2014 https://www.opcjanaprawo.pl Sat, 07 Dec 2019 18:48:28 +0000 Joomla! - Open Source Content Management pl-pl Od Redakcji https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4476-od-redakcji https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4476-od-redakcji

Pod koniec września prezydent Iranu Hasan Rowhani, włodarz państwa do niedawana przedstawianego w mediach, jako wiodące prym w tzw. osi zła, wystąpił do narodów zgromadzonych na sesji ONZ z dramatycznym apelem o powołanie sojuszu przeciwko nowo powstałemu państwu islamskiemu ISIS (jeszcze większemu złu?). Sytuacja na Bliskim Wschodzie przypominać zaczęła tym samym już nie tyle szybko zmieniający się kalejdoskop, co raczej poligon doświadczalny po eksperymentalnym wybuchu. Trudno obecnie o orientację kto z kim i dlaczego. Względnie prosperujący w latach 90. Bliski Wschód z dnia na dzień zamienia się w szybko narastający chaos i trudno nie dostrzec w tym procesie złowieszczej wręcz roli dyżurnego demokratora świata ? Stanów Zjednoczonych.

Do bajek dla naiwnych należy włożyć oficjalną narrację, że chodzi w tym wszystkim o szlachetny prometejski gest niesienia płomienia wolności krajom pomrocznym. Przeczy temu choćby awanturnicze wspieranie przez prezydenta Obamę rebeliantów i radykałów islamskich przeciw legalnie urzędującym, umiarkowanym, jak na standardy bliskowschodnie, władzom suwerennych państw, takich jak choćby Syria. Walka o wpływy i dominację w regionie żyznego półksiężyca stanowi obecnie ?być albo nie być? dla głównych globalnych graczy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że sukcesywna realizacja strategii Zbigniewa Brzezińskiego z wolna przekształca się w pełzający konflikt globalny.

Odżyły też dawne dziewiętnastowieczne demony. Nienawiść do zachodniego okupanta wskrzesiła najbardziej radykalną postać islamu wywodzącą się wprost z ruchów wahabickich. Okrucieństwo i bezpardonowość z jaką zwolennicy nowego kalifatu ścinają głowy świętej resztce irackich chrześcijan, transmitowana przez media na srebrne ekrany, wzbudziła postrach i zgrozę w tzw. cywilizowanym świecie, który wcześniej dość gładko przeszedł obok setek tysięcy zabitych ofiar wojny irackiej, nie znużył też swoich oczu widokiem chrześcijan mordowanych w Indiach czy Afryce. Czy nowy kalifat jest ową apokaliptyczną bestią? Czy raczej słabą gangsterską inicjatywą pasterzy kóz? A może na Bliskim Wschodzie bestia faktycznie już od dawna grasuje, choć jest to jednak inne, bardziej znajome zwierzę. Może do tej pory pozostawało ono nierozpoznane w związku z tym, że posiada główne media i rządzi światową propagandą. Najgroźniejszym wszak graczem, jest ten, który rozdaje karty. Odpowiedzi na tak postawione pytania pozostawiamy naszym autorom oraz wysokiej inteligencji czytelników kwartalnika Opcja na prawo.

]]>
[email protected] () Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Bliski Wschód: jeden z wariantów https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4475-bliski-wschod-jeden-z-wariantow https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4475-bliski-wschod-jeden-z-wariantow

Dawni kartografowie kreślili mapy dostępnej im części naszej planety, umieszczając w centrum Jerozolimę. Stąd rozchodziły się aż po kresy naszego globu promienie potężnej mocy, przenikające ludzkie dusze i umysły. Znaczenia tego niezwykłego fenomenu ? a właściwie może, jeśli nazywać rzecz po imieniu, raczej cudu ? nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Ponownie Bliski Wschód stał się punktem newralgicznym w wiekach XII i XIII, kiedy Europa jednoczyła się w obronie Grobu Pańskiego. Był to czas nadzwyczajny dla cywilizacji łacińskiej, wypełnienie (niepozbawione wprawdzie nadużyć) pięknej i śmiałej idei. Królestwo Jerozolimskie stało się łącznikiem pomiędzy światem zachodnim a Orientem. Chrześcijanie pielgrzymowali do Świętego Miasta nie tylko wówczas, gdy było ono w rękach krzyżowców, ale także wtedy, gdy władali nim ? oraz ziemiami, przez które wiodła droga pątników ? nieprzyjaciele wiary Chrystusowej. Oprócz tych, którzy wyruszali w realną, pełną niebezpieczeństw wędrówkę, do miejsc znanych z Biblii podążały swoimi myślami w ciągu dwóch tysiącleci miliardy ludzi podczas nabożeństw, modlitw, lektur świętych ksiąg czy medytacji. Wyobraźnię tych, którzy wątpili, Lewant rozpalał jako wrota wiodące do tajemnic Arabia Felix.

Współcześnie Bliski Wschód stał się punktem, w jakim ścierają się wielkie płyty geopolityczne naszego globu. Rywalizują tutaj rzeczywiste mocarstwa oraz te kraje, które do takie roli pretendują. W problemy bliskowschodnie zaangażowana była większość państw posiadających arsenały nuklearne, a aż siedem krajów położonych się w tym regionie lub w bezpośrednim jego sąsiedztwie miało lub ma własne programy atomowe. Od kilku dekad ziemia Lewantu nieustannie drży i płonie.

Nie taki diabeł straszny?

Pośród wielu problemów w tym wciąż gotującym się kotle bliskowschodnim na pierwszy plan aktualnie wybija się wojna z Państwem Islamskim w Iraku i Lewancie, która przyćmiła nawet najświeższą eskalację sporu izraelsko-palestyńskiego, tę kolejną odsłonę trwającego już od lat dwudziestych minionego wieku konfliktu żydowsko-arabskiego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że sukcesy fanatycznych islamistów w rejonie Mezopotamii prezentowane są często przez media jako fenomen z kategorii bardzo pokrewnej tej, do której zalicza się epidemię Eboli czy oczekiwanie na wybuchy jakichś superwulkanów. Tymczasem kalifat proklamowany w połowie 2014 roku, wbrew żarliwym deklaracjom składanym przez jego twórców, raczej nie przyniesie zagłady cywilizacji zachodniej (zresztą afrykański wirus i jakaś apokaliptyczna erupcja w bliskiej perspektywie zapewne także nie będą przyczyną końca ludzkości). Państwo Islamskie to z pewnością twór efemeryczny i jego forma będzie musiała wkrótce ulec zmianie, zapewne nie tyle pod wpływem nalotów alianckich, ile bardziej w rezultacie nieporozumień w łonie samych dżihadystów. Jeśli przetrwa nieco dłużej, to prawdopodobnie wyłącznie jako luźna federacja obszarów kontrolowanych przez różne klany.

Państwo to naturalnie istniało już wcześniej (i istnieje nadal) nie tylko w granicach terytorium aktualnie opanowanego przez bojowników. Fundamentalizm islamski jest przecież w zasadzie zjawiskiem globalnym, rozlał się bowiem po krajach muzułmańskich, ale także po Europie Zachodniej, a nawet Australii. Publikowane za pomocą współczesnych kanałów komunikacyjnych nagrania przedstawiające morderstwa dokonywane na ?niewiernych? wzbudzają grozę, bo w końcu taki jest ich cel. Islamscy fanatycy są święcie przekonani, że uda im się zastraszyć Zachód, jego degeneracja moralna, duchowe spustoszenie oraz materializm hedonistyczny i wiele innych oznak upadku widoczne są bowiem jak na dłoni. Demokratyczne władze państw zachodnich okazują raz po raz swoją słabość, miękkość i niezdecydowanie, podczas gdy atutem dżihadystów jest ich determinacja i bezwzględność, całkowite podporządkowanie się inspirowanej wiarą idei ? co z tego, że z naszego punktu widzenia fałszywej.

W ?Objawieniu Świętego Jana? padają słowa świadczące o tym, że Bóg upodobał sobie zimnych lub gorących, odtrąca natomiast tych letnich. A taka właśnie jest, niestety, współcześnie cywilizacja europejska: grzęznąca w relatywizmie, uwikłana w poprawność polityczną wynoszącą na ołtarze fałszywe złote cielce, na siłę i wbrew zdrowemu rozsądkowi próbująca godzić problemy, które w istocie nie są do pogodzenia. Ciekawe, jak wygląda to samobójcze szaleństwo Zachodu w oczach wyznawców Mahometa? I co powiedzieliby o nim dawni herosi krucjat?

(...)

]]>
[email protected] (Wojciech Grzelak ) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Były sprzedawca precli nowym Atatürkiem? https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4474-byly-sprzedawca-precli-nowym-atatuerkiem https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4474-byly-sprzedawca-precli-nowym-atatuerkiem

Unia Europejska, USA, Izrael mają nie lada problem z nowym prezydentem Turcji ? Recepem Tayyipem Erdoganem, który już od dwunastu lat kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa i wraz ze swoją ?umiarkowanie islamistyczną? Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) urywa się z paska zachodnich mocarstw i ma ambicje sięgające poza wpływy w swoim regionie.

Będąc od dawna członkiem NATO i budując swoją przyszłość na kontaktach z Zachodem, Turcja rządzona była w dużej mierze przez osoby (z dużym wpływem armii), które nie obawiały się naginać czy wręcz łamać ?demokratyczne zasady?, byleby tylko ochronić świeckość państwa. Dziś Erdogan nie tylko je łamie, ale krok po kroku islamizuje kraj i przedstawia siebie jako jedynego obrońcę religii muzułmańskiej w Turcji. Dzięki temu łatwo mu przedstawić zachodnią krytykę swoich rządów jako atak nie tylko na suwerenność kraju, ale i na wiarę w Allaha.

Zachód kręci nosem

Czy jednak Erdogan, realizując swoją wizję silnego państwa, regionalnego mocarstwa, już nie dążącego do westernizacji, ale do pełnienia roli pośrednika pomiędzy Wschodem a Zachodem, podważył NATO-wskie zobowiązania bądź zadeklarował, że należy dać sobie spokój z UE? Nie, przynajmniej oficjalnie, ale już dawno nie jest przez zachodnich liderów traktowany jako człowiek, który będzie grzecznie wypełniał ich sugestie, nie mówiąc już o dyrektywach. To zaś budzi gniew i automatyczne zastosowanie wobec niego wielu znanych zarzutów o łamanie ?demokratycznych zasad? i ?autorytaryzm?.

?Im dłużej Erdogan dominuje w tureckiej polityce, tym bardziej nietolerancyjne są jego rządy. Zupełnie jakby widział siebie jako dobrotliwego możnowładcę, a 77 mln swoich rodaków jako biernych poddanych, a nie obywateli nowoczesnej demokracji? ? podkreślał w komentarzu redakcyjnym ?Financial Times?. Gazeta ocenia, że pod jego rządami kraj co prawda staje się coraz bardziej zamożny, ale i ?mniej wolny?. Daje też do zrozumienia, że jeśli Erdogan chce rozwoju gospodarczego, to musi ?uspokoić? zagranicznych inwestorów, którzy ?chcą stabilnych rządów, a także ocieplenia relacji Ankary z USA i Unią Europejską?. Oceny te, w różnych formach, pojawiają się w większości publikacji o najważniejszym tureckim polityku po jego niedawnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich. Wszędzie przypomina się brutalne rozprawianie się z protestami, które rozpoczęły się 28 maja 2013 roku na placu Taksim w centrum Stambułu, a później ogarnęły inne regiony i miasta Turcji, a także jego próby blokad youtube?a i Twittera ? jako formę ?niedemokrytycznego? zwalczania opozycji.

Jeszcze gorzej po jego sukcesie pisały niemieckie media, które podobnie jak elity polityczne z tego kraju są rozczarowane brakiem ustępliwości Ankary w relacjach z Berlinem. ?Zwycięstwo Erdogana w pierwszej turze wyborów prezydenckich nie jest dobrą wiadomością. Nie dla Turcji i nie dla Europy. Tak jednoznaczne zwycięstwo Erdogan zrozumie jako zachętę do kontynuowania swych autorytarnych rządów. Tego chcieli wyborcy. Dla Europy Turcja staje się coraz bardziej nieprzewidywalna. Perspektywa członkostwa w UE oddaliła się z dniem dzisiejszym na wiele lat, co dla niektórych to dobre wieści? ? oceniało ?Nordwest-Zeitung?. ?Jeśli Erdogan będzie kontynuował jako prezydent swój zgubny, antydemokratyczny kurs polityczny, a co do tego nie ma wątpliwości, Europa będzie musiała podnieść głos. Kontynuowanie negocjacji akcesyjnych będzie pozbawione sensu? ? kontynuowało tyrady ?Straubinger Tagblatt / Landshuter Zeitung?.

Trzeźwiej sytuację oceniało ?Rhein-Neckar-Zeitung?, które napisało, że: ?Erdogan zmienił Turcję tak, jak przed nim tylko twórca republiki Mustafa Kemal Atatürk. I Erdogan politycznie bardzo oddalił się od Europy. Jednakże: może on sobie na to pozwolić. Ponieważ wszystkie obecne miejsca konfliktów zbrojnych ? Syria, Bliski Wschód, Izrael, Ukraina ? znajdują się u wrót Turcji. A Zachód musi ? czy chce, czy nie chce ? postawić na Erdogana jako politycznego gracza?.

(...)

]]>
[email protected] (Aleksander Kłos) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Ludobójstwo Ormian na Bliskim Wschodzie i w innych częściach Imperium Osmańskiego https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4473-ludobojstwo-ormian-na-bliskim-wschodzie-i-w-innych-czesciach-imperium-osmanskiego https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4473-ludobojstwo-ormian-na-bliskim-wschodzie-i-w-innych-czesciach-imperium-osmanskiego

Wszędzie tam, gdzie żyją Ormianie, czyli także na Bliskim Wschodzie, 24 kwietnia obchodzony jest jako Dzień Pamięci o Ofiarach Ludobójstwa. Jest to upamiętnienie wielkiej zbrodni, którą w latach 1895-1923 (ze szczególnym nasileniem w latach 1915- 1917) rząd Turcji dokonał na swych ormiańskich obywatelach. W barbarzyński sposób zgładzono wówczas 1,5 mln osób. Do ludobójstwa tego Turcja, członek NATO i kandydat do Unii Europejskiej, do dziś jednak przyznać się nie chce.

Geneza

Armenia, która w 301 r. jako pierwszy kraj na świecie przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową, przeżywała na przełomie czasów starożytnych i średniowiecza liczne najazdy Bizantyjczyków, Persów i Arabów. Najgroźniejszy jednak okazał się najazd Turków, którzy w 1064 r. zniszczyli stolicę ormiańską w Ani. Kraj na wiele wieków utracił niepodległość, a liczni jego mieszkańcy, uciekając przed prześladowaniami, rozproszyli się po całym świecie. Zajmując się kupiectwem i rzemiosłem, dotarli m.in. na Bałkany, Krym i Ruś oraz do Gruzji i Persji, a nawet do Indii. Zamieszkali także w Rzeczypospolitej, w której, ciesząc się opieką polskich monarchów i magnatów, posiadali liczne przywileje.

Znaczna część emigrantów ormiańskich osiedliła się również na Bliskim Wschodzie. Chodzi głównie o terytoria takich obecnych państw jak: Egipt, Izrael, Jordania, Irak, Liban i Syria. Większość tych terytoriów aż do wybuchu I wojny światowej wchodziła w skład imperium osmańskiego. Tak jak w innych krajach Ormianie trudnili się tutaj rzemiosłem, głównie złotnictwem i kobiernictwem oraz kupiectwem i bankierstwem, rzadko kiedy rolnictwem.

Od strony wyznaniowej należą oni do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, który nie przyjął uchwał Soboru Powszechnego w Chalcedonie i który w 551 r. ostatecznie zerwał więź z Rzymem i Bizancjum, tworząc własny Kościół narodowy, nazywany do niedawna monofizyckim. Jego zwierzchnikiem stał się katolikos, będący odpowiednikiem papieża, rezydujący w świętym mieście Ormian, Eczmiadzynie w Armenii. Z tym jednak, że wierni bliskowschodni podlegali katolikosowi Wielkiego Domu Cylicyjskiego, czyli patriarsze, który swoją siedzibę ma obecnie Anteljas, nadmorskim mieście koło Bejrutu w Libanie. W VII wieku powstał także patriarchat w Jerozolimie, skupiający wiernych z Ziemi Świętej.

W 1742 r. w wyniku rozłamu, który powstał w patriarchacie cylicyjskim, część Ormian przyjęła unię z Kościołem rzymskokatolickim, tworząc patriarchat ormiańskokatolicki, obejmujący swym zasięgiem imperium osmańskie i mający swoją siedzibę w klasztorze Bzommar pod Bejrutem. Oba wyznania do dziś odprawiają liturgię według własnego rytu, używając języka staroormiańskiego, zwanego grabar.

Warto dodać, że społeczność ormiańska, także w diasporze, posługiwała się zawsze własnym alfabetem, który w 405 r. ułożył mnich Mesrop Masztoc. Z kolei klasztory ormiańskie specjalizowały się w przepisywaniu świętych ksiąg, tak Pisma Świętego, jak dzieł Ojców Kościoła. Księgi te były zdobione miniaturami, będącymi do dziś niepowtarzalnymi arcydziełami.

Tak zwana kwestia ormiańska

Wiek XIX to wielki wzrost świadomości narodowej Ormian, także tych zamieszkałych na Bliskim Wschodzie. Przyczyniła się do tego wojna rosyjsko-turecka z lat 1828-1829, w wyniku której Rosja zdobyła część historycznej Armenii, z miastami Erywań i Eczmiadzyn, z którego utworzyła odrębną prowincję. Od tej pory tereny zajęte przez Rosjan zaczęto nazywać Armenią Wschodnią (jest to teren obecnej republiki Armenii), a tereny zajmowane nadal przez Turków Armenią Zachodnią (teren obecnej Turcji wschodniej).

Inną przyczyną było tzw. pismo monarsze z Gülhane, czyli edykt wydany przez sułtana Abdülmecida I w 1839 r. Gwarantował on wszystkim poddanym, w tym też chrześcijanom, równouprawnienie religijne i sprawiedliwe sądzenie oraz bezpieczeństwo osobiste i majątkowe. W praktyce jednak Ormianie wydani byli na bezkarność urzędników i wojskowych tureckich, którzy w brutalny, często krwawy, sposób dokonywali grabieży ich majątków. Grabieże te potęgowane były przekonaniem o zamożności Ormian, trudniących się głównie, jak już wspomniałem, kupiectwem i bankierstwem.

Tym szkodliwym działaniom nie przeszkodziło ani wydane potwierdzenie postanowień edyktu, ani zatwierdzenie w 1863 r. praw narodowościowych, przygotowane przez samych Ormian. Nie przeszkodziły też interwencje (na ogół bardzo słabe) państw europejskich, do których przez dyplomatów i kupców docierały informacje o prześladowaniu chrześcijan w imperium osmańskim.

(...)

]]>
[email protected] (ks. Tadeusz Zaleski-Isakowicz) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Wzgórza Golan są tyko moje https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4472-wzgorza-golan-sa-tyko-moje https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4472-wzgorza-golan-sa-tyko-moje

Wzgórza Golan. Bazaltowy płaskowyż długości około 60 km i szerokości 25-30 km z licznymi, ale niskimi wzniesieniami, z których zdecydowana większość sięga zaledwie 700-800 m n.p.m. o granicach niegdyś wyznaczonych przez naturę. Pomiędzy rzeką Jordan i Jeziorem Galilejskim na zachodzie a Pustynią Syryjską (el-Hamad), która właściwie rozciąga się aż do Damaszku, na wschodzie; od doliny Jarmuku na południu aż do Hermonu, najwyższego szczytu gór Antylibanu na północy.

Hermon wyróżnia się nie tylko wysokością ? 2814 m n.p.m. U podnóża znajdują się źródła Jordanu zasilane znaczną częścią z 1800 mm rocznych opadów. Na szczycie góry są one widoczne w postaci utrzymującej się nawet latem warstwy śniegu. Z tego względu Arabowie nazywali Hermon ?Śnieżną Górą?, ?Siwowłosą Górą? lub ?Górą Starca?. Rzymianie nazwali tę część Zajordania Gaulanitis, co było nawiązaniem do istniejącego już w czasach Jozuego miasta Gaulon (Joz 20,8; 21,27). Ślad tego określenia przetrwał w nazewnictwie stosowanym współcześnie. Tutejsze żyzne gleby sprzyjały rolnictwu. Pola uprawne i rozległe sady, przez wiele wieków zapewniając obfite plony, dawały też radość oczom prostych ludzi.

Jest to rejon o dużym ? a w szczególnych okolicznościach nawet olbrzymim ? znaczeniu nie tylko dla Bliskiego Wschodu. Panowanie nad nim daje przewagę w trzech podstawowych dla funkcjonowania państwa zakresach ? strategiczno-wojskowym, gospodarczym i religijnym. Władze Izraela od lat zdecydowanie odrzucają możliwość wycofania się ze Wzgórz Golan, uważając swoją militarną obecność na tym obszarze za niezbędną do zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Odpowiednie rozmieszczenie tutaj wojsk stanowi bowiem manifestację skierowanej wobec Libanu i Syrii realnej siły militarnej. Z drugiej zaś strony Wzgórza Golan są znakomitą z perspektywy Syrii lokalizacją dla rozmieszczenia stanowisk do potencjalnego ostrzału północnego Izraela.

Część napięć politycznych na tym terenie wyjaśniana jest rywalizacją o wodę. Zapewnienie sobie swobodnego dostępu do bogactwa rzek Jordan (główne źródło wody dla Izraela) i Jarmuk oraz jeziora Galilejskiego prowadziło do wielu konfliktów granicznych między Syrią a Izraelem. W połowie lat 60. nazywano je nawet ?bitwą o wodę?. Dążenie do kontroli nad jej rezerwuarami było w 1967 roku jedną z głównych przyczyn syryjsko-izraelsko-jordańskiej ?wojny sześciodniowej?.

Władanie Wzgórzami Golan ma również znaczenie symboliczne. Zwłaszcza dla chrześcijan. Tutaj bowiem ? jak dowiadujemy się z Ewangelii ? u stóp Góry Hermon zatrzymał się Jezus podróżujący z uczniami do Cezarei Filipowej.

Minęło już 48 lat od ?wojny sześciodniowej?, podczas której Wzgórza Golan zostały zajęte przez wojska Izraela. W tym czasie zmieniały się rządy amerykańskie, rosyjskie, izraelskie i arabskie, minęły kadencje wielu sekretarzy ONZ-u, a ten piękny region na pograniczu Syrii, Libanu i Izraela nadal jest pod izraelską okupacją. Formą stabilizacji w tym rejonie miało być zapewne utworzenie w 1974 roku kontrolowanego przez siły pokojowe ONZ (UNDOF) neutralnego pasa oddzielającego Syrię od ziem pozostających pod kontrolą izraelską. W kilka lat później ? 14 grudnia 1981 roku ? izraelski parlament Knesset przyjął uchwałę o objęciu Wzgórz Golan izraelskim systemem prawnym i administracyjnym, co w praktyce oznaczało ich formalne wchłonięcie przez Izrael.

(...)

]]>
[email protected] (Ziad Abou Saleh) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Dwa kraje w jednym państwie https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4471-dwa-kraje-w-jednym-panstwie https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4471-dwa-kraje-w-jednym-panstwie

Każda ze stron konfliktu izraelsko-palestyńskiego ma swoje racje i argumenty poparte przykładami, które udowadniają, że to wyłącznie strona przeciwna jest agresorem i dąży do wojny, a ?my jesteśmy ofiarami?.

W połowie września 2014 roku Salah al-Zawawi, ambasador Autonomii Palestyńskiej w Iranie, powiedział, że wszyscy Żydzi powinni powrócić do swoich krajów pochodzenia. ? Wszyscy ci ludzie, którzy przyjechali, by okupować nasz kraj, muszą powrócić do krajów swojego pochodzenia, pozostawiając na miejscu tylko palestyńskich Żydów, z którymi żyliśmy w miłości, szacunku i braterstwie ? stwierdził Zawawi w wywiadzie telewizyjnym.

Jeśli cofnąć się do historii sprzed utworzenia państwa Izrael, to na terenach Palestyny Żydzi zaczęli się osiedlać dopiero pod koniec XIX wieku, w ramach rozwoju ruchu syjonistycznego. Z kolei naród palestyński (który został wymyślony później) to nie było nic innego jak Jordańczycy mieszkający w Palestynie, a wielu z nich do dzisiaj wyznaje chrześcijaństwo.

Dopiero po pojawieniu się na tym terenie Żydów zaczęło dochodzić do czystek etnicznych na ludności arabskiej, które nasiliły się po powstaniu państwa Izrael w 1948 roku. Całe arabskie wioski i miasta były wysiedlane z zakazem powrotu. ?Integralną część kampanii czystki etnicznej stanowiło tworzenie atmosfery terroru i paniki za sprawą popełnianych okrucieństw ? jak też za sprawą bezpośrednich, dokonywanych przemocą wypędzeń. Przybliżona liczba masakr dokonanych (przez Żydów na Palestyńczykach ? TC) w 1948 r. (zaledwie trzy lata po zakończeniu horroru żydowskiego holokaustu ? TC) jest trudna do ustalenia i wynosi wedle jednych statystyk 24, wedle innych 33? ? pisze Ben White w książce ?Apartheid izraelski?. Sam w 2013 roku odwiedziłem założony w 1948 roku na przedmieściach Betlejem na Zachodnim Brzegu obóz Aida, którego mieszkańcy, wyrzuceni z Jerozolimy, do dzisiaj mają nadzieję na powrót. Szacuje się, że teraz potomków wypędzonych Palestyńczyków, żyjących poza ojczystą ziemią, jest około czterech milionów.

Izraelski apartheid

Wbrew porozumieniom międzynarodowym i prawu międzynarodowemu osadnictwo żydowskie na terenach Autonomii Palestyńskiej trwa do dziś. Na Zachodnim Brzegu, który powinien należeć wyłącznie do Palestyńczyków, budowane są zarówno legalne (według prawa Izraela, a nielegalne według prawa międzynarodowego, które zakazuje kolonizacji ziem, które się okupuje), jak i nielegalne (zarówno według prawa Izraela, jak i prawa międzynarodowego) osiedla żydowskie. Są to wyspy dobrobytu wśród palestyńskiej nędzy wokoło (PKB na osobę w Izraelu jest około 10 razy wyższy niż na Zachodnim Brzegu), chronione przez wojsko i zasieki z drutu kolczastego. Nie mają tam wstępu Arabowie. Jak pisze White, od 1967 roku Izrael ustanowił 135 kolonii na okupowanym Zachodnim Brzegu i w Jerozolimie Wschodniej, nie wspominając o licznych koloniach nieoficjalnych. Liczba nielegalnych w świetle prawa międzynarodowego żydowskich osadników sięga pół miliona ludzi. Dodatkowo główne drogi na Zachodnim Brzegu są pod kontrolą Izraela, co utrudnia lub uniemożliwia Palestyńczykom poruszanie się pomiędzy palestyńskimi miastami. Budowane są nowe drogi, którymi mogą poruszać się wyłącznie Izraelczycy. Izrael kontroluje także większość (82 procent) zasobów wody, co na pustynnym terytorium Palestyny ma kapitalne znaczenie do przeżycia, utrudniając ludności arabskiej dostęp do tego życiodajnego płynu (pół miliona Żydów na Zachodnim Brzegu otrzymuje sześć razy więcej wody niż 2,6 miliona Palestyńczyków).

(...)

]]>
[email protected] (Tomasz Cukiernik) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Nowy faraon, te same metody https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4470-nowy-faraon-te-same-metody https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4470-nowy-faraon-te-same-metody

Z dzisiejszej perspektywy coraz lepiej widać, że wielomilionowe demonstracje przeciwko rządom prezydenta Mursiego nie miały wiele wspólnego ze spontaniczną rewolucją, a stały się narzędziem do odbudowy zagrożonej pozycji przez egipską armię.

Po obaleniu w lutym 2011 roku prezydenta Hosniego Mubaraka nowo wybrane islamistyczne władze cieszyły się dużym poparciem narodu i były dla wielu nadzieją na pozytywne zmiany w kraju. Tyle że w czasie ich rządów sytuacja gospodarcza nie uległa poprawie, liczni turyści wybrali na wymarzone wakacje inne destynacje, a niezbyt wielu zagranicznych inwestorów postanowiło zaryzykować swój kapitał w tak niepewnym regionie. Od samego początku Mursi, bardziej niż na rozwiązywaniu bolączek swoich rodaków, skupiony był na walce z opozycją, która słusznie oskarżała go, że dąży do stopniowej islamizacji kraju i obsadza ?wszystkie stołki? swoimi ludźmi. Nie ona stała się jednak jego największym przeciwnikiem, który ostatecznie doprowadził go do upadku, a Bractwo Muzułmańskie do rozbicia.

Głębokie państwo w moro

Kompleks polityczno-wojskowy zarządzany przez dowództwo armii, który ukształtował się już w latach 60 XX wieku, a później rozszerzył także na biznes prywatny, do czasów Mubaraka miał się świetnie i żerował na wydobywanym w kraju gazie ziemnym i turystyce. Odsunięcie od władzy dyktatora niewiele zmieniło, gdyż służby bezpieczeństwa i policja pozostały te same, co w jego czasach.

Po obaleniu Mursiego amerykański think thank Stratfor pisał, że armia egipska była od czasu powstania nowoczesnej republiki w 1952 roku ostoją reżimu, ale rządziła ?spoza sceny?. Gdy upadła Partia Narodowo-Demokratyczna, wojskowym zabrakło cywilnego partnera do prowadzenia kraju. Nie umieli też oni poradzić sobie z systemem wielopartyjnym. Po sukcesie wyborczym Bractwa Muzułmańskiego była szansa na to, że pomimo różnic ideologicznych obie strony będą potrafiły współpracować. ?Wraz z wyborem Mursiego na prezydenta (...) wydawało się jednak, że pomimo różnic ideologicznych, wojsko znalazło swego rodzaju następcę Partii Narodowo-Demokratycznej. Tym, czego potrzebowała armia, była możliwość sterowania polityką kraju tak, by ograniczyć niepokoje społeczne. Rząd Mursiego nie potrafił dać sobie z tym rady. Jego skupienie na umacnianiu władzy własnego ugrupowania było czynnikiem, który doprowadził do obecnych masowych protestów publicznych. Wskutek tego armia po raz kolejny utraciła cywilnego partnera. Nie ma alternatywy dla Bractwa Muzułmańskiego, ponieważ opozycja jest dużym ruchem protestujących pozbawionym organizacji i jednolitego przywództwa. Jest jednak jasne, że za protestami stoi liberalna i świecka opozycja, która po raz pierwszy okazała zdolność ustanowienia wspólnego frontu. Nie jest jasne, czy zjednoczy się i czy skrzydło polityczne Tamarod, Front 30 Czerwca, stanowi alternatywę polityczną dla sieci społecznej Bractwa istniejącej w kraju? ? pisał Stratfor.

Z dzisiejszej perspektywy widzimy, że z liberalnej, świeckiej opozycji nie udało się stworzyć siły mogącej liczyć się z władzą wojskowych, którzy pod przewodnictwem prezydenta Sisiego zdominowali tamtejszą scenę polityczną.

Mursi myślał, że jako prezydent będzie mógł osłabić władzę armii. Próbował. Jednak na próżno. Gdy chciał wysłać na emeryturę szefa służb specjalnych i część dowództwa wojsk ? wybuchły pierwsze demonstracje. Choć nieliczne, to już podczas nich wykuto główny zarzut, na którego bazie później usprawiedliwiono dokonanie puczu, czyli: wykorzystywanie instytucji państwa do wprowadzania swojej ideologii. Po stu dniach jego władzy tłum zaczynał gęstnieć, a wołania o zagrożeniu ?islamizacją? i ?monopolem władzy? zaczęły się ponawiać. Doszło do pierwszych starć pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami Mursiego i Bractwa. Rozpalona tam iskra stopniowo doprowadziła do pożaru, który w rocznicę jego prezydentury objął cały kraj. Połączona opozycja, ruch młodzieżowy ? miliony ludzi na ulicach Kairu ? gorącą temperaturę wydarzeń z 30 czerwca zeszłego roku wzmacniały kilkutygodniowe problemy z dostawami prądu i benzyny. Wszystko to spadło na barki Mursiego. Na to tylko czekała armia, która dzień po tym masowym proteście dała prezydentowi dwie doby na rozwiązanie konfliktu z opozycją. Ten jednak zbagatelizował zagrożenie. Jego aresztowanie przez wojsko spowodowało, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły problemy z prądem i benzyną. Dziwnym trafem, dotychczasowy minister ds. energetyki zachował swoje stanowisko w kolejnym rządzie. Wojskowi zaś na tyle obawiali się, że znów nie uda im się sprawować dostatecznej kontroli nad cywilnymi władzami, że musieli na główne stanowisko ? prezydenta ? wylansować jednego ze swoich, czyli gen. Sisiego ? jednego z głównych organizatorów puczu przeciwko Mursiemu.

(...)

]]>
[email protected] (Aleksander Kłos) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Największy jest popyt na wątrobę. Nowy aspekt wojny https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4469-najwiekszy-jest-popyt-na-watrobe-nowy-aspekt-wojny https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4469-najwiekszy-jest-popyt-na-watrobe-nowy-aspekt-wojny

Niekiedy próbuje się wytłumaczyć powszechność w świecie arabskim rządów autorytarnych, przytaczając poglądy Ibn Chalduna (1332-1406), średniowiecznego prekursora arabskiej refleksji nad zagadnieniami politologiczno-społecznymi. Według niego dążność do władzy autorytarnej została wyniesiona z koczowniczych społeczności plemion beduińskich, które podlegały oddziaływaniu i władzy charyzmatycznego przywódcy. Siłą osobowości dominował nad skupionymi wokół niego współplemieńcami, co w dłuższej perspektywie czasowej doprowadziło do tego, że wśród Beduinów nie zostały wytworzone trwałe struktury władzy rodowo-plemiennej (choćby takie jak u Germanów czy Słowian).

To właśnie Arabowie, a właściwie zarabizowani mieszkańcy północnej Afryki i zislamizowani Maurowie stworzyli na terenie dzisiejszej Hiszpanii i Sycylii dwa państwa, które słynęły w ówczesnej Europie ze wspaniałej kultury i tolerancji dla innych religii.

Fakty historyczne zaprzeczają więc twierdzeniom, jakoby społeczeństwo arabskie nie potrafiło stworzyć systemu politycznego spełniającego wymogi współczesnej demokracji. W skrajnym ujęciu twierdzi się nawet, że Arabowie są nietolerancyjni i niejako ?genetycznie? niezdolni do pokojowego współistnienia z innymi społecznościami. Zwykle przywołuje się wówczas przykład trudnego politycznie i złożonego kulturowo sąsiedztwa arabsko-palestyńsko- izraelskiego.

Współczesny świat arabski jest ekonomicznie bardzo niejednolity, co powoduje m.in. jego polityczną niestabilność. Zróżnicowanie materialne nie wyczerpuje, oczywiście, istoty problemu. Istotne jest bowiem to, że część państw na Półwyspie Arabskim osiąga olbrzymie zyski z eksploatacji złóż ropy naftowej, inne zaś są takiej możliwości pozbawione. Za kluczowe dla zrozumienia genezy, dynamiki i istoty obecnych napięć społecznych w tym regionie trzeba uznać niewielkie zainteresowanie bogatych państw arabskich wspieraniem ekonomicznie uboższych kulturowych pobratymców. Wzrost inwestycji w krajach arabskich, mniej rozwiniętych, wpłynąłby stabilizująco nie tylko na ogólną sytuację ekonomiczną regionu, ale miałby też ? jak należy przypuszczać ? niebagatelne znaczenie dla rozwiązania lub przynajmniej złagodzenia części problemów społecznych i politycznych tego rejonu świata.

W latach sześćdziesiątych zaczęto tworzyć doktrynę panarabizmu, która miała łączyć politycznie państwa arabskie w celu realizacji ich interesów, głównie jednak rozumianych jako przeciwstawienie się polityce Izraela. Doktryna ta nie uległa jednak rozwinięciu, nie wprowadzono do niej kategorii interesów ekonomicznych, które spajałyby ją trwale na płaszczyźnie politycznej.

Wśród przywódców i ideologów państw arabskich nie ma świadomości lub nie jest ona dostatecznie silna, która pozwalałaby zrozumieć, że we współczesnym świecie, gdzie bardzo dynamicznie zachodzą procesy globalizacji, trzeba się jednoczyć, aby realizować swoje interesy zarówno ekonomiczne, jak i polityczne. Istniejące organizacje międzynarodowe skupiające państwa arabskie i islamskie, takie jak Liga Państw Arabskich i Organizacja Konferencji Islamskiej, nie są w stanie tego dokonać. Potrzebna jest bowiem integracja ekonomiczna państw arabskich, stworzenie organizacji opartej na elementach wspólnego rynku i swobodnego przepływu kapitału, czyli czegoś co w swoim założeniu przypominałoby Unię Europejską, a byłoby Unią Arabską, realizującą ekonomiczne, polityczne interesy państw arabskich.

(...)

]]>
[email protected] (Ziad Abou Saleh) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
Państwo Islamskie nadchodzi https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4468-panstwo-islamskie-nadchodzi https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4468-panstwo-islamskie-nadchodzi

Państwo Islamskie to nie tylko niebezpieczniejsza od Al-Qaidy grupa terrorystyczna, lecz bardzo brutalne i bezwzględne państwo islamskie, które chce opanować cały świat.

Islam nie jest jednorodny. Sprawą podstawową jest rozróżnienie pomiędzy sunnitami i szyitami. Ci pierwsi to główny odłam islamu. Stanowią około 80 procent wszystkich muzułmanów. Z kolei szyitów jest około 15 procent i mieszkają oni w takich państwach, jak Iran, Azerbejdżan, Bahrajn i Irak, a są znaczącą mniejszością w Jemenie, Kuwejcie, Libanie, Arabii Saudyjskiej i Syrii. Szyici w państwach arabskich rządzonych przez sunnitów (na przykład w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Pakistanie) są zwykle dyskryminowani. Alawitą, czyli wyznawcą odłamu szyizmu, jest między innymi Baszar al-Asad, prezydent Syrii (podobnie jak cała klasa rządząca w tym kraju), przeciwko któremu walczyła w wojnie domowej Wolna Armia Syryjska czy sunnicki Front Islamski. Później oba te ugrupowania sprzymierzyły się przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku i Lewancie ? ISIL (potem Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii ? ISIS), salafickiej organizacji terrorystycznej (salafici, czyli radykalni nauczyciele postulują powrót do pierwotnych źródeł skrajnego islamu i szariatu). Asada wspierała Rosja oraz szyicki Iran.

Terroryści z Zachodu

Wzrost siły Państwa Islamskiego to także wina Zachodu. Kiedy w 2010 roku prezydent Asad zaproponował Stanom Zjednoczonym wspólne zwalczanie stosunkowo słabego wówczas Państwa Islamskiego w Iraku i Lewancie, Amerykanie nie tylko na to nie przystali, ale zaczęli jeszcze więcej broni dostarczać? syryjskiej opozycji, czyli sunnickim terrorystom. Gdy w 2011 roku wybuchło powstanie przeciwko Asadowi, bojownicy byli już dobrze uzbrojeni, co pozwoliło im szybko zająć duże terytoria Syrii.

? Pięć miesięcy walczyłem w Wolnej Armii Syryjskiej przeciwko siłom rządowym, bo oni chcieli zdławić każdą opozycję ? powiedział mi anonimowo w 2013 roku w Wadi Musa w Jordanii Syryjczyk z Aqraby koło Damaszku, który postrzelony w rękę przez wojska rządowe przeszedł operację i uciekł przez Liban do Jordanii (granica syryjsko-jordańska była zamknięta z uwagi na fale syryjskich uchodźców, choć i tak po stronie jordańskiej zorganizowano dla nich obozy), zapewniając, że po wojnie wróci do Syrii.

Terrorystom pomagała też antyasadowska Turcja, otwierając im swoje granice dla transportów z zaopatrzeniem. ? To komórka terrorystyczna, która została zorganizowana przez Stany Zjednoczone w celu zdestabilizowania Syrii, a być może także innych krajów. Oni nawet stanowią zagrożenie dla Arabii Saudyjskiej ? uważa Don DeBar, amerykański komentator polityczny, dodając, że w szeregach ISIL są setki amerykańskich żołnierzy lub agentów CIA.

Co ciekawe, by walczyć w szeregach ISIS, wyjeżdżają nie tylko niemieccy, belgijscy, amerykańscy czy australijscy obywatele arabskiego pochodzenia, ale jak się okazuje, 80 procent terrorystów z Włoch, którzy pojechali walczyć na Bliski Wschód, to zwerbowani ?Włosi, którzy przeszli na islam, a jedną z przyczyn ich fanatyzmu jest całkowite rozczarowanie stylem życia Zachodu?. Wśród nich znalazła się nawet jedna Polka, która poślubiła Araba i przeszła na islam.

Szokują też dane sondażowe z Francji, które pokazują, że aż 15 procent społeczeństwa ma pozytywny stosunek do Państwa Islamskiego. ? Jest to bardzo niebezpieczne i to, co do tej pory zrobiono, co Zachód zrobił, jest jakby powolnym samobójstwem, bo to Zachód zrodził to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie ? powiedział gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca polskich wojsk lądowych. Warto przypomnieć, że oskarżany przez Zachód o użycie broni chemicznej reżim Asada, jak się później okazało, tej broni nie użył, a zrobili to? walczący z nim i wspierani przez Zachód bojownicy opozycyjni.

(...)

]]>
[email protected] (Tomasz Cukiernik) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000
To Stany Zjednoczone stworzyły grupy terrorystyczne w Syrii i Państwo Islamskie https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4467-to-stany-zjednoczone-stworzyly-grupy-terrorystyczne-w-syrii-i-panstwo-islamskie https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/archiwum/2014/item/4467-to-stany-zjednoczone-stworzyly-grupy-terrorystyczne-w-syrii-i-panstwo-islamskie

Z dr. Idrisem Mayya?em chargé d?affaires ambasady Syrii w Polsce rozmawia Agnieszka Piwar

W rzeczywistości to Stany Zjednoczone, jak i niektórzy ich sojusznicy, stworzyli to, co nazywamy ISIS (Państwo Islamskie), i te grupy, które są na miejscu, w Syrii. Jeśli spojrzymy w nieodległą przeszłość, to zobaczymy, że właśnie tak wygląda amerykańska polityka. Wszyscy przecież wiemy, że to właśnie Stany Zjednoczone stworzyły Bin Ladena oraz Al-Kaidę ? po to, aby realizować swoją politykę.

15 sierpnia Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję nr 2170, której celem ma być wspólne działanie przeciwko organizacjom ?Front al-Nusra? (grupa zbrojna będąca siatką Al-Kaidy w Syrii) i ?Państwo Islamskie? (ISIS/ISIL ? salifacka organizacja terrorystyczna oraz samozwańczy kalifat ogłoszony w 2014 roku na terytorium państwowym Iraku i Syrii). Jak przyjęto tę decyzję w waszym państwie?

Dr Idris Mayya: Oczywiście decyzję ONZ 2170 przywitaliśmy w Syrii serdecznie. To stanowisko przedstawił wicepremier, jak również minister spraw zagranicznych naszego kraju Walid el-Mualim, który zapewnił, że Syria jest gotowa do współpracy z każdym państwem, które chciałoby zwalczyć terroryzm. Zapewnił on także, iż każdy atak przeprowadzony na terytorium naszego państwa bez wcześniejszego uzgodnienia z syryjskim rządem będzie uważany za agresję, jak również za sprzeczny z prawami międzynarodowymi.

Chciałbym zapewnić panią, że nie ma czegoś takiego jak opozycja umiarkowana czy też terroryści umiarkowani bądź mniej umiarkowani. W istocie to, z czym mamy do czynienia u nas, to jest terroryzm. To są grupy terrorystyczne, które pracują dla pewnych wywiadów, po to, żeby wprowadzać w Syrii chaos.

Jakie jest stanowisko Syrii w sprawie amerykańskiego zaangażowania w obalanie legalnej władzy i wsparcie tych, którzy wprowadzają w waszym państwie chaos?

Stany Zjednoczone ? podobnie żadne inne państwo na świecie ? nie mają prawa angażować się w zmianę rządu czy organizowanie rządu, tak jak sobie życzą, na terytorium innego państwa. To naród wybiera rząd oraz sposób rządzenia, jaki ma być w danym kraju.

Udowodniły to ostatnie wybory w Syrii. Naród syryjski sam sobie wybrał rząd, bez ingerencji zewnętrznej agentury. I faktycznie przekazał w ten sposób wiadomość całemu światu, tym, którzy się interesują tematyką, że Syryjczycy sami sobie poradzą z tym problemem.

Z ostatnich doniesień wynika, że Barack Obama chce zwalczać kalifat poprzez dalsze wspomaganie syryjskich rebeliantów. Jak ekscelencja odbiera taką deklarację prezydenta Stanów Zjednoczonych?

W rzeczywistości to Stany Zjednoczone, jak i niektórzy ich sojusznicy, stworzyli to, co nazywamy ISIS (Państwo Islamskie), i te grupy, które są na miejscu, w Syrii. Jeśli spojrzymy w nieodległą przeszłość, to zobaczymy, że właśnie tak wygląda amerykańska polityka. Wszyscy przecież wiemy, że to właśnie Stany Zjednoczone stworzyły Bin Ladena oraz Al-Kaidę ? po to, aby realizować swoją politykę.

My uważamy, że Stany Zjednoczone przez stworzenie tej całej współpracy międzynarodowej w walce z ISIS, w rzeczywistości dążą do tego, aby powrócić do regionu, żeby mieć tam swoje wpływy, by móc skorzystać z dóbr tego regionu. Amerykanie chcą po prostu kontynuować swoje działania w regionie.

Naszym zdaniem, aby naprawdę zwalczyć terroryzm, społeczność międzynarodowa powinna podejść poważnie do tematu i zjednoczyć się, przede wszystkim po to, by wpłynąć na te państwa, które wspierają terroryzm.

(...)

Tłumaczenie: Ammar Zeizafoun

]]>
[email protected] (Agnieszka Piwar) Nr 4/137, październik 2014 r. Fri, 07 Nov 2014 00:00:00 +0000