Oto w lipcu 1992 roku, będąc naczelnym redaktorem ?Najwyższego Czasu!?, opublikowałem w tym piśmie tzw. listę Macierewicza pod tytułem Co było przy nazwiskach. Chodziło o to, że minister Macierewicz przekazał był przewodniczącym klubów i kół poselskich zalakowane koperty, zawierające fiszki z nazwiskami osób zarejestrowanych przez UB i SB jako tajni współpracownicy lub ?kontakty operacyjne? oraz z adnotacjami o pseudonimach, a także ? kiedy nastąpiła rejestracja, kiedy współpraca ustała i co stało się z dokumentacją. Nawiasem mówiąc, snop światła na sprawę dokumentacji rzucała informacja zawarta w Informacji o stanie zasobów archiwalnych MSW przekazanej każdemu posłowi i senatorowi. Chodziło o to, że przed rozpoczęciem niszczenia dokumentacji MSW, co odbywało się w latach 1988-1990, wszystkie dokumenty zostały zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach, z których dwa są za granicą, a jeden ? w kraju. Ta informacja pozwala lepiej zrozumieć przyczyny, dla których tak wiele autorytetów moralnych nagle zaczyna chodzić jak w zegarku. Więc kiedy już minister Macierewicz te koperty przekazał, przewodniczący jednego z ówczesnych klubów parlamentarnych zwołał zebranie klubu i kiedy wszyscy już zasiedli na swoich miejscach, pokazał koperty z nienaruszonymi pieczęciami i powiedział: nie zaglądałem ? ale kto był, niech wstanie. Wstało trzech posłów, wśród nich jeden ? niepotrzebnie. Jak wiadomo, w następstwie tego rząd premiera Olszewskiego upadł w atmosferze przypominającej zamach stanu, a ówczesny autorytet moralny w osobie prof. Bronisława Geremka próbował oskarżać o przygotowywanie zamachu stanu członków obalonego rządu. Widocznie jednak razwiedka pragnęła uniknąć procesów, podczas których z pewnością wydostałyby się jakieś śmierdzące dmuchy, kompromitując naszą młodą demokrację i jej Ojców Założycieli, więc wszystko zakończyło się wesołym oberkiem, którego końcową frazę, finalne hop, dziś, dziś! stanowił wyrok Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzający sprzeczność uchwały lustracyjnej Sejmu z konstytucją.
Więc kiedy już wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu sprawy po myśli razwiedki, w lipcowym numerze ?Najwyższego Czasu!? ukazała się lista konfidentów1. W redakcji, zazwyczaj sennej, rozdzwoniły się telefony; ludzie z odległych zakątków Polski dzwonili z zamówieniami na egzemplarz gazety, gotowi płacić bajońskie sumy, żeby tylko go dostać, bo ? jak twierdzili ? nigdzie nie można go kupić. Było to trochę dziwne, bo dotychczasowy nakład ok. 65 tys. egzemplarzy w zupełności zaspokajał potrzeby czytelnicze, a nawet był zbyt duży, o czym świadczyły zwroty na poziomie 20 procent. Więc kiedy w raporcie otrzymanym z ?Ruchu? przeczytałem, że zwroty akurat tego numeru gazety sięgnęły 85 procent, zrozumiałem, że prawie cały nakład został od razu skierowany na przemiał. Za pomocą teorii spiskowej wyjaśnienie tej zagadki nie jest trudne, ale cóż poradzić, kiedy ?realiści?, którzy teraz, po podpisaniu przez Patriarchę Cyryla i JE abpa Józefa Michalika Przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego, zyskali dla swego punktu widzenia coś w rodzaju sankcji nadprzyrodzonej, zdecydowanie teorie spiskowe, zwłaszcza z udziałem razwiedki, odrzucają?
Od tamtej pory minęło 20 lat, więc wydawać by się mogło, że ówczesne niecne praktyki niewidzialnej ręki można traktować wyłącznie w czasie przeszłym ? ale cóż z tego, kiedy słyszę, że miesięcznik ?Opcja na prawo? właśnie upada między innymi z powodu psot czynionych mu przez dystrybutora? Te psoty same się nie dokonują; jakaś niewidzialna ręka musi tym kierować ? być może nawet ta sama, co i przed 20 laty? Z jednej strony dowodziłoby to chwalebnej ciągłości naszego, a właściwie nie tyle ?naszego?, co państwa, którego jesteśmy obywatelami, a z drugiej ? nieustającej aktualności spostrzeżenia poczynionego przez jakiegoś starożytnego obserwatora działalności cesarza Wespazjana: wilk zmienia skórę, lecz nie obyczaje. Zatem jeśli odrzucimy potępione teorie spiskowe, to musimy przyjąć, że ?porządkowanie? rynku medialnego dokonuje się samoistnie ? a że akurat w kierunku pożądanym przez razwiedkę ? gdyby oczywiście istniała ? to tylko taki wybryk natury, jakich mnóstwo zdarza się w polityce, gdzie, jak wiadomo, panuje pełny spontan i odlot.
(?)
