, czy też sławi wyższość miłości lesbijskiej nad miłością pomiędzy kobietą i mężczyzną. Problem w tym, co stałoby się, gdyby grupom działającym w oparciu o ideologię ?poprawności politycznej? udało się takie idee zinstytucjonalizować na płaszczyźnie państwowo-politycznej. Jak wyglądałby świat, w którym takiej instytucjonalizacji uległyby wyobrażenia typu ?wszyscy Biali to złoczyńcy? lub ?wszyscy mężczyźni to gwałciciele?. Czyż nie ogarnia nas niejasne przeczucie, że wyglądałby podobnie do reżimów totalitarnych, które ? jak sądziliśmy ? na zawsze odeszły w przeszłość? Czyż bowiem zbudowanie ?nowego społeczeństwa? wedle zasad ?politycznej poprawności? nie wymagałoby użycia totalitarnego aparatu państwowego?

Wiele twarzy politycznej poprawności

?Poprawność polityczna? może przyjąć wiele postaci i trudno ją jednoznacznie zdefiniować. Walczą o nią zwolennicy ?małżeństw? homoseksualnych, propagatorzy ?wielokulturowości?, nadzorcy pojęć i określeń, którzy samo używanie słów typu ?Murzyn? albo ?Cygan? kwalifikują do kategorii ciężkich przestępstw. Wspólnym mianownikiem wszystkich przejawów ?politycznej poprawności? jest wrogość do tradycyjnego zachodniego sposobu życia (dlatego nawet najbardziej zajadli wrogowie palenia papierosów są najczęściej wyrozumiali wobec zwyczaju żucia betelu czy zażywania opium, praktykowanego przez ludzi z niezachodnich kultur). Jak uważa O`Keeffe ideologowie i aktywiści ?poprawności politycznej? marzą o likwidacji zarówno naszego dziedzictwa chrześcijańskiego, jak też ? akurat tych intelektualnych i politycznych owoców oświecenia ? które są godne zachowania.

Hasła ?poprawności politycznej?, odnoszące się do rasy, płci i kultury, stały się dogmatami niepodlegającymi relatywizacji. W każdym przypadku identyfikuje się wroga (mężczyźni, Biali, zachodnia kultura) i uznaje, że jego negatywne cechy są nie do wykorzenienia ? na zawsze pozostaje ?zły?. Zakłada się, że ludzie w zależności od rasy, płci i kultury różnią się od siebie także pod względem kognitywnym, czyli sposobu postrzegania świata i zdolnościami poznawczymi, i to różnią się do tego stopnia, że ?biały? rozum jest całkowicie odmienny od ?czarnego?; że nie ma żadnej łączności pomiędzy męskim i kobiecym sposobem myślenia et cetera. Tego typu ?myślenie nienawiści? nie zostawia miejsca na poczucie uniwersalnej ogólnoludzkiej wspólnoty, eliminuje koncepcję człowieczeństwa czy to w wersji chrześcijańskiej, czy oświeceniowej. Odrzucona zostaje wielka prawda, że wszyscy ludzie ? cokolwiek by ich dzieliło ? mają udział w jedynych w swoim rodzaju zdolnościach naszego gatunku, jak również we właściwych mu ograniczeniach i przypadłościach. Nie toleruje się poglądu, że my wszyscy reprezentujemy taki sam model bycia w świecie.

(...)

]]>
[email protected] (Roland Baader ) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:47:22 +0000
Zdecentralizowana cenzura myśli https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4352-zdecentralizowana-cenzura-mysli https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4352-zdecentralizowana-cenzura-mysli

Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim rozmawiał Aleksander Kłos

Polityczna poprawność, czyli wiesz jak mówić, wiesz jak myśleć.

Czym jest polityczna poprawność?

Myślę, że są to tematy, których nie można poruszać, są też pewnego typu poglądy, których nie wolno formułować, są też pewne osoby, o których istnieniu nie można wspominać. Ona dotyczy dyskursu politycznego, publicznego, ale również bardzo szerokich kręgów społecznych. Jest bowiem szerszym zjawiskiem, kulturowo-etyczno-moralnym, dotyczy również sfer akademickich i życia akademickiego. Ona zmienia się na naszych oczach, w pewnym momencie jakieś zachowania zaczynają stawać się podejrzane, piętnowane, a inne uznawane są za normę.

A jak to wygląda na uniwersytecie, poznał pan dobrze przez lata bycia wykładowcą sposób myślenia studentów zarówno polskich, jak i niemieckich. Czy oni zauważają wpływ poprawności politycznej na siebie, na swój sposób myślenia? Czy obserwował pan przykłady buntu, chęci dotarcia do prawdy?

To jest zupełnie niezauważalne. To zawsze mnie bardzo intryguje, że niemieccy studenci, którzy są teraz, po reformie, młodsi o rok, nie przychodzą na uniwersytet, by czegoś poszukiwać, gdyż oni są już uformowani i dokładnie wiedzą, co można mówić, a czego nie. A w gruncie rzeczy mają bardzo jednolite poglądy.

Kiedyś miałem seminarium, które dotyczyło fenomenu władzy i na nie chodzili dwaj Niemcy rosyjskiego pochodzenia i byli oni bardzo krytycznie nastawieni wobec Unii Europejskiej, co wśród ich kolegów się prawie nie zdarza. Stanowili wyizolowaną parę. Pamiętam bardzo uzdolnioną pochodzącą z Rumunii studentkę, która mówiła wieloma językami, w tym świetnie po niemiecku, i ona niesamowicie wiele wnosiła do dyskusji studenckiej, gdyż nie bała się stawiać bardzo ciekawych pytań i widziała niektóre sprawy z innej perspektywy, która nawet by nie zainteresowała przeciętnych niemieckich studentów. Oni bowiem wiedzą, że są pewne nienaruszalne zasady i nawet w swoich sympatiach politycznych są w zasadzie podobni. Co prawda student marksista jest wyjątkiem, ale obowiązuje taki lewicujący liberalizm, w sferze społecznej są socjalistami, a liberałami w sferze kulturowej. Pamiętam jak jeden student odkrył wśród tych Rosjan ?homofobów? i jak podejmował akcję, która miała na celu, by ich ?wychować?. Niemieccy studenci wiedzą bowiem nie tylko jak się zachowywać, ale nawet jak reagować emocjonalnie.

Czyli każdy wie, jak myśleć i co ma mówić, by być akceptowanym w środowisku i nie przejawia żadnej autorefleksji, mimo że w rzeczywistości przyjmują jako własny narzucony im odgórnie sposób myślenia i reagowania.

Niedawno sięgnąłem ponownie do Buszującego w zbożu. Kiedyś była to książka dla młodych, zbuntowanych ludzi, wyrażająca poczucie całego pokolenia. Padają tam słowa takie jak ?pedzio?, mówi się o zboczeniu, zboczeńcach ? obawiam się, że dziś nikt by tak nie napisał, myślę, że ta książka może w niedługiej przyszłości zostać wycofana, a np. fragmenty z Poszukiwania utraconego czasu Prousta zapewne zostaną zastąpione jakimiś innymi. Podobnie rzecz może wyglądać z powieściami Twaina, gdzie pada słowo ?nigger?, czy ze starszymi filmami dokumentalnymi. To wszystko działa na zasadzie odruchu, w ten sposób wszyscy moi studenci uważali, że wspaniałym kandydatem na prezydenta jest Obama, wszyscy byli za prześladowanymi przez Putina Pussy Riot i każdy był przeciwko Orbánowi, gdyż on zagraża demokracji. Jeżeli chodzi o poglądy moralne, to są one bardzo ukryte, nie wyraża się ich, jeśli ma się zdanie odbiegające od zdania większości. Potępiają nacjonalizm, faszyzm, dyskryminację, chociaż większość z nich nawet nie umie wytłumaczyć, czym są te pojęcia.

(...)

]]>
[email protected] (Aleksander Kłos) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:43:59 +0000
Niemieckie państwo ideologiczne. Polityka ideologicznego konsensusu https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4351-niemieckie-panstwo-ideologiczne-polityka-ideologicznego-konsensusu https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4351-niemieckie-panstwo-ideologiczne-polityka-ideologicznego-konsensusu

?Poprawność polityczno-ideologiczna? ma w Niemczech szeroki zakres i pewne cechy specyficzne dla tego kraju. Jej przestrzegania pilnuje cały system instytucji państwowych i politycznych oraz siły społeczno-kulturalne tworzące tzw. społeczeństwo obywatelskie.

Są to centralne i krajowe instytucje państwowe, władze samorządowe, aparat policyjny i aparat wymiaru sprawiedliwości, dysponujący odpowiednimi paragrafami kodeksu karnego, oraz ?społeczeństwo obywatelskie?, czyli media, partie, stowarzyszenia, organizacje społeczne, fundacje, zrzeszenia, instytucje kulturalne, naukowe i edukacyjne, rozmaite lokalne inicjatywy. ?Społeczeństwo obywatelskie? prowadzi lobbing ideologiczny zarówno wobec instancji polityczno-państwowych, jak i podmiotów prywatnych, aby ujednolicić opinie w pożądanym kierunku. Temu ujednoliceniu poglądów w duchu ?poprawności polityczno-ideologicznej? sprzyja ponadto generalna tendencja ku ?polityce ideologicznego konsensusu?, którą charakteryzuje zacieranie się wszelkich wyrazistych konturów ideowych, zanik kultury sporu, homogenizacja dyskursu.

Wolnościowy publicysta André Lichtschlag napisał, że nie zwróciłoby to niczyjej uwagi, gdyby Cem Özdemir (Zieloni) przeszedł do CDU, Sigmar Gabriel (SPD) do FDP, Angela Merkel (CDU) i Rainer Brüderle (FDP) do SPD. W tym kontekście warto przypomnieć wyniki badań wśród młodzieży niemieckiej przeprowadzone przez naukowców z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Okazało się m.in., że młodzi Niemcy nie widzą różnic pomiędzy posłem do Bundestagu a posłem do (zwykle jednomyślnej) Izby Ludowej NRD, co nie może dziwić, gdyż byli tacy, co najpierw zasiadali w Izbie Ludowej NRD, a po zjednoczeniu przenieśli się do Bundestagu i nikt nie zauważył, żeby czymkolwiek różnili się od kolegów z Niemiec Zachodnich. Lichtschlag wskazuje na intelektualną, retoryczną i erudycyjną przepaść ziejącą pomiędzy generacją Adenauera, Schumachera, Brandta czy Wehnera a współczesną klasą polityczną RFN.

?Polityka konsensusu? ma ewidentny związek ze stałym obniżaniem się poziomu umysłowego (przy coraz większej liczbie osób z doktoratami), a co za tym idzie ? językowo-retorycznego parlamentarzystów, ministrów i w ogóle całej klasy politycznej. To stanowi podglebie ?poprawności polityczno-ideologicznej? rozumianej jako prymitywizacja języka, posługiwanie się wyłącznie prostymi dychotomiami, skłonność do upraszczania bardziej złożonych problemów, schematyczność myślenia etc. W rezultacie następuje ujednolicenie opinii na niskim, wspólnym całej klasie politycznej, poziomie.

Podobne procesy ujednolicania opinii zachodzą w systemie mediów: badania preferencji partyjnych wśród dziennikarzy pokazują, że ok. 60% z nich identyfikuje się z lewym skrzydłem niemieckiej socjaldemokracji (DPD, Zieloni), a niecałe 16% z prawym skrzydłem niemieckiej socjaldemokracji (CDU, FDP), reszta nie czuje się bliska żadnej partii, ale ma, rzecz prosta, poglądy bliskie pozostałym kolegom i koleżankom. Nie istnieje już prawie w ogóle dziennikarstwo krytyczne, a coraz bardziej pleni się tzw. dziennikarstwo dziennikarskie (Journalismusjournalismus): dziennikarze swoją podstawową wiedzę czerpią z... prasy; cały system mediów staje się w coraz większym stopniu układem samoodniesienia, tzn. płaszczyzną odniesienia dla dziennikarzy stają się poglądy innych dziennikarzy. Oderwani całkowicie od rzeczywistych problemów nurtujących społeczeństwo, dziennikarze kiszą się we własnym biotopie. Coraz niższy poziom umysłowy, coraz gorsze wykształcenie i oczytanie sprawiają, że idą na łatwiznę ? łatwiej jest osądzać, moralizować, potępiać, oskarżać, oburzać się niż zrozumieć rzeczywiste mechanizmy polityczne i gospodarcze, i krytycznie prześwietlić fakty; dyskusje zamieniają się w wymianę słusznych politycznie, ale pozbawionych treści banałów i sto razy przeżutych frazesów; mało komu chce się różnicować, niuansować opinie, poręczniej jest sięgać po schematy ?poprawności polityczno-ideologicznej?, będącej formą myślenia i mówienia dostosowaną do ludzi o niższym poziomie umysłowym. Jest to odmiana nowomowy, którą wprowadza się, aby zredukować różnorodność myśli, ale i na odwrót: kiedy zmniejsza się różnorodność i bogactwo myśli, mówienie spada do poziomu ?poprawnej? nowomowy.

Krytycy ?poprawności polityczno-ideologicznej?

Nie jest oczywiście tak, żeby w Niemczech, kraju o bogatych tradycjach intelektualnego i ideowego pluralizmu, nie było krytyków aktualnego stanu rzeczy, także wśród ludzi z medialno-kulturalnego establishmentu. I tak np. badacz komunikacji społecznej Wolfgang Bok uważa, że coraz większą rolę w niemieckich mediach odgrywa pokolenie trzech G ? Greenpeace, Gender, Gerechtigkeit, czyli sprawiedliwość, a w istocie sprawiedliwość społeczna utożsamiana z równością społeczną. Według Boka wolność prasy niemieckiej jest dziś ?wydrążana od wewnątrz?, zanika pluralizm opinii, coraz większy jest zakres regulacji językowych. Dziennikarze są zawsze po stronie Dobra, stale zwalczają Zło, wciąż prowadzą kampanie przeciwko wszystkiemu, co ?prawicowe?. Obserwujące i diagnozujące rzeczywistość dziennikarstwo ustąpiło miejsca dziennikarstwu ?współczującemu?, które na początku stawia ?słuszną? tezę, a potem szuka tylko argumentów na jej potwierdzenie. Rezultatem jest konformizm, który ?paraliżuje i nudzi?.

Redaktor ?Focus-Money? Thomas Wolf ubolewa nad szerzącymi się w Niemczech zakazami mówienia i tabuizacją zasadniczych problemów. Obojętnie o jaki temat chodzi: Unię Europejską, euro, klimat, kwestie socjalne, islam, imigrację, kwestie energetyczne etc., coraz trudniej o rzeczowe dyskusje. Pod wpływem politycznej poprawności i tabu powstał w RFN klimat intelektualny i polityczny, który nie zna alternatyw. Zakazy mówienia i quasi-cenzura zatruwają duchową atmosferę i paraliżują debatę zorientowaną na poszukiwanie praktycznych rozwiązań. Społeczeństwo wpada w spiralę milczenia.

(...)

]]>
[email protected] (Tomasz Gabiś) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:39:52 +0000
Polityczna poprawność w służbie homoerotikus https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4350-polityczna-poprawnosc-w-sluzbie-homoerotikus https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4350-polityczna-poprawnosc-w-sluzbie-homoerotikus

Czy poprawność polityczna jest totalitaryzmem? Zdecydowanie jest narzędziem nadciągającego totalitaryzmu. Pod jej dyktat mamy działać, myśleć i czuć. Z dnia na dzień staje się narzędziem dyskryminacji i kryterium wywierania nacisków, rozdziału pieniędzy, zatrudnienia, awansów, posad ?według klucza?.

W Unii Europejskiej finansowanie można pozyskać wyłącznie dla programów realizujących politykę gender oraz równego statusu mężczyzn i kobiet. Szkoły i placówki edukacyjne, projekty kulturalne, a nawet przedsiębiorstwa muszą realizować ww politykę, korzystając z unijnych pieniędzy, więcej ogromne środki przyznawane są właśnie na projekty promujące poprawność polityczną.

PC (Political Correctness) w nauce ogranicza obszar prowadzonych badań. Nauka pod kontrolą poprawności politycznej nabiera atrybutów propagandowych. Nie publikuje się np. badań dotyczących skali przestępczości czarnych obywateli w Stanach Zjednoczonych, aby nie utrwalać kojarzenia tej rasy z przestępczością. Nie możemy swobodnie analizować stopnia zaangażowania Żydów w aparacie sowieckim, ponieważ wzbudzi to uczucia antysemickie.

Polityczna poprawność ma przebudować nie tylko nasze poglądy i pojęcia, ale również uczucia. Pewnych rzeczy, po prostu, nie można czuć. Używane są mocne określenia dyscyplinujące, np. ?rasista? w sytuacji, gdy trwoży nas masowa imigracja, ?nacjonalista? ? gdy trawi nas obawa o wynarodowienie, a ?homofob? ? gdy odczuwamy wstręt do homoseksualnej orientacji. Aby zdyscyplinować nasze uczucia, proponuje się zakwalifikowanie ?homofobii? jako choroby psychicznej i leczenie jej w klinikach psychiatrycznych, co przypomina sławne ?psychuszki? dla niedostosowanych w totalitarnym Związku Sowieckim. Zanim jednak zalegalizuje się nowe choroby, jest już pod ręką ustawa o zbrodni przeciwko ludzkości, na mocy której został oskarżony w USA w Massachusetts pastor Scott Livel wypowiadający się przeciwko promowaniu homoseksualizmu.

Poprawność polityczna określa wrogów ? homofobów, nacjonalistów, antysemitów, faszystów, fundamentalistów. Narzuca nam, w co i jak mamy wierzyć. Ustawowe wymuszenie akceptacji homoseksualizmu w katolickich placówkach szkolnych i opiekuńczych w Ameryce i Wielkiej Brytanii doprowadziło do likwidacji tych placówek, a propaganda mówiąca o nienawiści fundamentalistów chrześcijańskich ?do ludzi? rozsadza od wewnątrz Kościoły.

Nowy wspaniały świat

Stosowanie poprawności politycznej prowadzi więc do totalnej przebudowy struktury społeczno-politycznej i zmiany społecznej mentalności:

1) W sferze politycznej ? powoli likwiduje się państwa jako potencjalne zarzewia fobii narodowych i centralizuje władzę nad coraz szerszą globalną społecznością. Na tej drodze trudno nie zauważyć postawionych ostatnio znaczących kroków jak: publikacja CFR Challenges for Global Governance in 2013 (wytyczne dla utworzenia światowego rządu w hipotetycznym roku 2013), Encyklika Benedykta XVI Caritas in veritate i wezwanie Rady Watykanu Iustitia et Pax do utworzenia światowego rządu przy ONZ, oraz coraz częstsze publiczne wystąpienia polityków w parlamencie europejskim wzywające do utworzenia jednego rządu Europy.

2) W sferze moralnej i mentalnej ? pod pretekstem likwidowania uprzedzeń ?useksualnia? się społeczeństwo, co osłabia napiętnowanie niemoralności i pozwala na zamontowanie obywatelom prostej i sterowalnej osobowości homoerotikus, podobnie jak niegdyś pracowano nad osobowością homosowietikus.

3) W sferze edukacji i nauki ? wykorzystuje się edukację powszechną w propagandowych celach.

4) W sferze medycyny ? postęp w dziedzinie genetyki odrodził eugenikę i projekty populacyjne w czystej formie, m.in. in vitro docelowo jako wyrównywanie szans w zakresie prokreacji między parami hetero? i homoseksualnymi.

5) W sferze religii ? wzmacnia się relatywizm poznawczy i religijny, dezawuując monopol religijny na prawdę, każda prawda, każda religia stają się alternatywne i równoprawne. Ruchy ekumeniczne i ruchy ?dla pokoju? zlewają się w wielką, kontrolowaną rzekę, w którą ?ukradkowo wmontowuje się?, podobnie jak w innych instytucjach ?wyrównujące programy?.

(...)

]]>
[email protected] (Magdalena Trojanowska) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:37:50 +0000
Scenariusze na nadchodzący sezon (część 2) https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4349-scenariusze-na-nadchodzacy-sezon-czesc-2 https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4349-scenariusze-na-nadchodzacy-sezon-czesc-2

Pisanie scenariuszy w gatunku ?political science fiction?, podobnie jak przepowiadanie pogody czy wróżenie z fusów obarczone jest nie tyle ryzykiem, ile wprost gwarancją błędu ? po prostu żadne prognozy długoterminowe nigdy nie sprawdzają się w stu procentach. Zawsze więc znajdzie się okazja do drwiny z niewczesnego proroka, który stara się wybiegać refleksją socjopolityczną dalej niż, powiedzmy, do przyszłego wtorku ? ponieważ niechybnie już we środę łatwo da się go złapać za niejedno słowo, które nie stało się ciałem.

O ile jednak etatowej wróżce czy ?pogodynce? w naturalny sposób zależeć musi na możliwie najwierniejszym spełnieniu się przepowiedni, o tyle autorom snującym m.in. na tych łamach mroczne wizje przyszłości w gruncie rzeczy zależy, jak przypuszczam, na czymś wręcz przeciwnym. Nie po to pisze się wszak mrożące krew w żyłach scenariusze ?ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej?, by w przyszłości czerpać satysfakcję z tego, że się coś trafnie wykrakało ? ale raczej odwrotnie: licząc w duchu na to, że będzie kiedyś można odetchnąć z ulgą, że najgorsze przewidywania się jednak nie spełniły. W istocie więc katastroficzne dywagacje, jakie tu łaskawie drukuje Sz. Redakcja, nie wychodzą spod pióra (resp. klawiatury) ogarniętych manią autodepresyjną nałogowych czarnowidzów ? ale raczej niepoprawnych optymistów przekonanych, że pisaniną mogą jeszcze coś zmienić (notabene, to również dyspozycja psychiczna z pogranicza innej jednostki chorobowej: obłędu posłanniczego). Autorzy ?Opcji? zdają się wierzyć, że również w geopolityce i cybernetyce społecznej ma zastosowanie ?zasada nieokreśloności? Heisenberga ? co by oznaczało, że przykładając się solidnie do opisu rzeczywistości, tym samym zmieniamy ją choćby w minimalnym stopniu. Że zatem snując te rozważania, w jakiś sposób wpływamy na dynamikę układu geo-strategicznego ? niczym ów przykładowy motyl w Amazonii, którego machnięcie skrzydełkiem ostatecznie skutkować może trzęsieniem ziemi z epicentrum w Rowie Jawajskim. Tak się tu, jak przypuszczam, łudzimy ? w każdym razie dotyczy to niżej podpisanego: wiara w ?efekt motyla? w sprawie polskiej.

Faza terminalna

Z tym większą więc przykrością skonstatować trzeba, że czas, jaki upłynął od publikacji poprzedniego numeru (?Opcja? 3/2013), przynosi kolejne fakty pasujące jak ulał do skrajnie pesymistycznej tezy, że sprawa polska wchodzi w fazę terminalną. Scenariusz rozbiorowy (copyright: St. Michalkiewicz) jest realizowany w najlepsze ? przy czym intryga nie jest nawet specjalnie wymyślna. Państwo jest bowiem deprecjonowane i demontowane w biały dzień ? i to bezczelnie, ?na rympał?. Oto np. latem tego roku zlikwidowano de facto Sztab Generalny Wojska Polskiego (owszem, zostawiając przy nim kompetencje planistyczne i doradcze, ale odbierając dowódcze) i ostatecznie zerwano tzw. kotwicę budżetową (uchylając tzw. próg ostrożnościowy, który zresztą i tak służył za listek figowy maskujący autobankructwo z premedytacją). I stało się to wszystko bez stawiania jakichś szczególnie szczelnych zasłon dymnych, bez specjalnego wysiłku propagandowego (bo trudniejsze pytania nawet b. niepokornym stołecznym dziennikarzom jakoś się nie nasunęły). Z ostatnich tygodni odnotujmy jeden akt autodestrukcji szczególnie znamienny, bo godzący bezpośrednio w ?układ odpornościowy? organizmu państwowego: oto Prezydent Bronisław Komorowski podpisał (niewątpliwie w najlepiej pojętym interesie własnym i wspólników) prawo znoszące możliwość wykonywania kary śmierci nawet w stanie wojny. A zatem zdrada stanu i dezercja w obliczu wroga nie są już dziś w Polsce zagrożone karą adekwatną. Nie będzie więc można rozstrzelać ? a byłoby to jedyne właściwe, państwowotwórcze rozwiązanie ? ani generała Janusza Noska, który Służbę Kontrwywiadu Wojskowego tuż po zamachu smoleńskim otworzył był pono na oścież i na przestrzał przed kolegami z post sowieckiej FSB (Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, dawnej KGB ZSRS), ani Lecha Wałęsy, który wezwał do ?zjednoczenia? z Niemcami, a więc do zniesienia państwa, którego całości i suwerenności przysięgał wszak bronić. A zatem ?skoku? na nasze państwo dokonują nie osobiście jacyś zamorscy piraci czy zbójcerze zza wschodniej lub zachodniej rubieży ? wyręcza ich bowiem w pełni zwasalizowana tubylcza administracja, do cna zinfiltrowane służby oraz volks-europejczycy i euro-kołchoźnicy z ochotniczego zaciągu. Dziś Hans Frank nie musiałby się już fatygować do Krakowa, a Iwan Sierow do Lwowa ? obecnie kolaboranci załatwiają te sprawy we własnym zakresie.

(...)

]]>
[email protected] (Grzegorz Braun) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:30:26 +0000
Chcę żeby moje państwo było potężne https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4348-chce-zeby-moje-panstwo-bylo-potezne https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4348-chce-zeby-moje-panstwo-bylo-potezne

Z Piotrem Zychowiczem, autorem książki Obłęd?44, o historii, polityce i patriotycznej poprawności na prawicy rozmawia Petar Petrović

Występuje w Polsce zjawisko, które nazwałem patriotyczną poprawnością, które opiera się na tych samych zasadach co polityczna poprawność. O ile poprawność polityczna zabrania wszelkiej krytyki Murzynów czy pederastów, to patriotyczna po prawność zabrania wszelkiej krytyki polskich przywódców i wojskowych z II wojny światowej. Według tej poprawności Polacy zawsze bo wiem mieli rację. Wszystkie ich decyzje były jedynie słuszne, a za wszystkie nasze nieszczęścia odpowiadają obcy. Takie podejście jest infantylne i groźne.

Zapewne zdaje pan sobie sprawę, jakie wrażenie robi wydana w czasie kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego pana książka o takim tytule? Nie zastanawiał się pan nad tym, że już samo nazwanie jej: Obłęd?44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie może zniechęcić wiele osób do zajrzenia do niej? W szczególności myślę o ludziach, którzy mają dość ?plucia? na naszą historię i tradycje. W ten sposób traci pan z miejsca ludzi, którzy mogliby być zainteresowani innym spojrzeniem na te wydarzenia. Powierzchownie patrząc na główny motyw pana książki, można dojść do zaskakującego wniosku, że podobnie jak to przed laty robiła komunistyczna propaganda, pan również krytykuje przywódców Powstania Warszawskiego, a wychwala walczących w nim żołnierzy.

W PRL krytykowano powstanie z pozycji komunistycznych, a ja krytykuję je z antykomunistycznych. Są to więc dwie różne sprawy. Na tej zasadzie można powiedzieć, że każdy, kto mówi, że Katyń był zbrodnią sowiecką, wpisuje się w propagandę Goebbelsa. Radzę więc wszystkim przed postawieniem takiego zarzutu przeczytać moją książkę, tym bardziej że spotkałem się z ocenami, że jest to najbardziej antykomunistyczna książka napisana w ostatnim czasie. Cały tragizm Powstania Warszawskiego polega bowiem na tym, że choć w założeniu politycznym miało ono utrudnić pełną sowietyzację Polski Stalinowi, to? ono mu ją znacznie ułatwiło. Tu możemy się odwołać do Hansa Franka, który powiedział, że Warszawa jest źródłem większości kłopotów, jakie Niemcy mają z Polakami. Tutaj znajdowało się bowiem serce narodu polskiego, serce oporu. Warszawa była miastem niepokornym. Nie ma żadnych wątpliwości, że odgrywałaby dokładnie taką samą rolę pod nową okupacją sowiecką. Zniszczenie Warszawy, Polskiego Państwa Podziemnego i AK, wyrżnięcie tej resztki elit, które nam pozostały po kilku latach krwawej okupacji, spowodowało, że ten poważny problem, którym Warszawa była dla Stalina ? zniknął. W Polsce nie tylko nie było już komu stawiać jakiegokolwiek poważniejszego oporu wobec nowej okupacji, ale jeszcze zapanowały nastroje poklęskowe, rozczarowanie Zachodem, rządem londyńskim, który obarczano odpowiedzialnością za tragedię stolicy. Znacznie łatwiej było więc dokonać sowietyzacji kraju po powstaniu, niż gdyby go nie było. Stąd ten podtytuł, o który pan pytał na początku, czyli, że powstanie było prezentem dla Stalina. Niestety, tragizm tej bitwy polega na tym, że politycznie zyskali na niej tylko bolszewicy.

Na jakich dokumentach opierał się pan przy pracy nad książką. Niektórzy pana krytycy żałowali, że nie korzystał pan z przypisów i przez to umożliwiał dotarcie do źródła. Padają też oskarżenia, jak choćby w przypadku oskarżeń czy insynuacji pod adresem gen. Okulickiego o to, że był sowieckim szpiegiem, że posługuje się pan plotką.

Przypisów w książce nie ma, bo jest to książka publicystyczna, a nie naukowa. Generała Okulickiego w swojej książce nie oskarżam zaś o to, że był sowieckim szpiegiem. A co do dokumentów wykorzystanych w książce ? wszystko jest w bibliografii.

W jakim stopniu AK było zinfiltrowane przez sowietów i komunistów?

Tego do końca nie wiemy. I nie dowiemy się, dopóki nie zostaną otwarte archiwa sowieckie.

Pan krytykuje nie tylko decyzję o podjęciu walki, ale całą myśl polityczną w tamtym czasie i w Londynie i w kraju. Pojawiają się głosy, że oddaje pan w zasadzie głos tylko jednej stronie, z którą pan sympatyzuje ? cytując tych, którzy nie zgadzali się z wybuchem powstania, akcją ?Burza? itd.

To zarzut groteskowy i absurdalny. Obłęd 44 ma przecież jasną tezę ? akcja ?Burza? i Powstanie były fatalnymi błędami. W książce przytaczam więc argumenty swoje i innych ludzi, którzy podzielają lub ? w przypadku postaci historycznych ? podzielali mój pogląd. To przecież oczywiste. Podobnie absurdalne są zarzuty, że wymądrzam się po 69 latach, gdyż znam już konsekwencje tych decyzji i pouczam ludzi, którzy nie mogli ich przewidzieć.

(...)

]]>
[email protected] (Petar Petrović) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:26:02 +0000
Omyłka. Politycznie niepoprawna historia powstania styczniowego https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4347-omylka-politycznie-niepoprawna-historia-powstania-styczniowego https://opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2013/item/4347-omylka-politycznie-niepoprawna-historia-powstania-styczniowego

Powstanie Styczniowe w naszej pamięci narodowej zajmuje miejsce szczególne, gdyż było ostatnim zrywem niepodległościowym Polaków przed odzyskaniem niepodległości. W większości historycznych opracowań, publicystyce oraz literaturze pięknej dominuje tematyka ściśle związana z wewnętrznym obrazem powstania, losem narodu polskiego w trakcie powstania, opisem walk i polityki kierownictwa insurekcji styczniowej oraz represją wobec Polaków po jego zakończeniu. Zupełnie natomiast marginalnie traktowany jest jego wymiar międzynarodowy i skutki dla polityki europejskiej, a nawet światowej.

Niestety, nawet specjaliści zajmujący się tym okresem w naszej historii, jak i ci mocno osadzeni w historii powszechnej i ówczesnej geopolityce z braku wiedzy lub na skutek tzw. politycznej poprawności, nie widzą lub nie chcą widzieć, jak wielkie znaczenie na politycznej szachownicy Europy, a także Azji i Ameryki Północnej miały wydarzenia towarzyszące polskiemu powstaniu narodowemu w 1863 roku. Jedynym chlubnym wyjątkiem jest znakomicie udokumentowana monografia Jędrzeja Giertycha Kulisy powstania styczniowego po raz pierwszy wydana w Polsce w br. przez DW ?Ostoja?.

Po klęsce w wojnie krymskiej 1853-56, jaką poniosła Rosja z rąk Francji, Wielkiej Brytanii, Turcji i Sardynii, po śmierci cara Mikołaja I i wstąpieniu na tron Aleksandra II, w Rosji nastąpił okres politycznej odwilży, a słabość imperium była widoczna gołym okiem. Bez zatem pewnych korekt chorego systemu samodzierżawia groziło matuszce Rosji, że następnej klęski już nie przetrwa. Ciśnie się na usta fundamentalne pytanie, dlaczego, skoro tak mocno ciążyła ówczesnym Polakom carska niewola, nasze elity narodowe nie wywołały powstania właśnie wtedy, gdy zaborca miał tak gigantyczne kłopoty, a przeciwko niemu stał zwarty blok koalicji wojennej największych militarnych potęg połowy XIX wieku ? Francji, Wielkiej Brytanii oraz Turcji?

Wtedy nasi najwięksi emigracyjni politycy studzili powstańcze nastroje, przywódcom Wielkiej Brytanii i Francji stawiali dość wygórowane warunki, które mieli spełnić, by w zaborze rosyjskim Polacy rozpoczęli dywersyjne działania zbrojne wobec caratu. Co wysoce zastanawiające, kiedy już Rosja zaczęła dźwigać się z upadku i wylizywać się z wojennych ran, te same środowiska zaczęły zawierzać mglistym francuskim obietnicom dyplomatycznego wsparcia niepodległościowych dążeń Polaków. O tym, że rozkład organizacyjno-militarny Rosji w dobie wojny krymskiej był gigantyczny, najlepiej świadczą relacje późniejszego dyktatora powstania Romualda Traugutta, wtedy oficera carskiej armii. Wojska rosyjskie, fatalnie uzbrojone w archaiczne karabiny, a Francuzi i Brytyjczycy dysponowali nowoczesnymi sztucerami wielostrzałowymi. Korupcja i przysłowiowy ?bardach? w rosyjskiej armii był tak wielkie, że na polu walki prawie nie działały służby sanitarne. Często rannych żołnierzy, zwłaszcza oficerów, doglądały zdesperowane żony, siostry i matki.

Wtedy polskie powstanie mogło stanowić przysłowiowy gwóźdź do carskiej trumny. Klęska zmusiła rosyjską elitę do refleksji nie tylko wobec polityki wewnętrznej, ale też uzmysłowiła władzy, jak wyraźnie zmieniła się konfiguracja międzynarodowa. Na solidarność współzaborców polskich ? Austrii i Prus ? Rosja nie mogła liczyć. Tej nauki kraj carów nie zapomniał i niebawem nastąpiła normalizacja stosunków z jej dotychczasowymi wrogami, zwłaszcza Francją. Oba państwa łączył wspólny interes w niedopuszczeniu wzrostu potęgi Prus i Austrii. Dodatkowo Rosja i Francja miały wspólne cele w powstrzymaniu kolonialnej ekspansji Wlk. Brytanii w Azji.

Na ten polityczny flirt z niepokojem patrzyły Prusy, które jak ognia bały się wzięcia przez Francję i Rosję swojego terytorium w kleszcze. Trzeba też pamiętać, że były to lata współpracy pomiędzy Rosją i USA. Obiektywnie zbliżenie francusko-rosyjskie służyło polskim narodowym interesom ze względu na propolskie nastroje społeczeństwa francuskiego. Nowy partner Francji ? Rosja musiała uczynić coś konkretnego dla Polaków, zwłaszcza na terytorium Królestwa Kongresowego, by scementować i uwiarygodnić dalszą współpracę.

Dylematy Wielopolskiego

Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać, że, jak pisze Stanisław Cat Mackiewicz, nigdy wcześniej polityka rosyjska nie była tak polonofilska, jak w okresie przed powstaniem. Przysłany przez cara Aleksandra II na namiestnika Królestwa Wielki Książę Konstanty Mikołajewicz był osobiście do Polaków nastawiony pozytywnie. Jest wielce prawdopodobne, że byliśmy wtedy na dość bliskiej drodze do etapowego odtworzenia Królestwa Kongresowego jako państwa złączonego z Rosją tylko unią dynastyczną, z własnym sejmem i wojskiem. To mogło się stać, choć nie musiało, natomiast stały się faktem reformy zaproponowane Petersburgowi przez margrabiego Wielopolskiego ? dokonała się repolonizacja administracji w Królestwie, powołano Radę Stanu oraz w pełni polski samorząd miejski i wiejski, zniesiono pańszczyznę, a co najistotniejsze, dynamicznie zaczęła rozwijać się polska narodowa oświata. Jak na aspiracje narodu o tak wielkiej przeszłości, było to może nie tak wiele, ale zawsze coś konkretnego. Tym bardziej że właśnie wiek XIX to nie tylko wiek pary, ale także doba szybkiego rozwoju nowoczesnego nacjonalizmu. Prawdziwą wunderwaffe stała się narodowa oświata oraz książki i prasa w języku narodowym. Oczywiście poważny wpływ na wszystkie rosyjskie ustępstwa miały datujące się od 1861 r., demonstracje ludu Warszawy, nieraz krwawo tłumione przez znienawidzonych kozaków. Jednak to nie one ostatecznie miały decydujące znaczenie w wywołaniu rosyjskich ustępstw, lecz polityka zagraniczna Rosji. Imperium chciało mieć spokój nad Wisłą i lepszą prasę w Paryżu czy Londynie, by wygospodarować czas na inne usytuowanie na politycznej mapie Europy i Azji. W samym Królestwie reformy spotkały się, niestety, z obojętnością, a nawet z dziwną manifestacją niezadowolenia, gdyż podekscytowany lud Warszawy oczekiwał od Rosji, że bez wojennej klęski odda Polakom to, co zrabowała przez bez mała sto lat.

(...)

]]>
[email protected] (Janusz Dobrosz) Nr 4/133, październik 2013 r. Mon, 21 Oct 2013 23:20:24 +0000